Czy związek powinien być idealny?

W dobie estetyki, rozwoju, coachingu, wszelakiej maści poradników istnieje pokusa stawania się lepszym i bardziej wydajnym. Dotyczy to nie tylko spraw zawodowych, osobistych, ale również relacyjnych. Nawet w procesie psychoterapii człowiek staje się lepszą wersją samego siebie. Chcemy być lepsi i mieć lepsze rzeczy, lepszych partnerów, lepsze relacje, lepsze życie. Dlatego też rozważę odpowiedź na pytanie: czy związek powinien być idealny? Być może nawet niektórzy już szukają idealnego związku. Ja na pewno szukam.

Dlatego dzisiaj pochylimy się nad pytaniami o to, gdzie jest granica w kontekście stawania się lepszym, posiadania lepszego partnera, lepszej relacji i jakości życia w związku. Uzupełnię również temat o to, od czego zacząć poszukiwanie idealnego partnera do związku, kiedy warto go szukać, oraz kiedy nie warto. Zapraszam do czytania!

Dążenie do ideału

W rozwoju partnerskim, jak i osobistym istotą jest dążenie do ideału. Nie na siłę - mądre dążenie do ideału. Chodzi o to, by nie stać się w cudzysłowie "nadczłowiekiem". W procesie terapii zachodzi taka tendencja, że osoba, która już posiądzie trochę wiedzy o sobie i otaczającym ją świecie, zaczyna tym obarczać ludzi wokół siebie. Chcemy tego uniknąć, żeby nie doprowadzić do niepotrzebnych konfliktów i napięć związanych z oczekiwaniami. Stawajmy się lepszymi wersjami siebie, ale też bądźmy użyteczni w stawaniu się lepszymi dla naszego otoczenia.

Czy mam za wysokie wymagania?

Będąc w relacji, albo też singlem, możesz usłyszeć od kogoś, że masz wysokie wymagania. Być może nawet sam się zastanawiasz nad tym, czy masz zbyt wysokie wymagania? Czy te wymagania są konieczne do idealnego związku? W kontekście nieskutecznego, długotrwałego poszukiwania trwałej i zdrowej relacji z inną osobą, takie pytanie może spędzać sen z powiek człowiekowi. Powiedziałbym nawet, że osobiście, z racji zawodu mam wysokie wymagania nie tylko względem siebie, ale też względem partnerki. Jest mi z tym dobrze i chciałbym, żeby tak zostało. Jednakże w pewnym obszarze przysparza to cierpień. Oczekiwania od relacji jeśli są, powinny być realizowane. Jeśli ich nie ma, to tematu na dobrą sprawę również nie ma. Wróćmy do oczekiwań.

Problem z oczekiwaniami zaczyna się wówczas, gdy nie są spełniane. Jak wspomniałem, są wówczas istotą bólu. Niespełnione oczekiwania są jak dzieła, które w konsekwencji lądują w koszu na śmieci, a związek jest jednym z takich dzieł, projektów, które człowiek może wcielać w życie, żeby być szczęśliwym. Dzieło, które nie spełniło naszych oczekiwań rodzi frustrację i uwaga!

Słowem kluczem jest tutaj projekt, oczekiwania a w zasadzie świadome oczekiwania względem nas i relacji z nami. A to już kolejny podpunkt naszych rozważań.

Zgodność oczekiwań z projektem

Należy otwarcie to powiedzieć, że realizacja projektu zgodnie z założeniami podnosi morale. Zauważam, że zdecydowana większość rozsypujących się relacji posiada wspólne cechy:

O ile braku zaangażowania, rozmów (na ten temat być może przyjdzie czas na blogu lub kursie), oraz braku odwagi nie muszę tłumaczyć, o tyle ostatni punkt jest dość istotny (także!) w kontekście pytania o idealny związek.

Wejście w związek jest kluczowym momentem

Czy jesteś gotowy na relację? Czy masz swój projekt relacji i życia osobistego? Czy z powodu zaniedbania pewnych spraw Twoja relacja nie stanie na krawędzi? Znasz odpowiedź na te pytania? Wiesz, jak powinien wyglądać Twój idealny związek?

W kontekście stawiania wysokich wymagań jest to kluczowe, żeby ocenić, czy mają one pewną mądrość. Oczywistym będzie, że jeśli chcę podróżować, to nie powinienem żenić się z kobietą "kanapowcem" i odwrotnie. W początkowej fazie związku nie zastanawiamy się w ogóle nad takimi rzeczami. Powiem więcej; będąc młodym snuje się wiele marzeń i "dyrdymałów", których potem nie wciela się w życie przy jednoczesnym mydleniu oczu partnerowi. Zatem, czy świadomość siebie i swojego obrazu jest adekwatna do rzeczywistości? Pamiętam, jak w początkowej fazie relacji z moją obecną żoną obiecałem jej podróże i pracę we własnej działalności. Z czasem zapomniałem o tym po to, żeby sobie przypomnieć 5 lat po ślubie. Nie chcę wspominać co razem przeszliśmy, tylko dlatego, że nie byłem konsekwentny w tym, co powiedziałem.

Uważnie przeczytaj ten artykuł: czy jesteś gotowy na związek? Aby znaleźć odpowiedź na pytanie o gotowość, należy znaleźć odpowiedź na pytania zawarte w tamtym artykule. Zdobądź swoją odpowiedź, zanim wejdziesz w relację na całe życie, lub zanim zaczniesz zmiany w obecnym związku.

Zgodność projektu a wymagania

Jeśli znasz już swoją odpowiedź, albo poznałeś ją w czasie, gdy już masz swoją duszę do towarzystwa, ważne, abyś zdobył się na odwagę realizować te rzeczy razem z partnerem. Wiele osób ma tendencje do porzucania relacji tylko dlatego, że coś się nagle zmieniło w ich życiu, dojrzeli, przeszli kryzys życiowy. Przez co też nie daje się szansy partnerowi.

Jednakże istnieje druga strona tego medalu. Wielu partnerów osób, które dojrzały lub zmieniły swoje myślenie w trakcie trwania relacji, nie daje sobie szansy na zmiany i dopasowania do nowych rzeczywistości psychicznych swoich partnerów. Wynika to z chęci pozostania w tym co znane i już utrwalone.

Gdzie jest granica w stawaniu się lepszym

W dążeniu do bycia lepszym istnieje pokusa, żeby zmieniać nie tylko siebie, ale także partnera i otoczenie. Nie ma nic złego w stawaniu się lepszym, ale granica powinna być postawiona tam, gdzie już stawiamy oczekiwania partnerowi o to, jaki on ma być. Jednakże jest pewna nieścisłość moim zdaniem tutaj, gdy chodzi o egzekwowanie tych oczekiwań.

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Partner wracając z pracy do domu oznajmia, że będzie jeździł w delegacje i oczekuje od partnerki tego samego. Jeśli partnerka zgodziłaby się, problemu nie ma. Jeśli natomiast partnerka nie widzi w tym sensu, a partner nalega, jest to już przekroczenie granic. Rozsądniej byłoby porozmawiać z nią o tym, jak ona widzi te delegacje i czy ma z tym związane jakieś oczekiwania. Tutaj należy szukać rozwiązań.

Kolejnym przykładem może być forma komunikacji, która staje ością w gardłach wielu partnerów. Jeśli partner oczekuje lepszej komunikacji i sam staje się w tym lepszy, powinien wręcz oczekiwać tego samego od partnerki. Jeśli partnerka to przyjmie i będzie się razem z nim uczyć komunikacji, to świetnie. Jeśli jednak stwierdzi, że jest jej to niepotrzebne, staje okoniem wobec relacji z partnerem. Można by się pokusić też o to, żeby partner stając na wysokości zadania swojego rozwoju wychodził na przeciw potrzebom partnerki. I znowu tutaj mamy pewien problem. Taka sytuacja uczy partnerkę "księżniczkowania". Co zatem zrobić w takiej sytuacji?

Czy jesteś pewien co robisz?

Na to pytanie mogą odpowiedzieć osoby, które bardzo dobrze znają siebie i swoją duszę. Można się bardzo mocno pomylić w kwestii stawiania wymagań, jeśli nie rozumiemy swoich motywacji i potrzeb wynikających z każdego oczekiwania, które mamy w głowach.

Będąc na wysokim poziomie swojego rozwoju psychicznego, oznacza rozumieć motywacje podróży i dlaczego akurat z partnerką; dlaczego istnieje potrzeba zmiany formy komunikacji i co z tego wynika, jakie są konsekwencje obecnej komunikacji; co się czuje, gdy jest taka, czy inna sytuacja i czy istnieje odwaga o tym mówić. To tylko niektóre pytania pomocne do odpowiedzi na pytanie, czy warto stawiać oczekiwania. Miej świadomość, że niezależnie od tego, czego oczekujesz od partnera, musisz znać odpowiedź na każde oczekiwanie (swoje!). A ta odpowiedź nie może brzmieć: "ponieważ Ania ciągle krzyczy", tylko musi wybrzmiewać z Twojego wnętrza. Jednym słowem, co się w Tobie takiego dzieje, że tego potrzebujesz?

Czy warto dążyć do idealnej relacji?

Warto!

A czy związek powinien być idealny? - powinien!

Zanim zaczniesz dążyć do takiej relacji, przeczytaj uważnie jeszcze raz ten artykuł, oraz artykuł polecony wyżej. Wprowadź w życie zasadę odpowiedzi: co jest we mnie takiego, że tak chcę?

To pozwoli Ci znaleźć odpowiedzi na wiele nurtujących Cię pytań o swoją relację. Warto stawiać wymagania co do budowania relacji i w tym kontekście posiadanie wysokich wymagań ma znaczenie, jeśli nie chcę brać byle kogo. Jednakże trzeba najpierw być wolnym od kilku rzeczy:

Nie będąc wolnym od któregokolwiek punktu, stajesz się zależnym człowiekiem i niemal natychmiast, Twoja odpowiedź zostaje odbita w krzywym zwierciadle. To prowadzi do kolejnych frustracji i cierpień.

Nie warto stawiać oczekiwań, jeśli nie zna się odpowiedzi na swoje pytania. Nie warto wchodzić w relację, jeśli nie jest się wolnym psychicznie człowiekiem.

Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że też czytają mnie osoby, które już są w trudnych relacjach. Dlatego teraz zadbaj o swoje odpowiedzi, poszukaj mądrego człowieka, który Ci będzie w tym towarzyszył i stań się na nowo wolnym człowiekiem.

Czy związek musi być idealny?

Powinien być jak najlepszy. Nie jestem zwolennikiem kłótni w relacji. Wręcz przeciwnie, najchętniej bym je wyeliminował, ponieważ "wprowadzają niepotrzebny ferment do mieszkania". Atmosfera między partnerami się podgrzewa, a w takiej sytuacji nie trudno o wylanie wrzątku na ukochaną osobę. Ile to razy słyszałem podczas sesji terapeutycznych, że padło zbyt dużo słów niechcianych. Stąd uważam, że powinno się z całych sił dążyć do idealnej relacji! Nie powinniśmy się ranić w imię przekonania, że bez kłótni nie da się porozumieć. Skoro w psychoterapii ciało człowieka jest ważnym miejscem rozumienia siebie i świata, to nie powinno się ignorować emocji związanych z napiętą atmosferą w rodzinie. Trudne emocje domagają się zrozumienia i wyciągnięcia wniosków!

Patos

Wiele treści może brzmieć patetycznie, jakby to była wyrocznia. Chcę jednak zwrócić uwagę na element człowieczeństwa. Człowieczeństwo ma w sobie pewien zakres popełnianych błędów i wybaczania. Zatem, czy jesteś zdolny wybaczyć sobie błędy i błędy partnerowi?

Ponieważ zarówno Ty, jak i ja rozwijamy się i wciąż popełniamy błędy, dajmy szanse swoim partnerom. Nie bądźmy pobłażliwi, ale też bądźmy miłosierni. Nie bądźmy naiwni, ale mądrzy.

Pozdrawiam Cię serdecznie!

Czy jesteś gotowy na związek?

Po ostatnim wpisie i rozmowie z bliską mi osobą uświadomiłem sobie, że brakuje w sieci wskazówek o tym, jak ocenić własną dojrzałość emocjonalną i gotowość do związku. Podejmę w tym artykule próbę podejścia do tematu, ale zdaję sobie sprawę, że tego typu krótki poradnik może nie spełnić oczekiwań czytelnika, a przede wszystkim moich. Wynika to z faktu, że czytając i jednocześnie będąc osobą niegotową na relację, mogę myśleć inaczej, niż jest faktycznie. Chodzi o to, że osobiście jest trudno ocenić swoją dojrzałość.

Zatem w tym artykule podejmę jedynie próbę nakreślenia tematu, ponieważ treści w sieci jest mało i w dodatku budzą we mnie sporo wątpliwości co do ich przydatności dla samego czytelnika. Chociażby artykuł od ohme.pl pisany na podstawie zagranicznych treści, już budzi we mnie wątpliwość co do spotkania się intencji autora z możliwościami interpretacyjnymi samego czytającego.

Umiejętność komunikacji

O tej umiejętności już pisałem w oddzielnym artykule. Zapewne już wiesz, że jest to umiejętność, która ma dwie strony medalu. Po pierwsze, umiejętność ta w szerokim znaczeniu jest objawem dojrzałości, ponieważ pozwala na stonowany i pełen szacunku dialog. Wynika to z faktu panowania nad swoimi emocjami, co z kolei jest kluczowe do dbania o miłość w związku. Po drugie jest to najważniejsza umiejętność pozwalająca na rozwój związku.

Zrozumienie siebie

Czy znasz motywację każdego swojego działania? Czy gdy decydujesz się powiedzieć komuś "kocham", to nie mówisz tego, bo czujesz pożądanie? Czy gdy idziesz kupić sobie buty albo drogiego smartfona, to jest to podyktowane poczuciem niespełnienia? Czy gdy chcesz mieć dzieci, jest to podyktowane uczuciem samotności, albo tym że Twój mężczyzna nie daje Ci wystarczająco dużo zaangażowania i uwagi? Na te i wiele innych pytań, nawet takich gdy udajesz się do piaskownicy, czy sklepu, warto znać odpowiedź, z jakiego powodu to robisz.

Rozwój osobisty

Zaprzestanie osobistego rozwoju jest niczym innym, jak umieraniem. Psychiczne umieranie nie spowoduje lepszego samopoczucia, ale jedynie stagnację i potrzebę stabilizacji życia. Jest to rodzaj złudnego poczucia szczęścia, bowiem człowiek czuje się wtedy bezpiecznie i nic mu "nie grozi". Nie każdy jest w stanie znieść taki rodzaj funkcjonowania swojego partnera, dlatego tym bardziej niebezpiecznie jest, jeśli się nie rozwijasz. Partner będzie wymagał w wielu sprawach porozumienia, a to już jest powodem do rozwoju.

Trzy etapy dojrzałości do relacji - gotowość do relacji

Etap Pierwszy - dojrzałość dziecięca - egocentryzm

Ten etap charakteryzuje się potrzebą zaufania otoczeniu, bliskim, partnerowi. Człowiek ufa innym osobom tak bardzo, że ciężko jest zrozumieć mu, dlaczego jest wyrządzana krzywda jego osobie. To potrzeba liczenia na innych, że ludzie i bliscy zrozumieją i będą chcieli szanować zainteresowanego. Osoba wyraża wówczas potrzebę, aby przeproszono ją, podziękowano, doceniono, naprawiono szkody. Etap ten mówi tak: kocham Cię, chcę Cię kochać i mam nadzieję, że mnie nie skrzywdzisz.

Słowo klucz: chcę Cię kochać, ma pewne znaczenie. Bowiem w tym etapie dorosła osoba czeka na okazywanie jej miłości. Łatwo odpowiedzieć sobie na pytanie: po czym poznasz, że Cię kocham? Jeśli zadając tej osobie to pytanie, będzie umiała odpowiedzieć i nie będzie to jedno zdanie, to człowiek idzie w dobrym kierunku.

Etap Drugi - dojrzałość osobista

Drugi etap dotyczy samodzielności w relacji. Ma on kilka charakterystycznych cech:

Etap Trzeci - dojrzałość do bycia w relacji - gotowość na związek

Etap ostatni powstaje dopiero po osiągnięciu dojrzałości w drugim etapie. Człowiek otwiera się na budowanie relacji z drugą osobą. W tym momencie szanuje decyzje drugiej strony, a oprócz tego, że potrafi żyć samotnie, potrafi bez oczekiwań dbać o drugą osobę. Nie wymusza, ale prowadzi dialog i w poszanowaniu decyzji partnera decyduje o sobie i o nim tak, aby obojgu dobrze się żyło. Jest gotowy odejść, jeśli partner nie osiągnął tego etapu. Angażuje się i dba o dobrą relację, negocjuje wspólne życie i wyraźnie komunikuje swoje potrzeby tak, żeby to co mówi, było spójne z tym co chce powiedzieć.

Konieczność bycia w relacji?

W artykule o 3 powodach, dla których jesteśmy sami wyjaśniłem dlaczego dzieje się tak, że nie jest się w związku. Warto do niego sięgnąć. Natomiast jeśli istnieje silna potrzeba wejść w relację, najprawdopodobniej będzie ciężko ją utrzymać. Nie bez powodu najlepsze małżeństwa to takie, w których partnerzy poznali się podczas przygody i taką przygodę nadal kontynuują. Chodzi o to, aby z powodu osobistych tęsknot nie doprowadzić do napiętej atmosfery między partnerami. Jeśli jednak samotność traktujesz jako etap przejściowy, czasem zatęsknisz, ale nie jest to determinant Twojego życia, to całkiem możliwe, że jest to jeden z czynników gotowości do wejścia w relację.

Gotowość do rozejścia

Jeżeli bardzo pragniesz być z kimś w związku, najprawdopodobniej będzie Ci trudno zrezygnować z relacji, w której pojawią Ci się "czerwone lampki". Bardzo ważnym elementem dojrzałości do związku jest gotowość do rozejścia się. Czy Twój stan psychiczny pozwala na to, żeby po zawiązaniu relacji odejść, gdy zauważysz rzeczy mające wpływ na relację?

W swojej pracy terapeutycznej zauważam mechanizm nie pozwalający na odejście, kiedy granice osoby są przekraczane w niewytłumaczalny sposób. Taka sytuacja jest nie tylko bardzo niebezpieczna dla relacji, jak też dla samej jednostki zaangażowanej.

Czy lęk nie blokuje mnie przed zerwaniem relacji?

Istotną kwestią jest zrozumienie tutaj słowa "relacja". Zdaję sobie sprawę z tego, że wpływ zachowania partnera na osobę jest znaczący, toteż należy zwrócić uwagę na relację. Ocena relacji z perspektywy swojej osoby może być trudna, dlatego też warto spotkać się z kimś mądrzejszym, żeby o tym mówić.

Pytania, które zadaliście mi w grupie facebookowej:

Czy "on" okaże się socjopatą/psychopatą?

Wątpliwości natury drugiej osoby, czy przypadkiem nie okaże się socjopatą, narcyzem, psychopatą, rozważam z perspektywy umiejętności stawiania granic. Co by się stało, gdyby ogrodzenie naszej działki było niekompletne? Nie tylko łatwiej złodziejowi wejść w nasz teren, ale także i pies, kot będą miały możliwość zostawić swoją kupę. Nie widzę większego sensu zastanawiania się, z kim człowiek ma do czynienia, ponieważ z reguły narcyzów i psychopatów bardzo trudno jest odróżnić na pierwszy rzut oka. Łatwiej ich przefiltrować poprzez konsekwentne stawianie granic. Oni samy odejdą. Trzeba sobie tylko zadać pytanie, czy jestem gotowy na to, aby odszedł?

Więcej w tym temacie opisywałem w artykule o tym, w jaki sposób nie dać się wykorzystywać przez partnera. Gorąco zachęcam do przeczytania tego artykułu. W niniejszym temacie skupiam się na osobistej dojrzałości i chciałbym przekazać podstawy.

Zwróć uwagę, że za tym pytaniem stoi lęk. W tej sytuacji będzie trudno podejść do budowania relacji w sposób zdrowy. Dlatego, że lęk ma zupełnie inne zadanie, niż pojawiający się w sytuacji, która dopiero ma nadejść. On podpowiada dosłownie to, co miało miejsce i teraz należałoby spojrzeć na to z perspektywy logiki i ewentualnego przygotowania się na potencjalnie trudną relację. Można by stwierdzić, że gdy doświadczasz lęku, to faktycznie jeszcze nie jesteś gotowy na zawarcie relacji, żeby z powodów emocjonalnych nie doprowadzić do spięć.

Czy jesteś podatny na wykorzystanie?

Zawsze, jeśli trudno jest postawić granice, ryzyko bycia wykorzystanym zwiększa się. Podobnie w stanach emocjonalnych depresyjnych, pretensjonalnych, poczucia krzywdy. Jeśli doświadczam tego typu nastrojów, podejrzliwości, depresyjności, lęku przed zranieniem, poczucia niesprawiedliwości, także ryzyko bycia wykorzystanym jest większe. A przy tym jakość związku maleje.

Boję się być zranioną, co dalej?

Tytuł dotyczy nie tylko kobiet, bo mężczyzn także. Wielu z mężczyzn nieświadomie ucieka przed bliskością, chociażby do spotkań z "kumplami", częste wyjścia na piwo, wyjazdy hobbystycznie itd. Warto przyglądać się temu co czuję i czy w moim przypadku taki lęk występuje. Jeśli go zauważysz, polecam porozmawiać z dobrym psychoterapeutą i zacząć nad nim pracę, jak również nad innymi kwestiami osobistego życia.

Czy potrafię się zaangażować?

Każdy na początku relacji jest zaangażowany. Pytanie, czy z upływem czasu zaangażowanie maleje? Tak, najczęściej maleje i jest to nieświadome. Zadać warto pytanie, czy jestem na tyle świadomy i zdeterminowany, żeby to moje zaangażowanie trwało i nie malało. Niemalże w każdym związku przychodzi ten moment konsternacji, kiedy partner zaszywa się w swoich schematach i zmienia swoje oblicze diametralnie.

Zaangażowanie kosztuje człowieka. A ponieważ zakochanie (hormony) sprawia, że człowiek działa tak, jakby zażył amfetaminę (działanie na pełnych obrotach niemal w każdej sferze życia), to trudno jest ocenić właściwy poziom zaangażowania z jakim przyjdzie mi żyć za parę miesięcy. Tutaj przychodzi z pomocą wyżej opisana komunikacja międzyludzka.

Gdzie jest granica podczas zaangażowania w związek?

Niedostateczne zaangażowanie, jak też zbyt silne (matkowanie, tatusiowanie) powoduje zaburzenie struktury relacyjnej w związku. Niemal natychmiast relacja staje się jednostronna i co gorsza, nieświadomie możemy uczyć swoich partnerów takiej postawy. Nie oszukujmy się, że obecne czasy i kolejne pokolenia będą miały coraz większe trudności w rozumieniu siebie i innych ludzi.

Przykładem niedostatecznego zaangażowania może być:

Przykładami zbytniego zaangażowania mogą być:

Co z moimi schematami rodzinnymi?

Temat jest dość szeroki i rozległy, pisałem o tym w czasopiśmie Charaktery. Rzeczywiście schematy, które nauczyliśmy się z rodziny pokolenia pozostają z nami. Warto przypomnieć sobie, jak funkcjonowaliśmy. Najlepiej jednak rozpocząć terapię jeśli nie mamy pewności co do prawidłowych schematów. I nie dlatego, że z nami jest coś nie tak, ale dla samego siebie, żeby poznać swoje motywy działania i dlaczego one powstały. Niestety schematy są najczęściej nieświadomie ugruntowane w naszych głowach i jeśli nie poprzyglądamy się sobie, to ich nie zauważymy. Takie przyglądanie się sobie najbezpieczniej zrobić z psychoterapeutą, który ma ugruntowany i dobry system wartości. Osobiście spotkałem się z terapeutą, który o ile był przesympatycznym człowiekiem, to poczułem, że życie duchowe nie jest tak bardzo istotne. Dobrze, gdyby terapeuta jednak nie ignorował tej sfery i również się zajął tą sprawą. Jeśli jesteś chrześcijaninem, to oprócz terapeuty warto poszukać kierownika duchowego.

Podsumowanie

Miej drogi czytelniku na uwadze, że jest to jedynie próba wskazania do tego, jak ocenić swoją dojrzałość. Być może w przyszłości popełnię bardziej szczegółowe podejście do tematu, ale czytając ten artykuł zwróć uwagę na poszczególne kwestie opisane pod każdym rozdziałem. Te wszystkie aspekty zazębiają się ze sobą, dlatego jeśli masz podejrzenie po przeczytaniu, że możesz mieć trudności w relacji, to rozważ psychoterapię, po prostu dla swojego rozwoju.

Kompromis - zaleta czy zabójstwo dla związku?

Pewna kobieta opowiadała mi, że kiedy była dzieckiem, jej kuzyn - jezuita - głosił rekolekcje w kościele Jezuitów w Milwaukee. Każdą konferencję rozpoczynał słowami: "Spełnieniem miłości jest poświęcenie, jej miarą brak egoizmu". Wspaniałe stwierdzenie. Zapytałem ją:

- Czy chciałabyś, abym Cię kochał kosztem mego szczęścia?
- Tak - odparła.

Jakież to urzekające! Czyż to nie cudowne? Kochałaby mnie kosztem swego szczęścia, a ja kochałbym ją kosztem mego szczęścia. I tak mielibyśmy w konsekwencji dwie nieszczęśliwe istoty. Ale to nie ważne, niech żyje miłość.

Anthony de Mello

Kompromis

Kompromis wydaje się być bardzo powszechną formą porozumiewania się między partnerami. Sprawia wrażenie najłatwiejszego i najbardziej solidnego schematu budowania porozumienia. Zdecydowana większość wśród moich klientów i znajomych porusza się wokoło tego pojęcia i w pewnym sensie jest to zrozumiałe.

Patrząc na to pojęcie z punktu widzenia zawodowego i chcąc uruchomić swoje "czepialstwo" zauważam, że budowanie porozumienia w oparciu o kompromis jest jak bomba z opóźnionym zapłonem.

Kompromis - bomba z opóźnionym zapłonem

Bomba z opóźnionym zapłonem ma to do siebie, że nie wybucha od razu, a dopiero po dojściu do kulminacyjnego momentu. Tak też jest z kompromisem. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ludzie idąc na kompromis sami robią sobie pod górkę. Rezygnacja z czegoś dla dobra bliskiej osoby jest bardzo szlachetnym posunięciem, ale czy można tak w nieskończoność? 

W związku nie ma możliwości, aby obie strony w podobny sposób odczuwały sprawiedliwe traktowanie, sprawiedliwy podział ról. Wynika to z tego, że wartość każdej sprawy i przedmiotu wchodzącego w zakres dyskusji między partnerami jest emocjonalna. Myślę, że każdy z nas zrozumie, że dla jednej osoby zakup laptopa za 10 000 złotych może być tak samo wartościowy, jak dla ukochanej wyjazd w góry za 3000 zł, lub zakup rolet do okien na poddaszu za 1200zł.

Zatem idąc na kompromis z czasem może się okazać, że wartość emocjonalną, jaką dostajemy od partnera jest znikoma w porównaniu do wartości, jaką dostaliśmy. Co ciekawe - w tym samym czasie partner może myśleć dokładnie tak samo!

I bądź mądry, i pisz wiersze...

Niezdrowa licytacja

Gdy skończą się zasoby znoszenia rezygnacji na rzecz dobra drugiej osoby, często dochodzi do licytacji, kto i co zrobił. Jaka jest prawda i zaczyna soczysta dyskusja, pełna kwiecistych słów i ubarwień w poszukiwaniu równowagi emocjonalnej na argumentach.

Ach, jak bardzo lubię argumenty w dyskusjach między partnerami. niby coś wnoszą, a tak naprawdę niczego nie rozwiązują. Owszem - czasem się zdarzy, że partner zrozumie, ale finał takiej rozmowy zazwyczaj jest jeden: ja mam co chcę, a partner nie ma nic.

I w taki oto sposób doprowadzamy do ruiny relację, krok po kroku, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, aż w końcu wulkan niesprawiedliwości osiągnie apogeum.

Kompromis bardzo łatwo osiągnąć z jednego powodu. Dużo wygodniej jest zrezygnować z czegoś na rzecz drugiej osoby. Czasami bywa, że oboje z czegoś rezygnują, ale czy nie na tym polega relacja, aby oboje byli szczęśliwi?

Im więcej z czegoś rezygnuję, tym więcej oczekuję.

Adam Filipczuk mgr psychologii

Oczekiwania rosną

Jeśli z czegoś zrezygnuję, to naturalną kwestią będzie oczekiwanie, że partner również z czegoś dla mnie zrezygnuje. Jeśli jednak nie dostanę rekompensaty w określonym czasie, bądź ważnym dla mnie momentem, to pójście na kompromis z drugą osobą spowoduje rozczarowanie.

Idąc dalej, ponieważ kurczą mi się zasoby, ponieważ istota miłości polega na ciągłym wypełnianiu pustego serca, to w jaki sposób mogę czuć się kochany, jeśli partner wymaga ode mnie kompromisu na rzecz mniejszego dobra? Czy nie o to chodzi, aby miłość była pełna, a nie cząstkowa?

Mając poczucie takiej niesprawiedliwości zaczynam oczekiwać coraz więcej, im więcej rezygnuję. Czasami zdarza się, że niektórzy zamiast oczekiwać, po prostu popadają w przygnębienie i zastanawiają się nad sensem istnienia relacji w jakości, w jakiej się obecnie znaleźli. 

Zatem nie dziwi mnie potem fakt licytowania się o to, kto, co i ile zrobił, oraz jak zrobił dla partnera. A gdy już pojawiają się licytacje, to możemy mówić o początkowej fazie kryzysu. Im więcej, tym większe prawdopodobieństwo jego wystąpienia.

Jeśli zatem czujesz, że Twój związek zaczyna się chylić ku złej stronie, napisz do mnie lub zadzwoń.

Otwarty Związek - czy to ma sens?

Otwarty związek nie należy do widocznych zjawisk, jednak ostatnimi czasy coraz częściej o nim słychać. U wielu ludzi budzi pewne obawy, u innych uśmiech na twarzy.  Czym jest otwarty związek i jakie są konsekwencje bycia w otwartym związku? O tym opowiem wam w obecnym artykule. 

Na czym polega otwarty związek?

Pewien człowiek zapytał mnie:

Dlaczego moja dziewczyna robi mi sceny zazdrości, podczas gdy ustaliłem z nią, że związek będzie miał formę otwartą? Ona się na to zgodziła!

Czym jest otwarty związek?

Forma otwarta związku dotyczy sytuacji, w której oboje z partnerów decydują się na kontakty seksualne z osobami poza relacją partnerską. W niektórych kręgach taka forma współżycia jest dosyć popularna. 

Zaufanie w związku i wierność

Wiele kontrowersji pojawia się, gdy mówimy o wierności. W konserwatywnych poglądach wierność dotyczy zarówno relacji seksualnej, jak też emocjonalnej i psychicznej. W tym przypadku partnerzy traktują siebie jako wierni emocjonalnie. Ale czy aby na pewno tak jest?

Szczerze powiedziawszy ciężko mi się zgodzić z tym przekonaniem, ponieważ badania pokazują, że relacja seksualna zawsze w jakimś stopniu buduje tą emocjonalną. Największą trudność w tej kwestii przeżywają kobiety. I chociażby z tego powodu, poddaję pod wątpliwość:

czy otwartość seksualną można odłączyć od wierności emocjonalnej?

Wiąże się to z mechanizmem otwartości emocjonalnej w celu relacji seksualnej. Najczęściej kobieta musi chcieć uprawiania seksu, dlatego jakimś stopniu emocjonalne relacja zostaje zbudowana. W przypadku wspomnianego na początku przykładu mężczyzny, tak było z jego kobietą. Ona chociaż wyraziła zgodę na otwarty związek, to podświadomie była stale zazdrosna o jego aktywność z innymi kobietami.

Kolejną kwestią jest sprawa wierności. Ponieważ istnieje pojęcie zdrady, trudno nie zaprzeczyć temu, że zdrada obejmuje również sferę seksualną niezależnie od formy związku. Oczywiście, cały czas poruszamy się po gruncie pewnych wartości.

Jak wskazuje też moja praca, bywa, że chociaż otwarte, czy półotwarte związki istnieją, to jednak często po którejś ze stron nie ma emocjonalnej zgody na taką otwartą relację. Już nawet nie wspomnę o systemie wartości, jaki w sobie nosimy. Emocje zazdrości istnieją i nie można temu zaprzeczyć.

Konsekwencje otwartego związku

Chociaż zapewne trafią się pary w otwartych związkach, które mają się dobrze, to jednak konsekwencje mogą być bardzo różnorodne. Wymienię te najbardziej podstawowe:

Zastanawiam się, jak taką sytuację rozwiązała by para w otwartym związku. Przypuszczam, że kobiety korzystają z pigułek wczesnoporonnych, spiral, innych rodzajów antykoncepcji. Mężczyźni zapewne z prezerwatyw. Aczkolwiek wiemy już, że żadna antykoncepcja nie jest w 100% bezpieczna i nawet wtedy zdarzają się ciąże.

Przychodzą mi na myśl alimenty, kłótnie, rozejścia się do opieki nad dziećmi, albo w ogóle dzieci zostają zostawione matkom. Może sprawy w sądach? Jestem więcej niż przekonany, że kobieta dowiadując się o ciąży (ewentualnej) swojego partnera, nie zostawi tego tak na “luzie”. Kto wie?

W wielu przypadkach nie możemy mówić o pełnej tolerancji aktywności seksualnej z innymi partnerami ukochanej osoby. W sytuacji wspomnianej, wywnioskowałem, że kobieta zgodziła się na taki układ z lęku przed utratą tego człowieka. Wewnętrznie nie była w stanie tego zaakceptować a jej zachowanie wskazywało na tłumienie tych emocji.

To z pewnością rodzi ryzyko kłótni, wypominania, wytykania. Wyobrażam sobie taki związek po 20 latach stażu pełen żalu i nienawiści, gdzie dzieci pojawiły się w relacjach z innymi kobietami. A konsekwencje finansowe odbijają się również na partnerce.

W związku z tym, że mężczyzna łatwiej sobie radzi racjonalnie z zasadami, jakie obiera na życie, problemy emocjonalne częściej będą dotykały kobiet. Co ciekawe, trudniej jest jemu zrozumieć sposób myślenia kobiety. Już w samej rozmowie z mężczyzną, który zgłosił się z problemem zazdrości swojej kobiety, widać było, że nie był w stanie zrozumieć emocjonalnego rozumowania wybranki.

To rodzi wiele nieporozumień i sprzeczek. Zauważenie innego sposobu myślenia, jest bardzo trudne, ponieważ jeśli żyję przez lata w swoich przekonaniach, to nie poczuję tego co drugi człowiek może nosić w sercu.

Szukanie kontaktów seksualnych z innymi kobietami, czy mężczyznami cechuje się w pewnym stopniu egoizmem. Otwarty związek - ponieważ jest otwarty wyłącznie na relację seksualną - ma jeden główny cel. Tym celem jest zaspokojenie potrzeby seksualnej z różnymi partnerami.

Ktoś by powiedział, no dobra panie psychologu, ale to nieprawda jest. Przecież jestem wierny swojej kobiecie, emocjonalnie…

Słysząc to przywołam jeszcze raz, że każda relacja seksualna będzie w naszym mózgu budowała również relację emocjonalną. Zaś stwierdzenie, że nic nie poczuję do innej kobiety, jest wyłącznie wyparciem do nieświadomości, lub odwrażliwianiem się na uczucia drugiej osoby.

Do tego nie możemy mówić o braku celu zaspokojenia włąsnej potrzeby (z tym też się spotkałem w otwartych związkach), ponieważ sam otwarty związek wyraźnie zakłada, że relacja seksualna jest rozłożona na innych partnerów. Jakże tu możemy mówić o braku egoizmu? Te dwie sprawy stoją do siebie w opozycji.

Nie jesteśmy w stanie skupić się na kilku, kilkunastu partnerach nie angażując się uczuciowo. Zapomnimy o nich, a uczucia najbliższej osoby najczęściej schodzą na drugi plan.

Czy otwarty związek ma sens?

Z punktu widzenia psychologicznego - niekoniecznie. Natomiast myślę, że jest to też kwestia kultury. Popatrzmy na islam, w którym mężczyźni mają wiele kobiet. Chociaż dochodzą do nas również informacje, że te kobiety bardzo cierpią przez bycie jedną z wielu, a nawet złe traktowanie. Być może część z nich pogodziło się i taka kwestia jest dla nich “standardem”.

Nawet żydzi, którzy we wcześniejszych epokach mieli po wiele żon, obecnie są monogamistami. 

Prawdę powiedziawszy, emocjonalnie taki związek po prostu nie istnieje i nazwałbym go bardziej układem, w którym oboje czerpią pewne korzyści.

Mieszanie pojęcia “związek” do relacji otwartej seksualnie, jest moim zdaniem wypaczeniem znaczenia “związku” jako takiego. I nie chodzi mi tutaj o żadne wartości, ale argumenty, które podałem wyżej.