Recepta na rozpad związku

Pewien mężczyzna zobaczył swoją partnerkę na imprezie jej znajomych w pozycji, gdzie pochylając się nad nią pewien gość szeptał jej do ucha. Bohater podszedł, spojrzał w oczy intruzowi i natychmiast się zagotował ze złości. Na nic zdały się Jej tłumaczenia, że to tylko impreza, że to tylko znajomy, że ona go nadal kocha. Ważne było to, że poczuł się dotknięty. Zerwał z nią…

Do dzisiaj ich relacja jest w zawieszeniu, jakby w próżni, z której oboje nie potrafią się wydostać. On wybaczyć, ona odpuścić, on otworzyć przed nią, a ona przed nim. Z lęku nie potrafią się porozumieć. On bo boi się odrzucenia, ona bo boi się samotności.

Jeśli miałbym stworzyć receptę na rozpadający się związek, wyglądałaby ona tak:

  1. Szklanka niedogotowanej wody czasu (szybkie zamieszkanie ze sobą)
  2. Wlewamy stołową łyżkę octu przewrażliwienia
  3. Dodajemy do tego 50gram soli lęku
  4. Wsypujemy 20 dekagramów cukru zakochania
  5. Oraz mieszamy zawartość koniecznie dodając oleju oczekiwań

To wystarczy, aby z naszych ust i ciała zaczęły się wydobywać niekontrolowane odruchy. Sama receptura w rzeczywistym świecie  nie ma racji bytu. Wymieszanie podanych składników w kubku zapewne wzbudza mieszane uczucia, jeśli byśmy chcieli tego skosztować. Jednak w ten sposób wyobrażam sobie uczucia towarzyszące wielu parom.

A teraz spójrzmy na receptę na nieudany związek, którą opisuję powyżej i omówmy ją:

Znasz to powiedzenie, że „nie samą miłością człowiek żyje”?

Szklanka niedogotowanej wody czasu.

Przytoczona metafora może się wydawać dziwna, ale nie stanowi zdziwienia, jeśli wyobrazisz sobie taki obraz:

Jesteś świeżo upieczonym studentem medycyny. Dopiero co zdobyłeś wiedzę z zakresu chirurgii i obroniłeś się na studiach. Jesteś pełen szczęścia i zachwycony tym, że pierwszy etap jest za Tobą, aby stać się porządnym lekarzem. Pomijając całą specyfikę prawną i procedury dojścia do tytułu doktora (jakby to zwyczajnie nie istniało), postanawiasz zatrudnić się w szpitalu, bo stwierdzasz, że uczucie do tej dyscypliny wystarczy Tobie. Po kilku dniach trafiasz do stołu operacyjnego, by zrobić przeszczep serca.

Nie trudno sobie wyobrazić umiejętności takiego chirurga i emocje. Podobnie jest z zamieszkaniem razem na zbyt wczesnym etapie. Jeszcze nie „zagotowałeś” w sobie odpowiednich umiejętności do bycia z osobą zupełnie różną, a już chcesz stawiać dom. Fundamentów nie ma, ale jest uczucie.

W procesie terapeutycznym praktycznie zawsze dominuje lęk. Ma on bardzo różne postaci i co najważniejsze - działa z ukrycia. Lęk pojawia się zwykle tam, gdzie chodzi o pewien rodzaj egoizmu.

Czas nam potrzebny, żeby się bliżej poznać ma ogromne znaczenie. W procesie poznawania się na początku znajomości bazujemy na surowej wodzie pełnej cukru. Jest smaczna, ponieważ jest posłodzona uczuciem. Jednak wypicie jej może nam zaszkodzić w wielu przypadkach.

Klienci, którzy do mnie przychodzą na terapię to w większości osoby, które podjęły decyzję o wspólnym zamieszkaniu ze sobą już po kilku miesiącach znajomości. Nie mają „potwierdzenia” swoich umiejętności w postaci dogadywania się, bo „cukier” zagłusza nieprzyjemny smak wody – wody surowej i pełnej (być może) niechcianych mikroorganizmów.

Bardzo łatwo jest wtedy przyjąć postawę, że skoro smakuje, to mi nie zaszkodzi. Jest mi przyjemnie, dlatego nie muszę się niczym obecnie martwić. Problem pojawia się wtedy, kiedy cukier przestaje spełniać swoją funkcję. Organizm się przyzwyczaił, głowa się przyzwyczaja i zaczyna dostrzegać wady surowej wody, a co ważniejsze, ta woda zaczyna już doskwierać.

Znaleźliśmy się wówczas w kropce.

Surowa woda

Brak umiejętności komunikacji nazywam surową wodą. To szeroko zakrojone pojęcie ma bardzo wiele znaczeń i wymaga również uważności. Jeśli miałbym ocenić na podstawie surowej wody, czy ona nadaje się do spożycia, to najpierw sprawdziłbym jej źródło, a potem na wszelki wypadek zagotował. Zagotowałbym tak, jak to wygląda w czajniku, aż porządnie zaparuje.

Chodzi o to, by ta woda była gotowa do stworzenia zdrowego napoju miłości. Bez umiejętności komunikacji każda para przestaje ze sobą żyć. I nie ma tutaj znaczenia, czy zostają ze sobą jak współlokatorzy, czy rozstają się na zawsze. Tą umiejętność muszą posiadać obie strony.

Ocet przewrażliwienia

Myślę, że to dość odważny zabieg, ale już wyjaśniam o co chodzi. Ocet nie należy do przyjemnych zapachów. W pewnych recepturach może nadawać smaku, ale jeśli jest jego przesadnie dużo, to bywa nieprzyjemny.

Przewrażliwienie człowieka kojarzy mi się bardziej z przesadną wrażliwością na zranienie i reagowaniem obronnym. Wysoko wrażliwe osoby są bardziej skłonne rozmawiać o swoich uczuciach, a osoby przewrażliwione reagują przesadnie i czują się głęboko dotknięte nawet w sytuacjach nie do końca o jednoznacznych złych intencjach. Mówiąc prościej, osoby przewrażliwione reagują agresją, bo nie chcą czuć się ranione.

Takie przewrażliwienie skrywa głęboko lęk (często). I tutaj przechodzimy do soli lęku.

Sól lęku

Dlaczego sól lęku? Sól jest dosyć ciekawą przyprawą, ponieważ jest często używana. Człowiek również często doświadcza lęku. I teraz jeśli lęk bywa silny i my o nim nie wiemy, to nie trudno wyobrazić sobie jak by smakowała potrawa. Nagłe zjedzenie przesolonego posiłku skutkuje natychmiastową reakcją odrzuceniową tegoż pokarmu.

Jeśli doświadczę lęku i jest on nieświadomy, to każda osoba, która wywoła we mnie lęk, zostanie przeze mnie odrzucana na różny sposób. Niekiedy potrafimy przeklinać tą potrawę, niekiedy możemy obwiniać siebie za przesolenie, a czasami zwyczajnie wyrzucimy ją do kosza.

Cukier zakochania

Cukier jest określany jako biała śmierć, a to głównie z powodu tego, że nie tylko jest uzależniający, ale również powoduje fatalne skutki zdrowotne w nadmiarze. I teraz wyobraź sobie, że spożywając cukier, chcąc go coraz więcej i więcej, nie pracując jednocześnie nad swoim ciałem, stajemy się otyli.

A z otyłości już prosta droga do zaburzeń układu krążenia, cukrzycy, słabych kości, oraz innych współistniejących i rozwijających się przy tym chorób.

Wyobrażam sobie, że osłodzenie swojego życia miłością i ciągłym jej żądaniem wywołuje określony skutki. Stajemy się łasi i pragnący jej coraz więcej, jednocześnie uzależniając się od niej i co gorsza, dotychczasowa dawka cukru zakochania nam przestaje wystarczać. A skoro przestaje nam wystarczać, to zapominam o pracy nad sobą, a zaczynam wymagać coraz więcej od partnera.

Pojawiają się współuzależnienia, choroby złości, zazdrości, wymagań, oczekiwań, a nasz wzrok - jak to bywa w cukrzycy - zaczyna się psuć i potrzeby naszego partnera zostają przedkładane pod moje. Jednym słowem, stając się żądnym pięknej miłości i owego zakochania stwierdzam, że albo mój związek się rozpadł już, bo nic mi nie wychodzi z tą osobą, albo zaczynam coraz bardziej naciskać, na dostarczenie mi więcej cukru.

Jednym słowem – biała śmierć dla związku.

Olej oczekiwań

Ostatni składnik w postaci oleju oczekiwań jest dosyć prosty. Olej jest tłusty. Chcemy aby partner spełnił nasze oczekiwania, ponieważ czegoś mi brakuje. Jeśli dodamy powyższe składniki powstaje taki nieznośny stan emocjonalny, w którym oczekiwania są gwoździem do trumny. Potrawa staje się tak bardzo nienośna, że można nią jedynie zwymiotować.

I z taką pogardą związek rozpada się z hukiem.