Żona prezesa

21 kwietnia 2016
3 min. czytania
Adam Filipczuk

Spotykam różnych ludzi na swojej drodze, między innymi kobiety mające mężów przedsiębiorców, mężczyzn, którzy wolą być w pracy w swojej firmie. Czasem pytam o ich relacje z mężami przedsiębiorcami. Odpowiadają mi, że mąż im za mało pomaga w domu, na spacer nie wychodzi z dzieckiem, że muszą gotować, prasować, sprzątać, prać, jakby odrobinę z żalem do tej sytuacji. Precyzując częste wypowiedzi okazuje się, że myślą mniej więcej tak:

Nie dość, że nie zarabia, to jeszcze buja w obłokach i robi coś bezsensownego, bo przedsięwzięcie nie przynosi zysku.

Tym samym są przytwierdzone do prac domowych i nie mogą się wyrwać z domu, żeby poprawić swoją sytuację finansową. Kobiety te zapytane o to, czy same by założyły własną firmę, uważają, że to nie ma najmniejszego sensu. Najlepszym rozwiązaniem jest konkretna praca, przynosząca realny dochód, taki który widać za wykonane zadanie.

Do napisania tego artykułu zainspirowała mnie wypowiedź małżonki prezesa Polskiego Partnera Finansowego, Pana Fryderyka Karzełka. Jedna z nielicznych kobiet, które mimo długiego stażu w związku małżeńskim potrafiła wspierać swojego męża w jego działaniach.

Pani Joanna powiedziała tak:

Historia moja jest przekomiczna. Prezesem zostałam w wieku 52 lat. Do tego czasu nie pracowałam zawodowo, oczywiście pomagałam i wspierałam mojego męża w działaniach biznesowych, głównie w administracji, w organizowaniu szkoleń, spotkań. To było jednak dorywcze działanie. Zajmowaliśmy się sprzedażą ubezpieczeń. Nie zależało mi na tym, aby być na pierwszym miejscu, oddałam się wychowaniu dzieci. Byłam mistrzynią drugiego planu.

Dalej wypowiedziała takie słowa:

(…) kobiety były w pewnym sensie „zablokowane” przez swoich partnerów, miały pretensje: ciebie nie ma w domu. Wtedy odpowiadałam krótko: chcesz żyć godnie, chcesz mieć pieniądze, to skoro ty nie pracujesz, nie przeszkadzaj więc jemu. Praca w sprzedaży to nie trzy odbębnione godziny pracy, a potem czas na obiadek i z dzieckiem na spacer. On musi poszerzać portfolio swoich działań, a ty musisz na niego czekać i być z nim kiedy wraca, zadawać pytania, wspierać go.

Zauważ jak pięknie Pani Joanna zdefiniowała swoją rolę w jej związku. Osobiście spotykam kobiety, które wolą naciskać na męża, żeby zaczął zarabiać w jego przedsięwzięciu, a jeśli nie to niech zmieni branżę, czy pracę. W moich rozmowach często pada oskarżenie o bujanie w obłokach przez mężczyzn. Zobaczcie jak doskonale Pani Joanna uzupełniła swój związek. Co ciekawe, jej mąż również mógł według niej bujać w obłokach. Przecież na początku firma nie przynosiła zysków. Przyjęła rolę osoby, która ma inne zadania niż jej partner życiowy. Ta sytuacja sprawiła, że jej misją stało się pomóc zmieniać świat i realizować marzenia z jej mężem. Nawet w obliczu braku czasu dla siebie z powodu pracy, znalazło się rozwiązanie by być razem. Pan Fryderyk walczył o byt dla rodziny i dobro dla świata. Miał wizję, którą chciał zrealizować i właśnie dzięki wsparciu swojej żony, mógł to zrobić.

Obecna Pani Prezes dała się zaprosić do życia swojego mężczyzny. Poznała jego świat. Kobiety również potrafią zdziałać ogromne rzeczy. Przecież to dzięki kobiecie firma wyszła z tarapatów:

Codziennie rano mój mąż robi mi kawę i któregoś dnia przy tej właśnie kawie zapytałam męża, aby powiedział mi co robi taki prezes. On popatrzył na mnie z uwagą i zapytał dlaczego o to pytam. Szybko odpowiedziałam: mamy wziąć kogoś obcego? I na tym rozmowa się zakończyła. Jednak na drugi dzień, przy porannej kawie, mój mąż powiedział, że to nie byłby zły pomysł i że za tydzień jadę do PPF. No to za tydzień wstałam, ubrałam się, wsiadłam do samochodu i pojechałam do PPF. Okazało się, ze firma była w bardzo złej kondycji, więc ją wyciągnęłam z tarapatów i tak zostałam. I jestem do dziś.

Najciekawsze dla mnie jest to, że mimo iż Pani Joanna nie była jeszcze prezesem tej firmy, traktowała ją jako swoją, tylko dlatego, że jej mąż nią steruje. Według mnie postawa tej kobiety sukcesu jest godna naśladowania. Oczywiście, w każdym związku może być inaczej. Nie zmienia to jednak faktu, że małżonkowi należy się wsparcie.

O autorze
Nazywam się Adam Filipczuk. Od 2017 roku przeprowadziłem ponad 4000 godzin psychoterapii. Z moich usług skorzystało co najmniej 300 klientów do dnia dzisiejszego (listopad 2020).

Jestem osobą bardzo wrażliwą i nastawioną bardzo mocno na relację z klientem. Po za tym, że prowadzę bloga, zajmuję się akwarystyką i jestem szczęśliwym mężem i ojcem 6 letniej córeczki Marysii.
Adam Filipczuk © 2022 All rights reserved.
Strona stworzona przez BrandUP!