3 rzeczy, których zaniedbanie przed związkiem, ma prawo skończyć się katastrofą w relacji.

Dzisiaj opowiem wam jakie błędy popełniają ludzie przy zakładaniu związku - a właściwie przed. Błędy, których związek wam nie podaruje i może się wysypać na drodze do budowania wspólnego szczęścia.

Są to 3 podstawowe błędy, które uważam za nieakceptowalne i z góry skazujące na wegetację związku lub jego rozpad. Dlatego przeczytaj ten artykuł uważnie i zastanów się, czy przypadkiem Ciebie on dotyczy?

Żeby dobrze zrozumieć ten artykuł musisz wiedzieć, że nie będę pisał o wielu aspektach popełniania błędów, ale zaznaczę 3 podstawowe, które zaczynają się niewinnie i niosą za sobą brutalne konsekwencje.

Brak dojrzałości zawodowej

Pierwsze zaniedbanie i niestety muszę być brutalny w tym temacie. Istnieje wielu mężczyzn nie znających swojej drogi zawodowej. De facto nie zaobserwowałem tej zależności od strony kobiet tak często, jak mężczyzn. Kobiety łatwiej się dostosowują do płci męskiej. Mężczyźni są częściej bardziej tolerancyjni do tego, że kobiety wykonują jakąkolwiek pracę i jest im z tym dobrze. Inaczej sprawa wygląda po stronie kobiecej.

Brak perspektywy na swoje życie jest podyktowane nie zgłębianiem przyszłości swojego życia. Niestety, trzeba to powiedzieć, że nie określenie swojej drogi zawodowej jest wynikiem braku refleksji nad swoim życiem.

Nie mam nic przeciwko mężczyznom, którzy od samego początku wiedzą, że chcą być informatykami i domatorami. Od początku do końca siedzą w domach przy komputerze i jasno, oraz wyraźnie sugerują potencjalnej partnerce, że jest to jego styl życia i albo się z tym godzi, albo nie. Podobnie w innych stylach życia zawodowego i osobistego.

Odwrócenie sytuacji po czasie

Zastanawiałem się dlaczego w moim odczuciu przedsiębiorcy są bardziej narażeni na rozwody (niestety nie ma takich danych w GUS - nie zostały uwzględnione, a jest to jedynie moja obserwacja). Rozmawiałem z kilkoma przedsiębiorcami na ten temat i można faktycznie połączyć ze statystykami pewną zależność.

Według danych GUS z 2018 r, najczęstszymi przyczynami rozwodów są:

Osobiście uważam, że najczęstszy powód wymieniony w danych GUS stanowi niepotrzebne rozwody. Z jednej strony rozumiem tą sytuację, ponieważ z psychologicznego punktu widzenia dostrzegam tutaj uparte trwanie w swoich przekonaniach, aniżeli niezgodność charakterów.

Na uwagę zasługuje rosnąca liczba rozwodów z przyczyn nieporozumień finansowych. Patrząc na te dane nie mogę oprzeć się wrażeniu, że osoby zakładające swoje firmy po latach trwania małżeństwa, stają się bardziej narażone na rozpad związku.

Gdy jedna ze stron zakłada firmę po latach związku

I tutaj się zaczynają konflikty, bowiem jeden z partnerów zaczyna być w szoku, a jego poczucie bezpieczeństwa nagle zaczyna się chwiać (brak dojrzałości, który często się zdarza - patrz punkt następny tego artykułu). Pojawia się lęk, a ponieważ ukochana osoba nie radzi sobie z nim, to na kogo zacznie przerzucać te emocje?

Oczywiście, że na partnera zakładającego firmę. I nie dość, że człowiek zakładając przedsiębiorstwo jest narażony na stres i lęk o finanse, to jeszcze ze strony najbliższych zaczyna doświadczać nagonki: a po co Ci to, nie rób tego, nie rzucaj etatu, nie będziemy mieli pieniędzy, oszalałeś!

Jeśli taki przedsiębiorca nie uzyska wsparcia, to druga osoba niestety będzie musiała się zaaklimatyzować do nowej sytuacji, albo (nierzadko) zaczyna dominować i staje się bardziej nerwowa. Powód takiej nerwówki jest tylko jeden - brak akceptacji dla działań partnera zakładającego firmę z powodu osobistego lęku o przyszłość.

Co należy zrobić, aby uniknąć rozpadu?

Pamiętacie te opowieści rodziców, żeby nie zakładać rodziny zanim nie podejmie się pracy? Trochę prawdy jest w tym. Jeśli mamy braki w komunikacji i rozumieniu swoich emocji, wówczas zaczynają się one uwidaczniać coraz mocniej.

Wyobraź sobie taką sytuację:

Zakładasz rodzinę, ale nie masz konkretnego planu na siebie. Żyjesz przez 10 lat w małżeństwie i nagle orientujesz się mając 32 lata, że Twoją misją było zupełnie coś innego. Zmiany w Twoim życiu zachodzą bardzo szybko, a partner chodzi jak na szpilkach i zaczyna się bać.

Pogłębiająca się ta sytuacja będzie powodowała coraz więcej kłótni. Być może finanse na chwilę upadną, albo firma padnie za rok i przedsiębiorca zbierze kolejne cięgi od partnera.

Babcie miały rację, a ja tylko doprecyzuję, że musisz mieć na siebie plan w dalekiej przyszłości, byś mógł zaoferować swojemu partnerowi plan na dalsze lata waszego życia.

Oczywiście nie przeczę udanym związkom w podobnych sytuacjach. Jednak jest to podyktowane głęboką dojrzałością życiową drugiej strony.

Brak wiedzy - bezmyślne działanie

Duo - mówiąc inaczej, brak wiedzy jest przyczyną bezmyślnego wchodzenia w związek - a co za tym idzie - skutkuje działaniem emocjonalnym. Trzeba pamiętać, że wchodząc w związek wnosi się swoje zasoby i braki. Zatem człowiek pracuje na tym co ma, albo nie pracuje, bo nie ma na czym. Najczęściej wpada się w pułapkę własnych przekonań. Nie doświadcza się odniesienia do wzorca prawidłowej relacji, co skutkuje przekonaniem o odpowiednim ukształtowaniu do założenia rodziny.

Brak wzorca prawidłowej relacji jest główną przyczyną dramatów w relacjach rodzinnych. Wówczas bardzo łatwo o zbagatelizowanie początków alkoholizmu, zapędów narcystycznych, a człowiek w swojej naiwności mocno wierzy w zmianę partnera.

Zdobywaj wiedzę - w szkole tego nie uczą!

Niestety w szkołach nie uczą nawet słuchania. Jest to problem. Stąd pracując chociażby przez dwa lata w swoim gabinecie nie mam w co włożyć ręce, tyle mam pracy. A tego bloga piszę właśnie po to, by osoby go czytając zdobywały tę wiedzę.

Ta wiedza obecnie kosztuje krocie. Jest ceniona i słusznie. Zdobywając podstawową wiedzę i wdrażając w swoje życie, Twój związek może osiągać poziom, jakiego nie ma większość ludzi na świecie. Takie mam zdanie.

Odnoś się do wzorców

Odnoszenie swoich zachowań i partnera do wzorców, które człowiek poznaje ma kluczowe znaczenie na przyszłość budowanej relacji. Te wzorce musi zapełnić wiedza o prawidłowej relacji. W ten sposób można samemu pracować nad sobą i związkiem.

Wyobraź sobie, że szukając poradnika dotyczącego szpachlowania pokoju, uczysz się. Tak samo jest z zakładaniem związku. Możesz się tego nauczyć już zanim wejdziesz w związek. A przynajmniej posiądziesz wiedzę w temacie, co umożliwi Ci dobry start.

Zachęcam szczególnie mężczyzn do szukania wiedzy

Niestety z przykrością muszę powiedzieć, że statystycznie więcej kobiet interesuje się rozwojem w zakresie relacji. Warto, aby również mężczyźni docenili tę wiedzę i zaczęli jej szukać.

Panowie, nie zamykajmy się w świecie męskich tematów podrywu, techniki i pracy. Te sprawy są słuszne ale dla samotnych mężczyzn nie budujących relacji. Aby budować relacje z kobietą, trzeba uczyć się właśnie komunikacji i rozumienia emocji.

Zaczynanie od tyłu

Dosłownie i w przenośni zaczynanie od tyłu jest karkołomną decyzją. Już pisałem na ten temat w artykule o współżyciu przed ślubem. Natomiast tutaj rozwinę temat o kilka nowych kwestii.

Seks spontanicznie - bo tak wyszło

3 rzeczy, których zaniedbanie przed związkiem, ma prawo skończyć się katastrofą w relacji.

Znów kłania nam się brak przewidywania konsekwencji. Jedni mają więcej szczęścia inni nie. Niestety, najczęściej kobieta na tym cierpi, bowiem mężczyźni w razie pojawienia się dziecka dają "dyla" - rzadziej kobiety, chociaż i tak się zdarza.

Oczywiście, rozumiem chemię, która pojawia się między dwojgiem ludzi. Jednak mi jako psychologowi daje to pewne informacje. Zwraca się uwagę na to, że jest dobrze tu i teraz...

Prawdę powiedziawszy, to dopiero jest kupowanie kota w worku...

Nie znam partnera, nie znam jego prawdziwych cech, wad, zalet a już decyduję się z nim wiązać emocjonalnie i intymnie. Wiesz, jak trudno jest później wymiksować się z toksycznego związku po takich przeżyciach?

Nie jest łatwo

Zgadzam się z tym, że nie jest łatwo nie kochać się z mężczyzną/kobietą, który/a wywołuje w nas tak silne emocje pożądania. Jest przyjemnie, jest dobrze i ma się poczucie, że "złapało się Pana Boga za nogi". Te emocje są na tyle silne, że czasami zwyczajnie poddajemy się temu i nie ma w tym nic złego. Miłość erotyczna jest wspaniałą sprawą.

Problem pojawia się, kiedy zaczynamy dostrzegać problemy i wady u partnera. A już szczególnie pojawiają się dylematy w obliczu coraz większego niezrozumienia.

Zamieszkanie ze sobą

Zamieszkanie ze sobą przed zawarciem związku małżeńskiego samo w sobie nie jest niczym złym. Natomiast w obliczu nie trafienia na odpowiednią osobę zaczynają się prawdziwe schody w relacjach.

Żeby wyjaśnić moje stanowisko dotyczące "trafiania na odpowiednią osobę" - nie chcę powiedzieć, że są tylko nieliczne osoby, które do Ciebie pasują, ale zwyczajnie możesz budować związek z każdą napotkaną osobą. Istnieją tylko pewne warunki, aby to mogło się udać.

  1. Dojrzałość emocjonalna
  2. Dojrzałość zawodowa
  3. Wysokie umiejętności interpersonalne (składa się na to wiele czynników)

Jednak z powodu braków u praktycznie "każdego człowieka" musimy nauczyć się obserwować drugą stronę, zanim wejdziemy w głębsze relacje. Da się to zrobić i pokazuję to każdej osobie, która przyjdzie do mnie na konsultacje. Oczywiście nie narzucam nikomu decyzji. Towarzyszę swoim klientom.

Sprawa mieszkania ze sobą wspólnie przed ślubem ma bardzo podobny wydźwięk co współżycie. Oprócz już istniejącego współżycia dochodzą sprawy finansowe i wspólnego czasu. Przy braku odpowiedniej dojrzałości ta relacja może się posypać jak "domek z kart".

Sfera zawodowa, finansowa i wspólnie spędzanego czasu napawa ogromną nadzieją i chęcią budowania relacji. Zresztą, podobnie i przed wspólnym zamieszkaniem. Wyjątek stanowi fakt silniejszego uzależnienia od okoliczności, w których się znajduje taka para i wysiłku włożonego w budowanie tej relacji. Często jest problem z zerwaniem z powodu sentymentu do wspomnień i "straconego" czasu.

Nie wiem, jak ma wyglądać mój związek - wiem tylko ogólnie!

Czy kiedykolwiek zastanowiłeś się drogi czytelniku nad tym, jak miałby wyglądać Twój związek z przyszłym partnerem? Jakie padają wtedy odpowiedzi (zrobiłem małe badanie):

Zauważyliście co się dzieje, kiedy zadaję pytanie, jak powinien wyglądać związek? Większość opisów dotyczy konkretnych cech. Wyżej wymienione cechy w większym lub mniejszym stopniu obrazują związek, ale dotyczą bardziej dojrzałości osobistej w relacji. Opisywane cechy bardziej tyczą się dojrzałości osób w związku aniżeli samej relacji.

Co mam do zaoferowania - czego chcę?

A zadałeś sobie kiedyś trud, by odpowiedzieć na pytanie, co masz do zaoferowania partnerowi? Z pomocą przychodzi pierwszy punkt naszych rozważań. Dodatkowo, nie bez znaczenia jest to, co masz do zaoferowania partnerowi osobiście.

Dojrzałość zawodowa jest kluczem do utrzymania stałego i trwałego związku. Pamiętajmy, że wchodząc w związek dajemy to, co mamy w swoich zasobach. Zatem co się stanie, jeśli to się nagle zmieni? Dotychczasowe życie partnerskie legnie w gruzach, ponieważ partner zostanie zmuszony do zmiany stylu życia i nawyków jakie wypracował, co nierzadko bywa bardzo trudne.

Trzeba być świadomym swoich braków i zasobów, aby wiedzieć, jak będzie wyglądał mój związek. Również warto znać wizję swojego małżeństwa. Częściej padają cechy kobiet/mężczyzn jak oni mają wyglądać/zachowywać się. Niestety te cechy zostają zostawione w obliczu zderzenia się z nieodpowiednią osobą w kontekście naiwnej wiary w zmianę partnera.

Podsumowując

Podsumuję artykuł w kilku punktach, czego potrzeba Tobie, żeby związek miał większe szanse na przetrwanie, a nawet wejść na wysoki poziom relacji.

I tu absolutnie nie chodzi o cechy charakteru drugiej osoby, a to w jaki sposób będziecie wspólnie chcieli budować swoją przyszłość. Powodzenia!

List kobiety do mężczyzny

Wielu mężczyzn chciałoby mieć wrażliwą i kochającą kobietę. Mamy obecnie czasy, w których każdy wszystko potrafi. Nie ma jasnego podziału na role poza sytuacjami wymagającymi siły fizycznej. A i to nie jest do końca jasne, bo niektóre kobiety mają tej siły wystarczająco dużo, żeby na przykład poodkurzać dom ciężkim odkurzaczem. Wiele spraw zostało przewartościowanych i to powoduje, że moje serce się gubi. Już sama nie wiem, czy ze mną jest coś nie tak, czy to faktycznie świat stanął na głowie.

Czy to ze mną jest coś nie tak?

Obecnie jako kobieta muszę się uczyć od nowa relacji z mężczyznami i tego jak szanować siebie. Mam wrażenie, że wraz ze zmianą pokoleń role za każdym razem odwracają się. Obecnie, częściej mężczyźni pokazują swoje słabości. Mówię to w moim osobistym rozumieniu okoliczności. Pijackie imprezy kończące się moją interwencją, bo chłopak nie jest w stanie usiąść już za kierownicą, nastręczają mnie poczuciem niezrozumienia kto i za co jest odpowiedzialny. Przykro mi jest…

Kto i za co jest odpowiedzialny?

Portale społecznościowe są pełne pięknych kobiet. Oczywiście, chcemy się pokazać jak najlepiej, jakoś tak bardzo nam zależy na tym, by dobrze wyglądać. Co ciekawe, stale dostaję informacje zwrotne, że im ładniejsze zdjęcie, tym jestem fajniejsza. Ciekawe to uczucie jest, kiedy ktoś może mnie adorować. Wiem, brzmi to próżnie, ale w realnym świecie jest tego coraz mniej. A tak bym chciała poczuć się piękna w oczach mężczyzny, nie tylko na instagramie…

Nie tylko na instagramie…

Poznając kogoś nowego często ufam bezgranicznie, że to ma sens. Patrzę na mężczyznę jak na kogoś wartego uwagi. Nie interesują mnie jego wady, bowiem głęboko wierzę, że nawet jeśli byłyby problemy, to zacznie nad nimi pracować. Intuicyjnie wiem, jaki powinien być mężczyzna, ale z jakiegoś powodu rozjeżdżająca się rzeczywistość sprawia, że moja samoocena spada i zaczynam głupieć. Zastanawiam się wówczas, czy to ja popełniam błędy, że się nie układa?

Czy to ja popełniam błędy, że się nie układa?

Coraz ciężej jest zbudować piękną relację z mężczyznami. Nie wiem co się dzieje, że to niekończący się koszmar jest. Po latach takich porażek staję się wredna, cyniczna, dominująca. Chcę, aby kolejna relacja nie sprawiała mi przykrości, więc nakładam maskę szczęśliwej kobiety i radzącej sobie ze wszystkim. Nie mam wyjścia, bo widzę niezagospodarowaną przestrzeń przez płeć męską w relacji.

Widzę niezagospodarowaną przestrzeń przez płeć męską.

A ja potrzebuję męskiej ręki. Potrzebuję mężczyzny, który nie będzie brał do siebie moich emocji. Nie wiem co z nimi jest, że nie podejmują się konfrontacji ze mną. Najczęściej są to dwie skrajności. Albo jestem bita i poniżana, albo w ogóle nie czuję męskiej siły, tylko lękliwe dziecko poddające się każdemu „mojemu rozkazowi”. Denerwuje mnie taka sytuacja. Czy wszystko musi być na mojej głowie?

Potrzebuję męskiej ręki!

Brak decydowania, proponowania różnych rozwiązań ze strony męskiej, brak zaangażowania, brak myślenia - tak mogę opisać to z czym się spotykam. Nie przeczę przebojowości męskiej i zaradności, ale w konfrontacji ze mną tego nie ma. To jest rozczarowujące! Bez rozsądnego podejścia do życia i wzięcia sprawy w swoje ręce taki mężczyzna jest mi naprawdę niepotrzebny. Sama sobie dam radę i to bardzo dobrze.

Po co mi chłopak, który nie potrafi kochać?

Naprawdę, chodzi mi jedynie o budowanie relacji ze mną jako kobietą, o zrozumienie mnie i chęć bycia razem, o potrząśnięcie mną, kiedy trzeba i czasami zabranie z moich barków wielu spraw. A gdy widzę mężczyznę biegającego z kumplami, zaniedbującego własny dom, dzieci, siedzącego z  piwem w ręku, czuję się jak służąca a nie kochanka, przyjaciółka, kumpela do życia. Nic więc dziwnego, że nie mam ochoty na „zabawy”, gdy jestem przesiąknięta obowiązkami domowymi.

Nic więc dziwnego, że nie mam ochoty na „zabawy”, gdy jestem przesiąknięta obowiązkami domowymi.

Spotykam się z mężczyznami niezdecydowanymi, niepoukładanymi, jednocześnie płaczącymi i mówiącymi, że są niedojrzali i w sumie to się pogubili, ale to ja mam was tego uczyć. Autentycznie! Właśnie usłyszałam od mojego byłego partnera, że to moja wina, bo nie potrafiłam dać mu warunków do wzrostu. Dopiero psycholog mi uświadomił, że tak naprawdę szukał we mnie swojego ojca albo matki. Nigdy więcej matkowania mężczyźnie….

Nigdy więcej matkowania mężczyźnie….

Wspomniałam o tym, że role się odwracają. Słyszałam niekiedy od mężczyzn, że boją się „twardych babek”. Domyślam się, że chodzi o kobiety silne, dominujące, pełne ekspresji emocjonalnej, potrafiące dopiec ciętym językiem. Wiem, że takie kobiety są, ale wiem też, że gdyby postawa ich mężczyzn była od samego początku odpowiedzialna, to te kobiety stałyby się miłe, sympatyczne, pełne energii. Nawet, jeśli miałbyś mnie posłać do psychologa, bo uznałbyś, że między nami jest źle, to pójdę.

Jeśli miałbyś mnie posłać do psychologa - to pójdę.

Uwierz mi: miałam taką sytuację. Jednak musisz wiedzieć jedną ważną rzecz. Psycholog jest osobą najczęściej obiektywną i jeśli jest doświadczony, to zrozumie, po czyjej stronie jest przegięcie. Tak było w moim przypadku. Mężczyzna, który mnie wysłał do psychologa, nie był zadowolony, bo mnie stracił. Podjęłam taką decyzję wiedząc, z czym przyszło mi się mierzyć. On za nic w świecie nie podniósł tematu zmiany naszej relacji, to ja miałam to zrobić. Ehh ta wasza duma…

Ehh ta wasza duma...

Dopomnę jeszcze coś o naszej kobiecej determinacji w budowaniu relacji. Tak, to jest najważniejsza rzecz, której potrzebuję w relacji z mężczyzną. Budowanie związku, relacji, komunikacji, niczego więcej mi nie trzeba. Jednak jeśli nam tego zabraknie, stajemy się jak hieny, jak harpie, które chcą mieć to, co najcenniejsze. Miłość jest naszą siła napędową do życia. Bez niej albo więdniemy, albo rośniemy i kwitniemy. Czy jesteś gotowy i otwarty na dialog? Czy jesteś na tyle kreatywny, aby tworzyć nową rzeczywistość? Czy za młodu nie marzyłeś o ratowaniu pięknej?

Czy za młodu nie marzyłeś o ratowaniu pięknej?

Idąc dalej rzadko czuję się wysłuchana, zrozumiana. Wiem też, że sama nie jestem idealna i niejednokrotnie potrafię wyolbrzymiać, ale potrzebuję chwili uwagi i zastanowienia się nad tym "o czym ona mówi". Nie chcę byś każde moje zwrócenie Ci uwagi o cokolwiek odbierał nieustannie jako atak. Chciałabym byś wiedział, że możesz opuścić tarczę, spojrzeć na mnie jak na przyjaciela, jak na partnera. Partnera z którym współpracujesz. Nikt nie jest wyżej, nikt niżej.

Potrzebuję chwili uwagi i zastanowienia się nad tym "o czym ona mówi".

Chciałabym poruszyć temat duszenia w sobie emocji przez mężczyzn. Wiele razy gdy zaczynam rozmowę o tym, co mnie boli i w jaki sposób mężczyzna sprawia mi przykrość. nagle obsypuje mnie w odzewie tym co mu nie gra. Nagle sytuacja z przed tygodnia nie była tak jasna i klarowna jak to mogłoby się wydawać. Strasznie mnie to boli, że wciąż nie mogę nakłonić do mężczyzny do szczerości, do rozmów, do wyrzucania z siebie na bieżąco tego co boli. Nie chcę byś się tak bardzo na mnie zamykał...

Nie chcę byś się tak bardzo na mnie zamykał...

Chciałabym widzieć w Tobie chęć rozmowy, chęć rozejmu - bo to co się dzieje ostatnio to nieustanna walka. Proszę pomyśl nad tym.

Pozostaje jeszcze temat zranień, które w sobie noszę. Czasami bywa, że odpycham widząc męskie zaloty. Nie robię tego świadomie. Po czasie dopiero zrozumiałam, dlaczego tak a nie inaczej się działo. Dzisiaj pokutuję za swoje błędy. Każdy potrzebuje doceniania i odrzucanie miłych i cudownych chwil od drugiej osoby wcale nie jest miłe.

Na początku zawsze jest cudownie...

Na koniec chcę dodać, że na początku zawsze jest cudownie. Chciałabym natomaist, by to trwało wiecznie. A z jakiegoś powodu po wyczerpaniu pokładów emocjonalnych i wejściu w rutynę to wszystko znika. Twoje pomysły drogi mężczyzno przestają być realizowane, przestajesz się angażować, zaczynasz mówić wiele i nic nie robić. Zaczynam dostrzegać, że to wszystko było kłamstwem.

Dlatego usycham…

Toksyczny związek

Toksyczny związek jest ostatnio coraz częściej spotykany. Pacjenci w tych związkach także różni się zdarzają. Czasami przychodzą do mnie ludzie, którzy nie radzą sobie z toksycznym partnerem, a czasami toksyczni partnerzy proszą o to, by pomóc im odzyskać kobietę/mężczyznę. W drugim przypadku występują często tematy zastępcze do prawdziwego problemu.

Nie będę Ci przedstawiał krok po kroku, jak na chemii, czy w medycynie, jakie są objawy, przyczyny, skutki wejścia w toksyczny związek. Pozwól, że zaproszę Cię do historii, która w pewien sposób daje się dopasować do wielu sytuacji. Na pewno znajdziesz coś dla siebie. Wczytaj się uważnie, bo nie wiem tego, ale może to Ty należysz do osób, które tworzą toksyczną relację, albo rzeczywiście masz do czynienia z toksycznym partnerem?

Toksyczny związek - bomba organiczna

Monika była radosną dziewczyną o urodzie wpisującej się w kanon istniejącej wówczas mody. Była pełna ambicji, chciała spełniać swoje marzenia. Na pierwszy rzut oka wrażliwa, uśmiechnięta, dając się poznać jako dusza towarzystwa. Nieprzeciętna uroda dawała jej się trochę we znaki, bowiem sporo adoratorów się wokół niej kręciło. A i dziewczyny lubiły z nią przebywać. Monika sprawiała, że inne kobiety czuły się solidarne z nią.

Tancerka mająca bardzo bogate życie, ambitna, szczera, uśmiechnięta i radosna. Lubiana przez wszystkich w około i pewna siebie kobieta. Jej marzeniem zawsze był taniec. Obecnie sprawia jej tyle radości, że wiele osób mogłoby jej pozazdrościć. Zdobywa nagrody w konkursach tanecznych, jest zapraszana na gale. Mówiąc prościej zawsze chciała być inspiracją dla mężczyzny.

Jej celem było założenie kochającej rodziny i spełnianie się jako tancerka. Chciała być szczęśliwa, jak każdy inny wydaje się człowiek wokół niej. Często przesiadywała na ławce w parku przypatrując się innym parom i zastanawiając się, jakby to było, gdyby czuła się kochana, gdyby miała kogoś przy boku. Z pewnością kwitła by jeszcze mocniej! Przynajmniej tak jej się wydawało.Jeśli pojawia się niekontrolowane pragnienie miłości, jest to znak, że trzeba się zastanowić nad tym. Czy masz odpowiednie poczucie własnej wartości?

Cofnijmy się jednak w czasie...

Toksyczny związek, przyczyny, sygnały

Monika dorastała w atmosferze nerwowości. Często spotykała się ze znajomymi tylko po to, by nie słuchać narzekającego ojca i toksycznej matki. Doskonale wiedziała, kim nie chciała się stać, dlatego wbrew naciskom rodziców starała się iść swoją drogą. Przez co mało czasu spędzała w domu. Szukała ciepła tam, gdzie mogła je dostać. Nie chciała przesiąknąć tą toksycznością swojej matki. Zawsze pragnęła, by  jej ojciec chciał być mężem i ojcem. Chciała aby ją przytulił, ale wiecznie gdzieś znikał. A jeśli był w domu, to tylko gapił się w telewizor. Tęskniła za czułą miłością swojego ojca i matki.

Z powodu wypadów córki z domu, matka jej ciągle powtarzała, jak bardzo jest niewdzięczna. Na ojca nie może liczyć, a z niej to już w ogóle nic nie wyrośnie. Każdego dnia Monika słyszała, jak matka twierdzi, że jej jedyna córka jest do niczego. Błędne koło kontroli córki. Matka kontrolując córkę sprawiała, że ona ucieka z domu. A ponieważ córki nie ma z matką, próbowała wywoływać w niej poczucie winy, jak się później okaże z powodzeniem...

Wsparcia w ojcu nie miała, ponieważ nie potrafił się przeciwstawić tyranii emocjonalnej swojej żony. Nie tylko dał się zawładnąć żonie, ale też był wobec niej posłuszny. Można powiedzieć, że stał się uległy jak tresowany pies. Myślał, że tak jest dobrze. Przecież on ją kochał. Robił wszystko, by matka jego córki była zadowolona. Niestety do czasu, kiedy ojciec zrozumiał, że jest nieszczęśliwy, nie wiedząc co ze sobą zrobić usiadł przed telewizorem, który stał się jego azylem. Bał się kobiety.

Toksyczne relacje

Matka coraz bardziej naciskała na niego. Chciała kontrolować życie swojej córki i ojca. Musiało być tak jak ona tego chce. Nie ważne było, czy miała rację czy nie. Chciała przelać swoją miłość na wszystkich, a raczej domagała się jej od najbliższych. Nie miała łatwego dzieciństwa. Gdzieś po drodze straciła kontakt ze sobą. Nauczyła się radzić ze swoimi emocjami w sposób kontrolujący córkę i ojca.

Zarówno ojciec jak i córka na swój sposób dostosowali się do sytuacji. Oboje w poczuciu winy inaczej reagowali. Ojciec z natury spolegliwy, usiadł i dla świętego spokoju dał sobą rządzić. Córka w nastoletnim wieku zaczęła się buntować. Znała metody działania matki, czuła, że jej nie wystarcza, dlatego postanowiła się odciąć z tego domu jak najszybciej, gdy skończy liceum...

Dlaczego wchodzisz w toksyczny związek?

Po skończeniu liceum Monika się wyprowadziła. Znalazła pracę w pobliskim mc Donaldzie a zamiast udać się na studia włożyła całe swoje serce w talenty taneczne. W końcu mogła sobie na to pozwolić, bowiem nie mieszka już z matką, która jej nie kontroluje pomijając kontakt telefoniczny. Na swoje mieszkanie wybrała stancję. Jest sama, więc nie musi angażować wszystkich środków finansowych w mieszkanie.

Za młodu w trakcie mieszkania z matką miała stale organizowany czas. Musiała uczęszczać na zajęcia dodatkowe z lekcji śpiewu, nauki języka, basenu, ale nie podobało się jej to. Czuła się zmuszana do tych czynności. Jednak była tak bardzo osaczona przez matkę i posiadała tak mocno zakorzenione poczucie winy, że nie potrafiła jej odmówić. Często płakała.

Zresztą, gdyby się sprzeciwiła, odpowiedź byłaby, wiecie jaka:

Definicja - toksyczny związek mógłbym określić w trzech słowach. Będąc w takim związku czujesz się osaczona, masz poczucie winy i tracisz swoje życie.

Toksyczny związek z kobietą.

Gdy Monika postanowiła pójść do szkoły tańca, był to jej sposób na odzyskanie siebie. Wreszcie poczuła wolność, w której nikt jej nie będzie przeszkadzał. Niestety, dało się wyczuć pretensje matki w sms'ach, telefonach, że ją zostawiła, że jej nie kocha, że jest niewdzięczna.

Monika jednak nie dawała za wygraną. Kontakt z matką zaczęła ograniczać. Nie chciała, by jej życie spełzło na narzekaniu, wbijaniu siebie w podłogę. Nie chciała, aby ktoś po za nią wpajał jej nieodpowiednie myślenie na swój temat. Wiedziała czym to grozi.

Wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. W międzyczasie zmieniła partnera do tańca, ponieważ tamten już nie dotrzymywał jej kroków. Monika szybciej się rozwijała tanecznie. Trener postanowił, że spróbuje z innym chłopakiem.

Ukryta prawda - źródło

Ku jej zaskoczeniu mężczyzna okazał się być strzałem w dziesiątkę. Tańczyło im się rewelacyjnie i już pierwsze konkursy przynosiły im sukcesy. Oprócz tańca, który zbliża fizycznie, elokwencja chłopaka głęboko osiadała w jej sercu. Dziewczyna coraz bardziej wsiąkała w jego osobowość. Czuła się po prostu bezpiecznie.

Rozumieli się bardzo dobrze. Zarówno on, jak też i ona pochodzili z domów, gdzie nie panowała najlepsza sytuacja. Ojca albo nie było, albo pił, albo nie potrafił sobie poradzić ze swoim życiem. W przypadku ojca chłopaka, było podobnie z drobną różnicą...

Jego ojciec często zdradzał matkę. Nie tylko pił, ale też zdradzał. Dla Zdzisława ta sytuacja była ciężka. Czuł obrzydzenie do swojego ojca i zarazem nienawiść do matki za to, co zrobiła jego ojcu. Była niesamowicie apodyktyczna. Taką kobietę Zdzisław pamięta jako swoją matkę.

Monika tonęła w jego objęciach. Nie trzeba było dużo czasu, aby chcieli być ze sobą. Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Oboje pragnęli miłości, oboje czuli się dobrze ze sobą i oboje siebie pragnęli.

Pierwszy błąd

Nie mogli się sobie oprzeć. Mijają trzy randki, a zakochani w sobie lądują w sypialni. Fakt, że pierwszy raz nie był rewelacyjny. To się nie liczyło, liczyło się to, że Monika w końcu poczuła to, czego pragnęła w swoim życiu. Poczuła, że wreszcie ktoś ją wypełnia.

Przyszedł kolejny dzień. Dzień w którym standardowo zaczynają się treningi. Między nimi aż kipi z miłości. To nawet dobrze, bo służy to zgraniu się w tańcu. Widać było w nich taniec pełen pasji.

W pewnym momencie Monika zaproponowała wspólne zamieszkanie. Oczywiście Zdzisław się zgodził, w końcu to jest dla niego najlepsza wiadomość. Zaraz ze sobą zamieszkali.

Koniec sielanki - toksyczne sygnały

Wspólne mieszkanie przysporzyło kilka wyzwań, na które jeszcze nie byli gotowi. Ktoś musiał prać, gotować, sprzątać. Trzeba było opłacać rachunki, klub taneczny. Czas trzeba było organizować tak, aby też oboje mogli go spędzić w samotności. W końcu cały czas byli ze sobą, a dla Zdzisława taka sytuacja stała się już trochę uciążliwa.

Wolał wyjść wieczorami z kolegami na piwo. Monika oczywiście zostawała sama. Zaczynała się już złościć, że jakim prawem on wychodzi, a ona zostaje sama z bałaganem w domu. Teraz zaczęła sobie przypominać, że kiedy była u niego w pokoju, to przecież on taki już był. Nie zauważyła tego.

Pomyślała, że już tak się wychował. Trudno, weźmie to na siebie. Rozumiała też jego potrzebę spotykania się z kolegami. Nawet to, że czasem wieczorem wracał podpity. Zdarzało się to coraz częściej. Tłumaczyła sobie to tym, że to normalne. A ponieważ wypił alkohol, to rozumiała, że hamulce mu puszczały i nie odnosił się do niej z szacunkiem.

Toksyczny związek i jego początki, a może to już dawno się zaczęło?

Przypominała sobie toksyczny związek swoich rodziców i jego. Myślała, że to tylko chwilowe, przecież się kochają. Z drugiej strony zaczynała się już denerwować, że zostaje z tym wszystkim osamotniona. A przecież tak bardzo była szczęśliwa. Tak bardzo go kochała.

Była przekonana, że to dobry człowiek i czuła, że może go zmienić na lepsze. Bardzo tego pragnęła. Nie zauważyła jednak, że on nigdy jej nie powiedział słów "kocham Cię"...

Cały czas żyła przekonaniem, że on ją jednak kocha. To dlaczego wychodzi tak często z kolegami? Dlaczego nie pomaga jej w domu? Co się stało temu człowiekowi? Takie i inne myśli kłębiły się w jej sercu. Nie wierzyła, że to się dzieje naprawdę.

Przyszły pierwsze wieczory lęku o ten związek. Zaczęła się zastanawiać co się takiego stało i kiedy. Przypomniała sobie, że Zdzisław zaraz po współżyciu, stał się trochę bardziej oschły podczas tańca. A ona byłą tak bardzo zapatrzona w niego, że nie widziała drobnych sygnałów i tego, w jaki sposób jego wzrok biegał. Patrzył na inne kobiety. Czyżby nie zauważyła zmian w jego nastawieniu? A może już wcześniej tak było?

Miarka się przebrała - toksyczny związek pełną gębą.

Monika już nie wytrzymała. To była niedziela o 3 nad ranem. Z soboty na niedzielę Zdzisław jak zwykle wyszedł do kolegów. Monika czekała na niego i patrzyła przez okno. Świat jej wirował, nie wiedziała co ze sobą zrobić. Wszystko poświęciła dla Zdzisława.

Poświęciła swoje życie koleżeńskie, przestała się spotykać z najbliższymi przyjaciółmi, którzy wciąż na nią czekają. Znając jej sytuację próbowali jej wyperswadować co się dzieje. Niestety Monika nie chciała im wierzyć. Nie ma do kogo udać się po poradę a do przyjaciół nie napisze, bo wstyd jej za to, że ich zostawiła.

Nie ma życia nawet dla siebie, bo przecież obowiązki domowe. One zaczęły ją przerastać już od czasu, gdy się wprowadzili do wspólnego mieszkania.

Jedyne co mogła robić, to na co pozwalał jej Zdzisław. Mogła umawiać się na spotkania tylko z nim i tylko wtedy, kiedy on chciał. Większości znajomych Zdzisława nie znała. On zresztą jej rodziną przestał się interesować od momentu, gdy zaczęli współżycie. W zasadzie, to interesował się od święta a po tym wydarzeniu wcale.

Dlaczego tak trudno zakończyć toksyczny związek...

Tej nocy w niedzielę o 3 nad ranem Monika zrozumiała, że nie miała swojego życia z nim. Zaczęła sobie przypominać, jak bardzo nią manipulował, kiedy oznajmiała mu, że chce wyjść. Nagle ocknęła się i zobaczyła, że tak naprawdę jest sama ze swoim poczuciem winy. Sama do tego stopnia, że teraz poza tym draniem nikogo nie ma. Tak czuła.

W związku z tą sytuacją poczuła przypływ tak ogromnej złości, żalu i rozpaczy, że postawiła wszystko na jedną kartę. Miała jeszcze nadzieję...

Niebezpieczeństwo - toksyczna bomba wybucha

Jak zwykle rozległ się stukot, furkot w drzwiach i Monice serce zamarło. Potrzebowała chwilę, żeby dojść do siebie. Przekręcanie kluczyka w drzwiach, który zdawał się nie trafiać do celu wyrwało dziewczynę z przemyśleń. Zerwała się na równe nogi i popędziła do ciemnego przedpokoju stając na jego drugim końcu tak, żeby widziała, jak on wchodzi.

Drzwi się otworzyły, światło się zapaliło a Zdzisław zataczając się wszedł do domu. Nawet na nią nie spojrzał. Monice krew wezbrała. Podbiegła do niego i uderzyła go w twarz. Chłopak się zatoczył. Po chwili doszedł do siebie i tak się zdenerwował, że ją uderzył nie patrząc. Straciła przytomność....

Ofiara losu - toksyczny człowiek

Następnego dnia rano Monika budzi się na podłodze a Zdzisław jeszcze śpi na łóżku. Mieszkanie wygląda jakby przeszła w nim trąba powietrzna. Boli ją strasznie głowa. Spojrzała w lustro i zobaczyła, że ma ranę na czole. Musiała się w coś uderzyć. Rozpłakała się.

Budzi się Zdzisław. Patrzy po mieszkaniu i zawołał do Moniki co się stało, że jest taki bałagan. Nic nie pamięta. Ponieważ Monika nic nie odpowiadała, zaczął jej szukać. Znalazł ją zapłakaną w łazience siedzącą pod muszlą klozetową. Przerażony pyta co się stało.

Monika: Nic nie pamiętasz?
Zdzisław: Nie... Kto Ci to zrobił?
Monika: Ty mi to zrobiłeś w nocy. Wróciłeś pijany z imprezy...
Zdzisław: Ja?
Monika: (milczy)

Zdzisław klęka przy niej i zaczyna przepraszać. Mówi, że nic nie pamięta, że to się zmieni, że on tak nie chce jej krzywdzić. Monika milcząc patrzy tylko w ścianę. Zdzisław cały czas przeprasza, błaga o wybaczenie. Wspomina swoją przeszłość i powołuje się na to, dlaczego taki jest. Wtem Monika wypaliła:

"Chodźmy na terapię"

Zdzisław obiecuje, że się poprawi, ale nie chce iść na terapię. Twierdzi, że nikt nie będzie grzebał w jego głowie. Monika zdecydowała się pójść sama. Jednak jak twierdzi, kocha tego człowieka. Chce odejść, ale boi się Zdzisława. Nie wie co ze sobą zrobić. On przecież jej grozi, że zrobi sobie krzywdę.

Myślała, że to już koniec...

Nowe życie

Pod nieobecność Zdzisława a za sprawą terapii, Monika postanowiła się wynieść. Zmieniła lokal, sprawy formalne załatwiła z właścicielem, który ją rozumiał. Z pomocą przyjaciół w kilka godzin przeniosła się do innego osiedla w inne mieszkanie. Poinformowała o tym tylko najbliższe i najbardziej zaufane osoby.

Przyjaciele się ucieszyli, że Monika do nich wraca. Łzy wzruszenia Moniki nie miały końca. Chciała im wynagrodzić ten cały czas, kiedy się z nimi nie spotykała.

Gdy Zdzisław wrócił z pracy, dom zastał pusty. A przynajmniej nie było w nim Moniki. Natychmiast zaczął wypisywać jej sms, że ją kocha, żeby wróciła, że to się nie powtórzy. Monika wiedziała, że to jest stały schemat. Dzięki terapii miała już siłę się od tego odciąć. Do czasu...

Zaczęły się groźby, że coś sobie zrobi. Czasami ją straszył, że ją znajdzie.

Terapia i jej efekty

Monika starała się wytrwać w tym. Poblokowała Zdzisława wszędzie gdzie się dało. Dzięki Bogu jej przyjaciele byli z nią. Nie zostawili jej w potrzebie. Zrozumiała też, że nie może mieć wpływu na drugiego człowieka. Zrozumiała też siebie...

Wie przecież, że jeśli odnajdzie siebie jako kobietę, że jeśli nie pozwoli sobie zniszczyć swoich granic. Będzie miała wpływ. Będzie miała wpływ na drugiego człowieka nie kontrolując i wierząc, że się zmieni. Nauczy się wpływu inspirując do dojrzałości i wierząc w mężczyznę.

Zdzisław jak się okazało doskonale dał sobie radę... Po roku zniszczył życie kolejnym dwóm kobietom...

Zostaw tutaj komentarz, jeśli artykuł do Ciebie przemówił 🙂

A poniżej lista artykułów podlinkowanych we wpisie Toksyczny Związek:

Artykuły uzupełniające

Dojrzałość - skąd wypływa?

Dojrzałość... Czym jest dojrzałość i czego od nas oczekuje? Czy to branie odpowiedzialności za innych ludzi i wszystko wokół nas? Na czym ono w ogóle polega i jak się jej nauczyć? Czy aby przypadkiem nie popadamy w imitację dojrzałości?

Dojrzałość to umiejętność życia

Czasem zastanawiam się, kto jest bardziej dojrzały: dziecko czy dorosły? Jak moglibyśmy określić dojrzałego człowieka?

Myślę, że pełno jest poradników w tej materii. Nawet mówią nam co robić i czego nie robić, aby być postrzeganym jako dojrzała osoba, dojrzała kobieta, dojrzały mężczyzna. Jakby tego było mało, sami szukamy takich poradników, zwłaszcza kobiety. Wielu z nas szuka konkretnych wskazówek na temat - czym jest dojrzałość?

Jeden mężczyzna szukać będzie filmów i książek o tym, jak być bardziej męskim człowiekiem, kobieta będzie radzić się matki czy bardziej doświadczonej koleżanki, nierzadko skorzysta z porad psychologicznych. Co się takiego stało, że nagle budzimy się w nowym wymiarze naszego świata i dochodzimy do wniosku, że Bóg nas opuścił... ?

Tam gdzie dojrzałość nie istnieje

Mojemu bratu ukradli całą wypłatę. Siostrze szwagra mąż zmarł, więc popadła w rozpacz. Mama zachorowała na nowotwór a ojciec popadł w alkoholizm. Ktoś nie potrafi wyzwolić się z nałogu oglądania pornografii i masturbacji, chociaż doskonale wie, że to wpływa destrukcyjnie na jego relacje z żoną. Mąż koleżanki pozwala sobie na to, by ją zamykać w klatce a ona jeszcze czuje się winna wyjścia na 2h raz w miesiącu, żeby spędzić czas z daleka od awantur domowych.

Dlaczego o tym piszę? Jak to się ma do dojrzałości, dojrzałości męskiej, kobiecej?

Wielu z nas nie miało łatwego dzieciństwa. Ojciec faworyzował młodszego brata, a matka wiecznie tylko krytykowała i wymagała od starszego, bo będą z niego "ludzie". Nawet już w wieku dorosłym nie można się wyzwolić spod jarzma wulgarnych i osaczających słów swojej matki lub żony. Gdzie w tym wszystkim jest Bóg?!

Dorastając zabieramy ze sobą historię naszego życia. Historię pijącego ojca, matki schizofreniczki. A ojciec spełnił swoje zadanie w domu? Czy matka kochała tak bardzo, że nie musiałem się czuć niedoceniony, osamotniona czy zmuszona do życia w dorosłości już w wieku lat 10, ponieważ ciężka sytuacja rodzinna tak przygniotła samotną matkę, że już nie dawała rady. Po czym dawała mi odczuć, że z jakiegoś powodu muszę jeść tylko chleb z masłem.

Jest ktoś na tym świecie, kto by mi pokazał jak się w tym wszystkim odnaleźć?!

Ojciec, który Cię zostawił, a właściwie Twoją matkę, bo nagle zachciało mu się młodej...
Matka, która zbyt młodo poszła do łóżka i teraz ma Ciebie dość, bo zapragnęła odzyskać swoje dzieciństwo...
A może starszy brat, który wolał się zabawiać po marihuanie?

Jak być dojrzałym człowiekiem, kiedy masz w sobie pokłady frustracji, nieszczęścia, osamotnienia, złości...

Dojrzałość - co to w ogóle jest?! Jak to osiągnąć w takim paskudnym życiu?!

Nie ma skutecznego poradnika o dojrzałości na tym świecie. Tak sądzę. Bo gdy przychodzą do mnie osoby na terapię, wszystko się rozbija właśnie o dojrzałość. O te 3 dojrzałości, które wyróżniam, dojrzałość do życia w społeczeństwie, dojrzałość męską i dojrzałość kobiecą.

Jedynie bycie dojrzałym w tych trzech sferach pomoże nam poradzić sobie z przeszłością i stać się bardziej szczęśliwym na dalszych etapach naszego życia. Można to zrobić w stosunkowo prosty sposób, ale jednocześnie bardzo tajemniczy, być może nawet bolesny.

Co pozwala nam osiągać dojrzałość?

Posłuchaj mnie uważnie: zarówno ja, jak też i ty, mamy coś, czego żadne stworzenie nam nie jest w stanie odebrać. Sami to robimy. Pozbywamy się tego, co wyróżnia nas - ludzi. Tym czymś jest nasz rozum i wolna wola. Już nawet starożytni grecy zauważyli, że mamy coś, co pozwala nam rządzić nad ciałem swoim, światem i zwierzętami.

To właśnie dzięki rozumowi jesteśmy w stanie zdobyć się na odwagę poznawać nową dziewczynę. Dzięki naszej wolnej woli jesteśmy w stanie oprzeć się wpływom dilerów narkotykowych. Za pomocą rozumu jesteśmy w stanie sobie wytłumaczyć, jak się czujemy w danej chwili i przewidzieć skutki naszego działania.

Włącz rozum

Jak już go włączysz, zejdź do swojego serca. Tam jest klucz do dojrzałości kobiecej. Tam jest klucz do dojrzałości męskiej.

Te wszystkie bajki o niezwyciężonej miłości i heroicznych walkach kobiet nie są wyssane z palca! A my żyjemy jak te zwierzęta miotane swoimi emocjami. Żyjemy popychani i otumaniani przez ludzi wokół nas, bo mówią nam co jest lepsze dla nas samych!

Czym więc jest dojrzałość?

Dojrzałością mogę nazwać kontakt ze swoim wewnętrznym człowiekiem.

Tylko tyle i aż tyle.

Nie każdy chce zejść do piwnic naszego serca, gdzie jest pełno szczurów, pajęczyn, mysich odchodów. Boimy się tam schodzić wiedząc, że żona wiecznie robi tam bałagan i na samą myśl już nas krew zalewa. Lepiej zostać na swoim piętrze, zamknąć piwniczne zakamarki na klucz i tam nie zaglądać.

Bo tak jest łatwiej...

Jednak przecież wiemy, że właśnie z tej piwnicy dochodzą odgłosy mysiego skrobania w ścianę. A my, ponieważ tam nie zaglądamy od lat, nawet nie wiemy skąd ten dźwięk dobiega. Chociaż przez lata czułem się spokojnie, to dzisiaj gdy mnie ktoś odwiedził, nagle słyszę stukot skądś. I ta osoba zaczyna nam grać na nerwy.

Ale dlaczego?

Bo zdradziliśmy siebie. Nikt nam nie powiedział, że w pewnym momencie naszego życia, nie muszę polegać na swoich zagubionych rodzicach!

Bo ani matka, ani ojciec nie byli w stanie mi powiedzieć:

Słuchaj synku, córko. Ja i Twoja matka popełniliśmy błędy, wiele błędów. Ale dzisiaj masz 16 lat. Już nie musisz polegać na nas. Masz swój rozum i dbaj o to, byś miał/miała kontakt ze sobą. Bo To Ciebie uchroni przed załamaniem w przyszłości! Pamiętaj, to nie jest wina Boga, że masz w życiu ciężko. Od Ciebie zależy, jak będziesz postrzegać świat, jakich dokonasz wyborów. Możesz polegać na tym co Ci zostawiliśmy, ale możesz też wziąć sprawy w swoje ręce. To się nazywa dojrzałość kochane dziecko.

Tylko będąc w zgodzie z sobą samym i znając swoje serce, dojrzewam do życia na tyle, by nie umrzeć.

Tutaj możesz zostawić komentarz. Zrób to, jeśli ten artykuł Ciebie poruszył!

Friendzone - jak wyjść z friendzone

Jak wyjść z friendzone, kiedy już znajdziemy się w tej patowej sytuacji? Friendzone to miejsce między kobietą i mężczyzną, w którym nie chcielibyście się znaleźć. Myślę, że każdy z nas to przeżył, chociaż osoby typowo męskie i kobiece przeżywają rzadziej tego typu stan. Mamy dwie wersje friendzone, ale to z jednego chcemy uciekać.

Friendzone - dlaczego trafiamy do friendzone?

Panie się ze mną zgodzą, że do friendzone trafia coraz więcej facetów. Nie jest to pożądana sytuacja z męskiej perspektywy, ale wcale się temu nie ma co dziwić. Chociażby podejście mężczyzn do kobiety jest bardziej przyjacielskie, tak  jakbyśmy się bali być mężczyznami. W takich sytuacjach zastanawiamy się: Co jest ze mną nie tak?

Nie da się ukryć, że do friendzone trafiają mężczyźni mało pewni siebie, nieśmiali, kochający za bardzo. Takie uczucia w nas są budowane głównie w rodzinie. Nie mając wsparcia w ojcu, często próbujemy działać tak, jak uczy nas tego matka. Można powiedzieć, że piszemy do kobiety list tej treści, która wiele mówi o nas samych:

List mężczyzny do kobiety.

Friendzone jest też miejscem do którego często trafiają osoby samotne. W pewien sposób doświadczone przez los, jak to zauważam.

Bojąc się kobiet, bojąc się ich emocji, nie radzimy sobie na morzu uczuć kobiecych, o czym wspomina dr Pulikowski w swoich książkach. To wynika z braku umiejętności reagowania na określone sytuacje. Lęk przed odrzuceniem powoduje strach przed kobietą, zaczynamy się plątać, nogi mamy jak z waty etc. Dlatego warto pokochać kobiety, takie jakie są. Dopiero wtedy możemy pewniej podejść do nich, bo wiemy, że nie gryzą.

Gdy trafimy do friendzone, to wtedy powstaje pytanie, jak wyjść z friendzone. Często jest to już na tyle patowa sytuacja, że w zasadzie pozostaje nam nauka tego, jak uniknąć tego szach matu.

Kto trafia do friendzone?

Jeśli jednak jesteśmy już w sytuacji patowej, jaką jest friendzone, to warto zadać sobie pytanie, czy ja tego chcę? Czy chcę budować relację tylko przyjacielską?

Zmiana sytuacji w której się znajdujemy, musi wynikać ze zmiany siebie samego. Nikt z nas nie zadaje pytania, czy ja jestem męski? Nie pytamy siebie, czy naprawdę jestem facetem. Często uważamy, że jesteśmy odpowiednimi facetami na miejsce kogoś dla tej czy innej kobiety. Nic bardziej mylnego.

Kogo kobiety lubią?

Kobiety bardzo lubią, gdy się je zdobywa. Jednak nie lubią, gdy nie jesteśmy męscy. Już o. Fabian Błaszkiewicz zwrócił uwagę na to, że kobiety są strażniczkami naszego rozwoju osobistego. Człowiek, który trafia do friendzone, może być porównany tak naprawdę do przyjaciółki. Jego życie tak zostało ukształtowane, że chociaż kobiety potrafi zrozumieć, to nie potrafi się postawić w roli przewodnika dla niej. Nie nosi munduru, który sugeruje pewne zasady w życiu i wartość mężczyzny. Zaś rozwój osobisty zostaje daleko w tyle.

Jednym słowem, bycie usłużnym i ... "oddającym siebie tylko po to, by ona go kochała" spycha faceta do friendzone z automatu. Kobiety czują męskich facetów, chociaż czasami gubią się pomiędzy prawdziwym mężczyzną a damskim bokserem, lub mają też mętlik w głowie z powodu głodu miłości.

Dlaczego trafiam do friendzone?

Wróćmy do naszej patowej sytuacji. Skoro już znalazłem się we friendzone raz, drugi lub trzeci, warto się zastanowić czy przypadkiem czegoś mi nie brakuje. W obecnym stanie, w jakim się znajduję i cechach charakteru, jakie posiadam, będzie mi bardzo ciężko wyjść z friendzone. Chociaż nie powiem, że jest to niemożliwe.

Oczywiście najlepszą metodą jest profilaktyka, dlatego lepiej zadbać o swoją męskość lub kobiecość już teraz, zanim wpadniemy w patową sytuację.

Krótko o mnie:

Też często trafiałem do friendzone i zastanawiałem się co jest ze mną nie tak. Wiem, że kobiety pod tym względem mają łatwiej z uwagi na budowę ciała i sposób funkcjonowania mężczyzn. Jednak ja sam zawsze przebywałem w gronie głównie kobiet. Niepewny wśród mężczyzn, niedowartościowany wśród kobiet.

Byłem miły, ale nie zdecydowany w tym co robię. Nie miałem swojej pasji, którą mogłem zarazić potencjalną partnerkę. Sytuacja diametralnie się zmieniła, kiedy bez względu na okoliczności robiłem to, co chciałem zrobić. Oczywiście nie piszę o tym, że dyrygowałem kobietą, ale chodzi mi o mój styl życia. Pamiętasz artykuł jak zdobyć kobiece serce? Tam to wyraźnie wyjaśniam na czym to polega.

Męski lub kobiecy mózg

To też ciekawa sprawa, bo jeśli nasz mózg jest ukształtowany bardziej kobieco, lub męsko, daje on odpowiedni sygnał dla płci przeciwnej. Zachowując się bardziej jak płeć do której startujemy (nieświadomie), jesteśmy właśnie traktowani jak przyjaciel tej samej płci.

Wyobraźcie sobie kobietę, która wraz z kolegą rozmawia o ciuchach, kosmetykach i wszystkim co związane z relacjami z płcią przeciwną. Taki kolega doskonale rozumie jej sytuacje i wspiera jak może, sugerując jednocześnie, że zawsze może na niego kobieta liczyć. Nic więc dziwnego, że kobieta odbiera takiego mężczyznę... bardziej przyjacielsko - czytaj kobieco. Mało tego, taki sam sposób zachowania okazuje gej...

Jak żyć, by nie trafiać do friendzone?

Jak już wcześniej wspomniałem, wszystko się rozbija o kobiecość i męskość. Można powiedzieć, że pomagają w tym zasady savoir vivre. Jest w nich coś, co pozwala uwydatnić te męskie i kobiece zachowania, cechy i wygląd. Warto się zastanowić nad tym.

Kolejną sprawą jest rozumienie płci przeciwnej. Różnice między nami są na tyle istotne, że bez ich zrozumienia nie będziemy w stanie tak naprawdę celnie określić potrzeb swoich i partnera. Role gdy się mieszają, sprawiają, że nie dajemy z siebie tego, co jest atrakcyjne dla płci przeciwnej.

Zauważam również, że chociaż mężczyzna będąc pantoflarzem stara się jak może, to w kobiecie wywołuje frustrację swoim zachowaniem. Nie od razu, ponieważ na początku związku wydaje się być słodkim chłopcem, ale z czasem zaczyna być to drażniące. Jest to wyłącznie wina mężczyzn, bo ktoś musi trzymać dom i atmosferę w nim na odpowiednim poziomie. Jęsli tego nie ma, zrobi to kobieta, która przestaje być kobieca.

Zadbajcie o to już zawczasu, żeby nie okazało się później, że było za późno (bo na przykład wiek zrobił już swoje).

Teraz krótko o tym: jak wyjść z friendzone?

W zasadzie biorąc pod uwagę wszystko to co wcześniej napisałem, lepiej by było zająć się swoim charakterem. Nie da się zmienić czegokolwiek w swoim życiu, jeśli pozostajemy przy tych samych nawykach. Podobnie nie da się zmienić drugiego człowieka, tylko od niego wymagając i nie zmieniając swoich nawyków.

Ponieważ trafianie do friendzone oznacza, że nie jesteśmy obiektywnie atrakcyjni dla konkretnej osoby, to aby takimi się stać, trzeba wyjść ze schematów. Jednym ze sposobów łamania schematów jest terapia u specjalisty. Podczas swoich konsultacji często tego uczę i myślę, że jest to najlepsza forma nauki. Podczas terapii zmiany zachodzą praktycznie najszybciej ze wszystkich możliwych sposobów i dzieją się także pod okiem drugiej, obiektywnie patrzącej osoby.

Innymi sposobami są:

To kilka i myślę najlepszych znanych mi sposobów po terapii, które możemy wcielić w życie.

Friendzone a czas

Zdarza się, że trafiając do friendzone po latach oboje się w sobie zakochują i pobierają. Jest to o tyle fajna sytuacja, że takie osoby znają się już bardzo długo. Na przestrzeni życia czas robi swoje i w miarę dojrzewania, zmieniają się nasze cechu charakteru. Sprawia to, że nasz partner lub partnerka zaczyna nas postrzegać bardziej atrakcyjnie.

Problem się zaczyna, kiedy poznajemy drugą osobę właśnie po okresie, kiedy kształtuje się nasz męski lub kobiecy charakter. Ustabilizowana osobowość nie pozwoli nam na zmiany. Możemy ich dokonać świadomie.

Dlaczego tak ogólnie?

Nie da się określić, co prawdziwie zadziała na daną osobę. Wiem, że najlepszym sposobem zaimponowania drugiej osobie jest pokazanie się z jak najlepszej strony, a co za tym idzie, ze strony najbardziej atrakcyjnej seksualnie. Nie mam bynajmniej na myśli pruderyjne rozbieranie się itd, ale najlepszym elementem oddziałującym na płeć przeciwną jest charakter i świadomość swoich cech wynikających z płci.

Wtedy pozostaje nam zerwanie tego schematu funkcjonowania. Nie wiem czy wiesz, ale każda płeć, czy to kobieca czy męska, ma pewne określone role do spełnienia. Należałoby je odszukać i uwydatnić. Moim zdaniem są one na tyle uniwersalne, że podkreślają jedynie różnice osobowościowe spośród których kobiet może wybierać konkretnego osobnika spełniającego się w roli dla tej kobiety.

Co możemy zrobić w takiej sytuacji?

Jeśli już trafiliśmy do friendzone i zastanawiamy się jak wyjść z friendzone tegoż, możemy..

Porozmawiać z partnerem o tym stanie rzeczy i podjąć decyzję o rozstaniu:
nie męczmy się w takiej sytuacji, bowiem nie tylko nie sprzyja nam taki stan, ale również czujemy, że nas to boli. Dajmy czas na przemyślenia partnerowi a kto wie, może zacznie mu coś w głowie kiełkować?

Zostaw swój komentarz klikając w ten link 🙂

Gra wstępna - o co chodzi?

Seks - to nieodłączna część trwałego i bliskiego związku, który pieczętuje relacje w małżeństwie. Nieodłącznym elementem satysfakcji seksualnej jest gra wstępna, której nie wolno pomijać pod żadnym pozorem. Jednak obserwacje moje pokazują, że spora część małżeństw, a w zasadzie mężczyźn, nic sobie z tego nie robi.

A szkoda...

Gra wstępna

Element współżycia partnerów w małżeństwie, który daje satysfakcję nie tylko kobiecie podczas stosunku. Również mężczyzna odniesie z tego ogromną korzyść. Niestety mężczyźni odczuwają to trochę słabiej. Natomiast każdy, kto chociaż trochę interesuje się tematem, zauważy, że gra wstępna daje więcej frajdy ze współżycia, niż to na pierwszy rzut oka może się wydawać.

Gra wstępna jest również kluczowym elementem poprawy jakości samego współżycia. Poprawia jakość relacji między partnerami i buduje więź intymną. Sądzę nawet, że jest to najważniejszy element budowania relacji intymnej między małżonkami. Pomijać grę wstępną to tak samo, jakby pominąć wszelkiego rodzaju przygotowania do egzaminów, prezentacji publicznych, biegów sportowych, lekkoatletyki, meczów piłkarskich i wiele więcej dyscyplin.

Gra wstępna jest też lekarstwem na współżycie, kiedy powstają niedopasowania. Jest też jednym z elementów pragnień kobiet.

Gra wstępna - czy warto?

Zadaję to pytanie retorycznie prawdę mówiąc. Dlatego nie będę wprost odpowiadał na to zagadnienie ale....

Przeczytaj artykuł o błędach w relacji między małżonkami. To z nich wynika brak ochoty na współżycie. W poniższym akapicie wyjaśnię, dlaczego gra wstępna moim zdaniem ma ogromny wpływ na relacje i co jest powodem braku ochoty na współżycie.

Trzeba też pamiętać, że gra wstępna jest inna dla każdego z partnerów. Nie od dzisiaj wiadomo, że jesteśmy od siebie różni i potrzebujemy innych bodźców.

Jak powinna wyglądać zdrowa relacja intymna?

Szczegółowo opisuję to zagadnienie w artykule związanym z rozmowami o seksie. Natomiast chcę przytoczyć samo centrum takiej relacji.

Generalnie współżycie i relacja z partnerem wzajemnie się uzupełniają. Ponieważ jak już wiemy, mężczyzna najczęściej i najchętniej oddaje się kobiecie podczas seksu, tak kobieta mężczyźnie w relacji w komunikacji. I tutaj zaczynają się schody.

Jeżeli mamy dojrzałego mężczyznę za partnera, to taki facet wie, że kobieta potrzebuje więcej bodźców, by chciała uprawiać seks. Mark Gungor w swojej książce "Traktuj go jak cenny skarb" zaznaczył, że kobiety często nie chcą seksu, zanim jego nie doznają. Wniosek z tego można wyciągnąć bardzo prosty - "gra wstępna".

Gra wstępna - a raczej jej brak

Jeśli jednak mamy dwa typy mężczyzn, o których można przeczytać w artykule 3 męskie typy, czyli pantoflarza, który boi się kobiety, oraz obłudnika, o którym również opisuję w temacie żony poddanej bardziej szczegółowo, o grze wstępnej możemy zapomnieć z dwóch powodów.

Damski bokser nie będzie dbał o kobietę. Woli zgwałcić.

Gwałt w zasadzie bywa na różne sposoby. Są jego lekkie wersje i ciężkie. O ciężkich nie muszę wspominać, bo każdy wie o co chodzi, ale sprawdźmy, na czym polega gwałt na żonie. W sumie nawet na partnerce.

Gwałt na żonie bywa różnie rozumiany, ale generalnie chodzi o manipulację kobietą w taki sposób, by czując się winną oddała swoje ciało mężczyźnie. Mężczyzna taki wcale nie będzie dbał o jej dobro. To raczej są rzadkie przypadki, kiedy zamienia seks we wzniosłą atmosferę i kobieta zmienia zdanie. To częściej dzieje się pod wpływem gry wstępnej, ale nie byle jakiej.

Takie sytuacje mają często miejsce w codziennym życiu i obowiązkach, które przeszkadzają w budowaniu zdrowej relacji. Gdzieś ta komunikacja z partnerem się zaciera i powstają kłótnie. Osobiście jednak wiem i mam znajomych we własnym gronie, gdzie chemię w związku można utrzymać wiele lat i to wówczas, gdy są dzieci!

Taki mąż lub partner będzie wypominał partnerce, że nie ma seksu. Będzie drążył temat i obwiniał kobietę, że ona na przykład tego nie chce sugerując jednocześnie, że jest z nią coś nie tak. Takie zachowanie można zdecydowanie nazwać gwałtem na psychice i de facto nie sprzyja poprawie relacji seksualnej, jak też codziennej. Z kolei pantoflarz, nie będzie potrafił ocenić sytuacji. Zabraknie mu odwagi i pomysłowości.

Pantoflarz z kolei nie będzie potrafił zaspokoić kobiety.

Bynajmniej nie wynika to z jego złej woli, ale braku umiejętności komunikacji z kobietami, oraz lękiem przed odrzuceniem. Zapewne znacie sytuacje mężczyzn ciągle pytających was o zdanie, kiedy mogli coś zrobić sami i szło by im to bardzo dobrze. To mnie też wkurza.

Jak powinna wyglądać gra wstępna?

Chociaż część mężczyzn a  ostatnimi czasy nawet kobiet zdaje się zapominać o tym, by o siebie dbać. Jest to nieodzowny element gry wstępnej. Bowiem jakim sposobem nie używając kosmetyków w odpowiedni sposób, możemy sprawić, że druga osoba zechce na nas spojrzeć łakomym kąskiem? Każdy powinien o siebie dbać, zarówno dżentelmen, jak też i dama.

Zmień myślenie

Wiemy przecież, że aby zaszła zmiana w naszym życiu powinniśmy zmienić sposób patrzenia na świat, na pewne sprawy i odważyć się żyć nowymi przekonaniami. W przypadku wielu mężczyzn, bo najczęściej to "nas" dotyczy, istnieje potrzeba zwrócenia uwagi na partnerkę. Chodzi mi bowiem o zrezygnowanie ze swojej przyjemności (de facto skutek jest odwrotny) na rzecz sprawiania przyjemności kobiecie.

Siłą rzeczy w takiej sytuacji przyjemność wraca do nas ze zdwojoną siłą, bowiem kobieta nam się odwdzięcza, nawet nieświadomie.

Znajdź odpowiedniego faceta

Znalezienie faceta na poziomie jest kluczowym elementem budowania odpowiedniej relacji. Nie chodzi o znalezienie byle kogo, kto zwróci na nas uwagę i będzie się domagał seksu, miłości i czegokolwiek. To musi być człowiek, który rzeczywiście interesuje się potrzebami bliskich sobie osób.

Tego też uczę podczas swoich konsultacji i widzę, że jednak kobiety stają się odważniejsze, inspirujace, pewniejsze siebie, bardziej atrakcyjne i piękne.

Teraz możemy przejść do tego, jak to powinno wyglądać

A mianowicie, gra wstępna nie polega jedynie na kilkuminutowej inspiracji kobiety. Nie polega na stwierdzeniu do swojej żony "kochanie, a może tak szybki numerek?" - oczywiście, że odpowie "nie"!

Jak to Mark Gungor oznajmia, kobiety często nie chcą seksu, zanim tego nie doznają!

I to jest kluczowe w całej grze wstępnej. Dlatego grę wstępną, powinno się budować już od samego rana, a najlepiej codziennie!

Wiem, zaraz usłyszę głosy, że to jest niewykonalne, bo obowiązki, bo praca, bo dzieci, bo rodzice, bo... Zawsze jest jakaś wymówka prawda? Nie chcę powiedzieć, że nie macie racji. Owszem - macie rację! Powiem więcej: taki styl życia z ukochaną osobą często kończy się.. na ślubie.

Ba, pójdę o krok dalej, taki stan życia z ukochaną osobą często pozostaje jedynie w sferach marzeń i filmach romantycznych.

Nie jest powiedziane, że się nie da

Wiesz, jak byłeś, lub byłaś młodsza, zapewne z wypiekami na twarzy siedziałeś na czacie na interii wchodząc do erotycznych pokojów. Czasami na czacie pojawiła się osoba, sugerująca kontakty seksualne, a nawet zwykła znajomość przeradzała się w zakochanie.

Co do młodszego pokolenia, jest ono teraz odważniejsze i te tematy bywają już odkryte, ale o grze wstępnej się zapomina. W zasadzie to nawet nie trzeba o niej pamiętać, bowiem flirt na czacie facebookowym, czy innych mediach społecznościowych lał się strumieniami.

Wbrew pozorom, obowiązki szkolne, nauka, obowiązki związane z dodatkowymi zajęciami nie przeszkadzały nam w tym, żeby wysłać fikuśną emotkę, lub też jakiś sprośny żart, albo kawałek wyobrażenia w postaci wiersza do dziewczyny. A co się stało z nami dorosłymi? Gdzieś ten zapał zniknął.

Przykłady?

A gdyby podczas sprzątania ubrać się trochę inaczej, bardziej wyzywająco dla swojego mężczyzny, już zaczyna to budzić pewien element gry wstępnej. Mężczyźni mogą pokusić się o odrobinę nonszalancji kupując butelkę wina i przynosząc kieliszki.

Rano będąc jeszcze w pracy, można pomyśleć o ciekawym smsie do żony, męża. Po powrocie z niej poudawać atrakcyjną i uwodzącą damę. Możliwości jest mnóstwo, ale tak jak wspomniałem, warto zmienić myślenie i nastawienie do życie na bardziej optymistyczne.

Podsumowując jednym zdaniem, gra wstępna powinna trwać w każdej sekundzie naszego życia!

Tak, wiem, że wymaga to niesamowitej pracy nad życiem swoim. Jednak zdecydowanie warto!

Zostaw komentarz, co o tym sądzisz, klikając w link 🙂

Co zrobić, gdy mąż nie pomaga w domu?

Ostatnio dostaję sporo zapytań od kobiet, które pytają dlaczego mąż nie pomaga w domu i co z tym fantem zrobić? Powiem szczerze, że poniekąd jestem zdziwiony brakiem wiedzy w tym zakresie, ale znając specyfikę kobiecego serca już nie. Niedługo wyjaśnię o co mi chodzi, ale teraz pora na wyjaśnienie, czy mąż powinien pomagać w domu?

Mąż nie pomaga w domu

Przecież to absurd moim zdaniem, żeby od męża domagać się pomagania w domu. W artykule o byciu pantoflarzem, wspominałem o tym, że normalny facet w domu nie pomaga. Prawda jest taka, że prawdziwy facet chociaż pszczoły żuje, nie je miodu, to zajmuje się domem.

Weźmy za przykład początki związku(?). Normalnie facet się interesuje kobietą, kiedy ją poznaje. Gdy ma jakiś problem, to jedzie do niej, pomaga, rozwiązuje sam z siebie kłopoty. Od tego jesteśmy, ale jakimś trafem po ślubie siadamy na sofie popijając piwo...

Wolność w związku

Niestety dzieje się jakoś tak, że ślub zaczyna się od razu kojarzyć panom z utratą wolności. Gdy kobieta ma mnóstwo obowiązków domowych, to logicznym jest, że oczekuje jej od swojego męża. To się dzieje zaraz po zamieszkaniu razem, a już przede wszystkim gdy na świat przychodzi dziecko.

To jest oczywiście jedna z wersji wydarzeń, że panowie nie chcąc zostać posądzeni o pantoflarstwo, tak reagują. Jakiś czas temu, studiując jeszcze pracowałem na kopalni. Byłem świadkiem wielu podobnych rozmów, gdzie górnicy krzyczeli do kolegów po ożenku: I co, koniec wolności! ha ha!

Kryzys męskości

To drugi element wpływający na wydolność męskich umysłów w dzisiejszym świecie. Niestety często same kobiety doprowadzają mężczyzn na skraj pantoflarstwa zupełnie nieświadomie. Oczywiście chcą dobrze i robią coś w dobrej wierze, ale uczą tym samym swoich mężczyzn niezaradności domowej.

Nie chcę zwalić winy tylko na kobietę, bo to nie o to chodzi. Jednak dostrzegam pewien brak wiedzy, jak funkcjonuje osobna płeć. Wydaje mi się, że to stąd obecnie wychodzi nagonka na facetów.

Mężczyzna boi się kobiety

Idąc dalej powiedziałbym, że kobiety, które są silne emocjonalnie, są wręcz przeciwieństwem mężczyzn. Jeśli swoją siłę wykorzystują w relacjach do nas, facetów, mamy paradoksalnie sytuację wycofania się męskiego z angażowania w domu rodzinnym. Obserwuję to bardzo często.

Męskie lenistwo

Niektórzy z nas robią coś dla świętego spokoju. To też powoduje pewnego rodzaju frustrację u kobiet w wyniku takiej postawy. Wcale się temu nie dziwię. Zrobić coś na "odwal się", bo ma się ważne sprawy świadczy również o szacunku względem kobiety i jej bezpieczeństwa.

Ale nie tylko to ma miejsce. Niektórzy kompletnie nie angażują się w domu myśląc, że należy im się szacunek, bo pani domu przecież nie pracuje. Problem polega jednak na tym, że panowie nie zadali sobie trudu używania myślenia i słuchania swojej kobiety. Chcąc nie chcąc, popychają je w ramiona innych mężczyzn na własne życzenie.

Daliśmy się wykastrować przez kobiety

Niestety panowie tak jest. Obserwując relacje kobiet i mężczyzn, często powtarzam, że chociaż kobiety są silniejsze emocjonalnie, to my potrafimy jednak zadbać o dyscyplinę w związku. I gdy kobieta narzeka, że jej mąż nie pomaga w domu, to jednocześnie zaczyna suszyć mu głowę. Potem zaczyna mieć pretensje, że zrobił to źle, a na końcu żali się, że mąż nie pomaga w domu kompletnie.

A sami jesteśmy sobie czasem winni, bo zamiast jej posłuchać, zapytać o szczegóły to się buntujemy przed jej rozkazami. Jest to zrozumiałe, ale wynika ze zbyt wysokiej dumy, której nie warto zranić.

A niechby tylko spróbowała

Dzielimy pracę od domu i znajomych(?)

W naszych głowach są pudełka. Wspomina o tym Mark Gungor, w swojej pozycji "Przez śmiech do lepszego małżeństwa". Wiecie, takie pudełka, które się ze sobą nie stykają i wszystko co do nich włożymy jest odosobnione.

Podobnie jest z domem, pracę, znajomymi itd. Ciężko jest czasami mężczyźnie zrozumieć, że obowiązki domowe to też jest praca! W naszych głowach jeśli kłębi się myśl, że dom jest po to, by odpocząć, to wracamy do domu po pracy i siadamy odpoczywać. Kobietę wtedy krew zalewa, prędzej czy później, jeśli widzi, że "panicz" się krząta po domu i jeszcze oczekuje zrobionego obiadu.

Drogie panie, nie zrozumcie mnie źle. Ja wcale nie mówię, że tak ma być. Jedynie podpowiadam wam, dlaczego tak jest, że mąż nie pomaga w domu. Gdybyśmy zrozumieli, że dom jest tak samo ważny, by o niego zadbać jak w pracy, to sytuacja by się przedstawiała inaczej.

Co zrobić, gdy mąż nie pomaga w domu?

Przede wszystkim myślę, że warto zmienić sposób patrzenia na tą sprawę. Jeśli prosimy męża o pomoc, to automatycznie jakby dajemy mu do wiadomości, że jest wam potrzebna pomoc, bo same w nim gospodarujecie. Tutaj trzeba trochę sprytu. Warto pokusić się o włączenie męża do prac domowych, jakby to były jego dom i jego odpowiedzialność.

Pamiętam, gdy byłem na imprezie u prawników, pewna kobieta nauczyła swojego chłopaka sprzątać po sobie nic mu nie tłumacząc. Ustaliła zasady gry. Powiedziała facetowi tak:

tutaj jest kosz na bieliznę, tam jest pralka. Jeśli nie będziesz bielizny wrzucał tutaj, ja nie będę brała tego pod mój harmonogram prania.

Skończyło się to tak, że mężczyzna zapomniał o całej sytuacji. Po miesiącu zorientował się, że nie ma co na siebie włożyć i musiał jeździć do Auchan po skarpetki i garderobę.

Zadziałało.

Drogie panie, przestańcie swoich mężów wyręczać we wszystkim, nie kontrolujcie ich i dajcie im wolną wolę. To jest najlepszy sposób, by się zaangażowali w rodzinę. Oni też powinni mieć prawo decydować o wspólnym domu. Często jest tak, że już na początku związku coś idzie nie tak, że facet osiada na laurach.

Do mnie przychodzi coraz więcej kontrolujących kobiet w swoich związkach chcących zmieniać swoich mężów, chłopców w idealne roboty do sprzątania. Oczywiście musi być po ich myśli zrobione.

Z kolei dochodzi potem do tego, że pracuję z kobietą nad jej kobiecością i pewnością siebie, a dopiero później panowie dołączają do wspólnej "zabawy miłosnej".

Zawsze warto być inspiracją dla mężczyzny.

Zostaw komentarz tutaj (click)

Żony poddane bądźcie mężom.

Przyszła pora na rozprawienie się z cytatem biblijnym (kol 3, 18) sugerującym, by "żony poddane" były swoim mężom.

Żony bądźcie poddane mężom, jak przystało w Panu

Żony poddane mężom - jak obecnie to rozumiemy?

Oczywiście wiele kobiet się z tym nie zgadza. Bo jak można zgadzać się na bycie posłuszną, uległą czy też poddaną mężowi? Jeśli do tego weźmiemy pod uwagę naszych panów władców, którzy w zasadzie nie powinni brać ślubu, budzi zrozumiały bunt na taką sytuację.

Oczywiście się z tym zgadzam, że opisane przypadki mężczyzn w podlinkowanym artykule nie nadają się do tego, by żona z nimi mogła budować zdrowe relacje. Powiem więcej: to mężowie powinni budować relacje ze swoimi kobietami.

Na hasło "żony poddane" bądźcie swoim mężom w pierwszej chwili przychodzi na myśl poddaństwo, niewolnictwo, pewnego rodzaju uległość względem mężczyzny. Z punktu widzenia psychologicznego rodzi to bardzo niebezpieczną relację. Wiemy przecież, że każdy z nas popełnia błędy, nawet nasi mężowie, którym zależy na dobru swoich rodzin.

Za przykład takiej historii przytoczę kobietę, która nie była w powyższym rozumieniu poddana mężowi:

Historia żony Nabala - Abigail

Skoro cytat "żony poddane" bądźcie mężom pochodzi z biblii, warto sięgnąć do historii innych kobiet. Jedną z kobiet o której można opowiedzieć jest Abigail, żona króla Nabala. Źródło całej historii znajdziecie w 1 Sm 2 - 43.

Zwróćmy uwagę na samą Abigail. Kiedy Dawid dowiedziawszy się o śmierci Samuela, posłał swoje sługi do nowego króla Nabala, by użyczył w ramach wdzięczności za wcześniej okazaną pomoc jemu żywności. Ten zaś odprawił sługi przyprawiając rogi Dawidowi.

Dawid został w ten sposób poniżony i postanawia zgładzić Nabala. Tutaj zaczyna się historia właściwa.

Słudzy Nabala, którzy zostali życzliwie przyjęci przez Dawida w przeszłości wiedząc, że ich król jest głupcem, udali się do jego zony. Ona natychmiast powzięła odpowiednie kroki ratując nie tylko samego Nabala przed śmiercią, ale również jego lud.  Abigail okazała się być kobietą nie tylko bardzo roztropną, ale też kobietą, która w ukryciu naprawiała błąd jej męża.

Żony poddane swoim mężom tylko w określonych warunkach?

Nie byłbym sobą, gdybym nie wziął na tapetę pełnego zdania z cytatu biblijnego. Brzmi ono tak:

żony poddane bądźcie mężom, mężowie miłujcie żony

Abigail uratowała Nabala przed śmiercią z rąk Dawida. Oczywiście musiała odkręcać głupotę swojego męża. Czy to wam czegoś nie przypomina w waszym życiu?

Idźmy jednak dalej. Samego Dawida Abigail przekonała do zaniechania rozlewu krwi. Oznajmia mu, że odprawienie Nabala na tamten świat wraz z jego ludem, będzie nie tylko rozlewem niewinnej krwi, ale także ściągnie na Dawida pewne konsekwencje.

Zwróćcie też uwagę na to, że Abigail robi to bardzo subtelnie. Podchodzi do Dawida jako służebnica. Oczywiście nie jest żadną służącą, ale "służebnica" w owych czasach, znaczy "przyjaciółka" w czasach obecnych. Gdy Dawid to usłyszał, zmienił zdanie, przyjął podarek od Abigail, oraz życząc jej szczęścia wraca do siebie na dwór.

Gdy Nabal w swej głupocie wytrzeźwiał i dowiedział się od Abigail co zaszło, przeraził się ogromnie. To mi przypomina sytuacje wielu małżeństw, gdy mężowie dowiadując się od swoich kobiet konsekwencji ich działań, "wysiadają". Czyżby głupota męska zabijała samych zainteresowanych?

Dalsze koleje losu Abigail są takie, że Dawid po śmierci Nabala obiera ją za żonę.

Zony poddane mężom - Abigail i Dawid

Dalszy ciąg historii ma również ogromne znaczenie.

Zwracam uwagę na drugą część cytatu.

Mężowie miłujcie swoje żony

Ileż to kobiet mi się skarży, że ich mężowie są pantoflarzami, katami we własnym domu, nie widzącymi potrzeby zmiany siebie, zatwardziali w swojej dumie. Wielu z nas pozwala się wykastrować, nie ma siły do rozwoju siebie, staje się uzależnionymi od wielu rzeczy, nie tylko substancji psychoaktywnych.

Tracimy dobre imię wśród znajomych, przyjaciół, u rodziców. Stajemy się przekleństwem dla swoich dzieci. Jesteśmy bardzo często nieopanowani. Przez brak słuchania podejmujemy błędne decyzje. Często się boimy kobiet. Wiele rzeczy robimy dla świętego spokoju. Unikamy odpowiedzialności za swoją kobietę.

Obecnie dotknął nas ogromny kryzys męskości, ale nie tylko nas, bo kobiety także. Nawet bycie dżentelmenem odeszło dzisiaj do lamusa. Dochodzi do tego, że spora część z nas pracuje na etykietę damskiego boksera.

Dlatego tak ważne jest, aby wszelkie uprzedzenia, dumę, egoizm odłożyć na bok i zacząć miłować żony, swoje kobiety. One wtedy będą kwitły i odwdzięczą się nam po tysiąckroć.

To nastąpi jedynie wtedy, jeśli staniemy się prawdziwie męscy. Takim człowiekiem okazał się być Dawid. Abigail oddała mu siebie w jego ręce. Stała się jego drugą siłą. Ona czuła, że przy nim będzie miała bezpieczne życie. Jestem o tym więcej niż przekonany.

Powiem jeszcze więcej. Wiem, że to co teraz stwierdzę, może się dla niektórych kobiet okazać w pewnym sensie szowinistyczne, ale obserwuję to w relacjach z mężczyznami. Mając u boku wspaniałego męża, takiego prawdziwego, ona sama by oddała się pod władanie jemu. Warunek jest taki, że mąż będzie jak Dawid, nie jak Nabal.

Co ze słowami żony poddane?

Na koniec rozprawię się z tłumaczeniem biblijnym obecnych czasów. Mark Gungor zwraca uwagę, że greckie słowo przetłumaczone na "żony bądźcie poddane", albo "bądźcie posłuszne" swoim mężom, należałoby zastąpić "słuchajcie" swoich mężów [Gungor 2017]. "Słuchajcie swoich mężów" Mark tłumaczy w ten sposób:

Zwrot "być posłusznym" wskazuje na to, że nie masz innej opcji, jak tylko zrobić to, co ci nakazano, natomiast "słuchać" znaczy liczyć się z kimś, nawet jeśli macie odmienne zdanie.

Jetem tego samego zdania co Mark. Jeśli popatrzymy na historię Abigail, to jest ona pełną esencją kobiety, która czuwa nad tym, co robi jej mąż, ale też okazuje mu należny szacunek i nie kontroluje go. Współpraca w małżeństwie polega na wzajemnym uzupełnianiu się a nie kontrolowaniu.

Zostaw komentarz tutaj na facebooku (click).

Źródła:

“Żony, bądźcie uległe mężom…”


https://www.gosc.pl/doc/3132080.Zony-poddane-mezom
https://www.komentarzbiblijny.pl/new/nt/kol/kol_3_18_19.php
M. Gungor, Traktuj go jak cenny skarb, Wyd. 1, Warszawa, Oficyna Wydawnicza VOCATIO, 2017, ISBN: 978-83-7829-239-5

Rozmowy o seksie a otwarte serce

Rozmowy o seksie a otwarte serce - można to ze sobą połączyć. Często kobiety pytają, co zrobić, żeby jej mąż się otworzył przed nią. Chciałyby poznać jego problemy. Jest to zrozumiałe, ponieważ kobiety chcą poczuć się ważne w życiu mężczyzny o czym pisałam też w artykule jak zdobyć kobiece serce.

Rozmowy o seksie a otwarte serce

Artykuł będziemy rozważać na podstawie wiedzy Mark'a Gungor'a z jego wystąpień "Przez śmiech do lepszego małżeństwa". Amerykański pastor zwraca uwagę na to, kiedy mężczyźni się otwierają przed kobietami i kiedy kobiety otwierają się przed mężczyznami.

Jest to ważne z punktu widzenia porozumienia i jednoczenia się małżeństw. Kobiety często oczekują otwarcia się mężczyzny na nią, kiedy zwykle nie mają ochoty opowiadać o swoich problemach. Zaś mężczyźni niekoniecznie mają na to ochotę, ale jest na to sposób, o którym wspomina właśnie Mark. O otwarciu się mężczyzny na kobietę piszę w artykule o kryzysie w związku.

Rozmowy o seksie - dojrzałość do związku

Zwracam uwagę od razu, że aby komunikacja w związku była szczera i otwarta, musi być element dojrzałości. Nie może być mowy o błędach w komunikacji i w relacjach intymnych prowadzących do braku ochoty na współżycie.

Komunikacja w związku jest najważniejszym elementem dojrzałego związku. Nie może być miejsca na kwestia domagania się domyślania od partnera tego, co chcemy, potrzebujemy.

Wszelkie kryzysy męskości i kobiecości również nie powinny nas dotyczyć. Ja wiem, że to o czym piszę jest zbliżone do ideału, ale od tego jestem, by pokazywać drogę do takiego stanu.

Żona musi być osobą wspierającą dla męża, co wyjaśniam poniekąd w artykule "żona prezesa". Z kolei mężczyzna musi znać swoją rolę względem kobiety, żeby ona czuła się na swoim miejscu i również ją wspierać w obowiązkach domowych. W końcu dom, jest też wspólnie zamieszkującym miejscem.

Na etapie dojrzałego związku zachodzi pewna prawidłowość, o której wspomina Mark Gungor, że ludzie się na siebie wzajemnie otwierają i nie ma tragicznych konsekwencji opisanego poniżej układu małżeńskiego.

Kiedy kobieta, a kiedy mężczyzna otwierają swoje serca na drugą osobę w pełni?

Mark Gungor opisuje małżeński układ, w jakich sytuacjach małżeństwo żyje ze sobą zgodnie i jest pełne miłości. Nie chcę powiedzieć, że tylko w opisywany teraz sposób ludzie się na siebie otwierają, ale ten układ jest jak najbardziej w porządku. Uważam, ze w dojrzałych związkach tak to powinno funkcjonować.

Posłuchajcie:

Aby doszło do zbliżenia seksualnego kobiety z mężczyzną potrzeba znać pewne reguły życia i funkcjonowania obu płci. Znamy żarty związane z tym, że mężczyźni myślą tylko jednym, że kobiety potrzebują skóry, fury i komóry, prawda? Nic bardziej mylnego.

Po części jest to prawda i wynika z potrzeb człowieka w określonej płci.

Aby układ ten funkcjonował trzeba pamiętać, że faktycznie motorem napędowym mężczyzn do okazywania czułości kobiecie jest potrzeba seksualna. Zaś motorem napędowym okazywania czułości mężczyźnie przez kobietę jest potrzeba bycia ważną i doświadczania miłości, uczuć, opieki i zainteresowania.

Znacie pewne sytuacje, w których mąż pyta żonkę "kochanie, a może by tak dzisiaj numerek?". Tak się zastanawiam, co kobieta ma sobie pomyśleć wtedy, kiedy ani nie jest napalona, ani jej w głowie seks, bo przecież zajmuje się praniem, sprzątaniem, gotowaniem, pracą ogólnie pojętą?

Przyznam się szczerze, że sam popełniam te błędy hi hi.

Wracając, chodzi o to, że aby kobieta "chciała" trzeba budować napięcie już od rana. Najlepiej stale to napięcie utrzymywać. Mężczyźni lubią flirtować, ale z jakiegoś powodu z własną żoną przestają uskuteczniać takie praktyki. Kobiety przestają uwodzić i koło się zamyka.

Budowanie seksualnej atmosfery daleko przed planowaniem współżycia daje tak dużo, ze kobieta czując się kochana, chętnie się w tej materii otworzy na mężczyznę.

Zaś mężczyzna otwiera się najczęściej poprzez seks. Kiedy kobieta otwiera swoje serce poprzez miłość i oddaje mężczyźnie w "naturze", tak mężczyzna oddaje kobiecie swoje serce w "psychice". Psychika jest tym czymś, o co pragną zawalczyć kobiety, żeby poznać swojego mena. Zwracał na to uwagę Mark gungor.

W małżeństwie są ku temu idealne warunki. To tutaj możemy zacząć rozmowy o seksie i o tym co nam się podoba. To podczas tych rozmów możemy bliżej siebie poznawać i wdrażać nowe elementy wspólnego życia.

Co po za tym?

Znając ten układ, spieszę z wyjaśnieniem, dlaczego tak się dzieje.

Dostaję często pytania od kobiet, w jaki sposób otworzyć swojego męża, aby chciał zwierzać się ze swoich problemów, ale żeby nie trzeba go było zmuszać do tego. Naturalnym elementem małżeństwa jest współżycie seksualne i jesteśmy tak zbudowani, ukształtowani, że warto to wykorzystać.

Nie trzeba walczyć z naturą, tylko dlatego, że mamy błędne przekonania co do prawidłowości życia w małżeństwie, bo na przykład Świadkowie Jehowy czegoś zabraniają, albo ksiądz na ambonie nie wczytał się dokładnie w sferę miłości.

kontynuując rozmowy o seksie chciałbym zobrazować jak to w ogóle działa. Jeżeli mamy dojrzałe osobowości i pojawia się pewien niedosyt w tym, że nagle mężczyzna stał się bardziej zamknięty, to warto zastanowić się nad tym, aby zapewnić mu miłość w łóżku. Tak po prostu.

Zaś mężczyzna chcąc uzyskać od kobiety spełnienie swoich pragnień, powinien najpierw zadbać o jej potrzeby bycia kochaną, adorowaną i komplementowaną. Nie warto zapominać o flircie z tym związanym.

Rozumiemy?

Rozmowy o seksie - kiedy jeszcze się otwieramy na drugą osobę?

Mężczyźni potrzebują spokoju, ciepła i wrażliwości. Kobiety pragną stanowczości, zaradności i zainteresowania jej życiem. Czyż nie jest to wspaniały układ, który dopełnia nasze małżeństwa?

Myślę, że znajomość tych zasad i dbanie o nie, spowoduje wzrost jakości życia i współżycia małżeństw. Warunkiem jest dojrząłe podejście do drugiej osoby a jej potrzeby powinny być ponad potrzebami moimi. Oczywiście są pewne granica w miłości. Nie możemy pozwolić sobie na bycie ofiarą w małżeństwie.

Nie bez znaczenia jest też umiejętność dbania o kobietę w czasie współżycia. Kobieta bardzo to pamięta. Jest to też jeden z tych powodów, dla którego ona ma częściej ochotę. Jeśli seks wygląda tak, że on chce i to wszystko, nie ma szans na poprawienie relacji w tej materii. Mężczyzna sam sobie strzela w stopę.

PS: Bardzo mi pomożesz zostawiając na facebooku! (kliknij)

Kryzys w związku - pytania #1

Kryzys w związku bywa naprawdę uciążliwy. Jest jak kapiąca woda w nieskończoność w jedno i to samo miejsce na ciele, powodując niemiłosierny ból. Jeśli kryzys w związku nie zostanie rozpracowany, to tak jak kornik w drzewie, będzie drążył, wiercił, niszczył aż małżeństwo/związek się rozpadną.

Wiele osób zadaje mi pytania o kryzys w związku. minęło trochę czasu i tym razem postanawiam zebrać je w jedną całość i napisać artykuł zbiorczy.

Kryzys w związku - pytania i odpowiedzi psychologa

Kryzys w związku może dopaść każdą parę i każde małżeństwo. Ośmielę się stwierdzić, że nie ma na świecie pary, która by kryzysu nie przeżyła, a nawet jeśli, to można by je policzyć na palcach jednej ręki. W każdym razie, szukać takich par jest jak ze świecą.

Kolejną sprawą jest też to, że kryzys w związku nie ma jednoznacznie określonego czasu. Można by przytoczyć badania psychologiczne, przeprowadzić i wyciągnąć średnią z tych badań, ale to moim zdaniem nie ma najmniejszego sensu. Zatem rozpatrywając tą sprawę z perspektywy czasowej, mija się z celem, bo żeby zażegnać taki kryzys, potrzebne są umiejętności miękkie.

Czym są umiejętności miękkie?

Takie umiejętności to nic innego, jak zdolność do komunikowania się z innymi ludźmi w taki sposób, aby obie strony były w stanie się zrozumieć. Oczywiście nie kończy się na samej komunikacji werbalnej lub niewerbalnej, ponieważ w grę wchodzą jeszcze przekonania człowieka, doświadczenie, wiedza, otwartość na nowe rozwiązania, pokora. Kryzys w związku zależy od tych czynników, gdy ich nie ma.

Przede wszystkim pokora jest ważna w rozwijaniu swoich umiejętności miękkich. Zwracam na nią uwagę, bowiem można doświadczyć naprawdę ciekawych rozmów, ale są one niczym innym jak jedynie bezproduktywną dyskusją, jeśli nie ma skłonności do porozumienia. 

Pozostaje jeszcze kwestia wybaczania i odpuszczania drugiemu człowiekowi. Jak można zakończyć kryzys w związku jeśli żadna ze stron nie jest w stanie odpuścić drugiej?

Co jest podstawą do zrozumienia kryzysu

Ważną rzeczą, a właściwie podstawą do zrozumienia na czym polega kryzys w związku, jest zrozumienie tego, jak buduje się nowy świat, nowe relacje, nową świadomość, czy też kształtowanie nowej postawy względem czegoś. Chodzi bowiem o to, że aby coś zmienić, musi się coś wydarzyć.

Wydarzenia naszego życia najczęściej prowokują nas do refleksji nad swoim życiem i cudzym. Niestety, zauważam tendencję spadkową do refleksji ze względu na coraz to bardziej wygodne życie i ułatwianie go dzięki różnym przedmiotom. Zaczynamy działać jak zwierzęta (artykuł o myśleniu) bez używania myślenia. Reagujemy na drugiego człowieka emocjami, podczas gdy możemy pomyśleć, zanim coś się zrobi.

Istotne jest to, żeby nie zapominać o posiadanej przez nas takiej funkcji jak - rozsądek, którego nie posiadają zwierzęta

Dlaczego wydarzenia mają wpływ na nas?

W przypadku kryzysu zazwyczaj są to wydarzenia, z którymi człowiek sobie nie radzi i jednocześnie ściera się z postawą drugiej, drogiej sobie osoby. Jak już zaznaczyłem wcześniej, kryzys w związku pojawia się, kiedy zaczynają się zderzać dwa światy dwóch bliskich sobie osób.

Jak już wyżej wspomniałem, reagowanie emocjonalne na drugiego człowieka, często powoduje bezmyślne traktowanie i poniżanie drugiej strony. Im bardziej jedno z drugim walczy o swoje prawa i dobre samopoczucie, tym ostrzejszy jest konflikt.

Dopiero kiedy trafia nas tragedia życiowa, która dostarcza cierpienia, wybudza nas z letargu walki o swoje dobro. Wywołuje pewną refleksję i jeśli uda nam się znaleźć powód tragedii, to pozostaje to zmienić.

Jednak wolelibyśmy tego uniknąć. Żeby to zrobić, trzeba zawsze pamiętać o tym, że uczucia ma też druga osoba i ja mogę mieć kontrolę nad tym co mówię. Znam swojego partnera, dlatego wiem, co mogę a czego nie mówić lub krzyczeć.

Ważna rzecz

Te zderzenia dwóch różnych światów prowadzą do pewnego rodzaju wojny, która de facto kończy się pobojowiskiem psychicznym. Następuje wówczas moment zwątpienia i szukania rozwiązań. Czasami udajemy się po wsparcie do specjalisty psychologa, czasami przejmujemy postawę naszych rozwiedzionych rodziców, czasami przechodzimy do porządku dziennego i przyzwyczajamy się do życia takiego, jakie jest.

Po takim zderzeniu dwóch światów następuje zniszczenie świata obecnego, jaki posiadamy w swojej głowie, naszych przekonań, które dotychczas się sprawdzały a teraz już nie działają, naszych prób, które nagle stały się ością w gardle partnera. Następnie zaczynamy od nowa go budować i tutaj zaczyna się kolejna praca nad związkiem, który jak to nazywam, tworzy się nowy wspólny świat.

Dlaczego kryzys w związku w ogóle się pojawia i czy należy się go bać?

Takich kryzysów może być wiele. One są potrzebne, ponieważ jesteśmy istotami najczęściej działającymi schematycznie, co doprowadza do przeoczenia niuansów, które mogłyby nas uchronić od zawalenia się dotychczasowej relacji w związku z partnerem.

Dlatego nie bójmy się kryzysów, bo są one po to, żebyśmy mogli się rozwijać i wspólnie wzrastać w miłości. Oczywiście, najlepiej byłoby, gdyby tych kryzysów nie przechodzić, jednak takie rzeczy zdarzają się bardzo rzadko. To wymagałoby obustronnej dojrzałości, co w obecnych czasach jest rzadkością.

Przejdźmy wobec tego do pytań:

Kryzys w związku małżeńskim - czy da się przetrwać?

Kryzys w związku jest jak kapiąca woda na kamień. Im więcej jej skapie tym większą dziurę wyrzeźbi, Mówi się też, że cicha woda brzegi rwie.

Jeżeli pytanie dotyczy tego, że czas leczy rany i kryzys w związku przestanie istnieć, to jest to bardzo małe prawdopodobieństwo. Nie wyobrażam sobie takiej mocy, żeby sam czas leczył kryzys. Niestety, kryzys w związku ma to do siebie, że będzie niszczył dotąd, dopóki nie zmienimy biegu rzeki.

Jakie są sposoby zmiany biegu rzeczy i leczenia relacji partnerskich?

Jeśli chodzi o odpowiedź, czy da się go przetrwać, dosłownie się nie da. Trzeba zmieniać zachowania i sposób myślenia, aby to się udało.

Czy warto trwać w relacji, w której mężczyźnie jest ciężko otworzyć się na drugą osobę, zwłaszcza gdy jest się kompletnym przeciwieństwem?

Przede wszystkim trzeba zacząć od pewnej podstawowej rzeczy.

Czy jestem w związku formalnym, nieformalnym i jak mocno dla mnie ważne jest budowanie relacji z drugą osobą?

Niezależnie od tego w jakim jestem związku, pewnej rzeczy nie da się przeskoczyć. Mianowicie chodzi o sposób komunikacji mężczyzn do kobiet i w ogóle. Ja sam jako psycholog i mężczyzna, choć jestem bardzo otwarty na budowanie relacji z ludźmi, potrafię rozmawiać i jestem w stanie się wczuć w drugą osobę, to jednak względem swojej małżonki i bliskich mi osób niekoniecznie za każdym razem chcę się zwierzać z tego co mnie boli.

Z czego to wynika?

Jest to podstawowa różnica, którą obserwujemy w funkcjonowaniu płci. Kobiety są bardziej otwarte i łatwiej im wypowiadać słowa związane z emocjami i przeżywaniem różnych sytuacji, zaś mężczyźni robią to rzadziej, lub wcale.

Wychodząc z tej perspektywy zauważamy, że łatwiej się wprawdzie dogadać z mężczyzną, jeśli nie będziemy wymagać od niego otwarcia się na pewne sprawy was nurtujące (wskazówka dla kobiet). Ponieważ niewiasty potrafią czytać między wierszami, to warto zastanowić się jednak nad formą rozumienia płci przeciwnej.

Podobnie jest z mężczyznami, kiedy nie chcąc się otwierać, albo postanawiając, że w danej chwili nie warto zaprzątać sobie głowy problemami, można przyjąć za punkt odniesienia w relacji to, że lepiej jest nam wysłuchać naszą damę, niż kazać jej zapomnieć o czymś. Najgorsze co możemy zrobić, to dawać jej rady. Jest to ostatnia rzecz, którą kobieta by oczekiwała.

Mówiąc prościej zachęcam mężczyzn do wysłuchiwania kobiet i obserwowania ich, a kobiety do wypowiadania swoich niewypowiedzianych słów, jednocześnie nie wymagając tego samego od partnera. Zdarza się bowiem, że właśnie oczekiwanie tego samego od płci przeciwnej, powoduje większe problemy w relacjach, niż odpuszczenie sobie nacisku na zmianę partnera zachowania.

Gdy przyjdzie czas, mężczyzna sam się otworzy, ale tego wymaga cierpliwość i delikatność kobieca.

Co jest bardziej ciekawszego?

Zwróćcie uwagę, że gdy oboje młodych osób położy się pod rozgwieżdżonym niebem, to rozmowa nie wygląda tak, że zarówno jedno jak i drugie opowiada o swoich emocjach. Konwersacja przebiega zupełnie inaczej.

Przykładowo

Oboje pod rozgwieżdżonym niebem:

K: Jakie piękne te gwiazdy - wzdycha
M: Tak, masz rację - odpowiada chłopak
K: Nie masz czasem wrażenia, że taki stan moglibyśmy przeżywać codziennie? byłoby nam wspaniale, chodzilibyśmy na randki, oglądali niebo. A słuchaj, nawet moglibyśmy pojechać do kina pod niebem? Co Ty na to? To byłoby jak w bajce...
M: Tak, to byłby dobry pomysł.
K: Bo wiesz, kiedyś byłam na takim seansie i powiem szczerze, że to jest coś cudownego. Siedzimy sobie w aucie, mamy otwarte drzwi, a na ścianie wyświetlają romantyczny film. Chciałabym się wtedy przytulić, a nawet moglibyśmy się kochać.

Paradoksalnie tego rodzaju rozmowy są odwrócone płciowo zaraz po zawarciu małżeństwa. Chodzi o to, że to co by wypowiedziała kobieta w powyższym dialogu, powiedziałby mężczyzna po ślubie. Bardzo często dochodzi właśnie do takich sytuacji, ponieważ niewiasta zaczyna postrzegać mężczyznę zupełnie inaczej i jego pomysły stają się nic nie warte, woli pragmatyzm życiowy. Co ciekawe, dalsze koleje losu w związku sprawiają, że staje się on nudny.

Zwrócę jeszcze uwagę na drugą kwestię, która jest często problematyczna w takich sprawach:

Co w przypadku przeciwieństw w związku? Jak to się ma do pojęcia "kryzys w związku"?

Wyjdźmy od pierwotnej decyzji zawarcia małżeństwa z daną osobą. W tamtym czasie sugerujemy się bardziej uczuciami i tym, jak postrzegamy drugiego człowieka. Sprawia nam radość przebywanie z nim i dzięki temu moglibyśmy tak zawsze. Nasze różnice są znikome pod względem wykonywania różnych czynności i spędzania czasu. Wynika to z chęci przypodobania się partnerowi i wypadnięcia w jego oczach jak najlepiej.

Po dłuższy czasie wspólnego mieszkania, slubu, te różnice stają się coraz większe bo uczucia, którymi darzyliśmy partnera, przechodzą w przywiązanie i już nie są tak burzliwe, jak na początku związku. Emocje i hormony szczęścia powodowały, że łatwiej nam było się dopasować i więcej rzeczy wybaczyć, niż obecnie.

Paradoksalnie stwierdzenie "różnic nie do przeżycia" wypowiadają kobiety, których dotknął kryzys w związku. Tutaj powstaje pytanie, czy rzeczywiście zależy nam na partnerze, czy tak naprawdę na swoim dobrym samopoczuciu.

Kocham się w nim

Kojarzysz to powiedzenie? Słuchałem wykładu i sensu tych słów. Wbrew pozorom są one bardzo egoistyczne. Jednakże pułapką jest to, że na początku związku kochając się w kimś, oznacza przeżywanie ogromnej przyjemności z kontaktów z daną osobą. A ponieważ dobrze się z tym kimś czujemy, to nie trudno jest odpuścić i wybaczyć wielu rzeczy.

Różnice

Są one nieuniknione z kilku powodów.

można by naprawdę wiele wymieniać, ale chcę zobrazować, że możliwość poznania człowieka podobnego sobie w wielu kwestiach jest najczęściej granicząca z cudem.

Umiejętności komunikacji

Niezależnie od tego, jak bardzo się różnimy z partnerem, lekarstwem na zatarcie tych różnic są właśnie umiejętności miękkie. Wbrew temu co powiedzą prawnicy o niedopasowaniu się małżeństwa, rozprawiam się z tymi mitami w osobnych artykułach.

Nauka komunikowania swoich uczuć jest podstawą, oraz najważniejszym elementem pozwalającym zażegnać kryzys w związku.

Co jeszcze?

Pozostaje jeszcze kwestia dumy, uprzedzeń oraz odpuszczania.

To ostatnie jest bardzo, a nawet najważniejsze. Bowiem trąci brakiem zaufania, co z kolei zapętla się tym, że nie jesteśmy w stanie wspólnie dopasować się na nowo z partnerem.

Podsumowując

Nikt mnie nie przekona, że różnice są nie do pokonania. Jedynie zgodzę się na to, że w przypadku kultury obcej oraz wyznawanej wiary, jest to bardzo trudne, niejednokrotnie niemożliwe. Wszystko inne, nawet dopasowanie w łóżku, da się naprostować.

Podobnie jest z relacjami z zamkniętym mężczyzną. Nauka życia i relacji z mężczyznami, jest podstawą do zrozumienia prawidłowej relacji z nami mężczyznami. Wówczas będziecie mogli czerpać niesamowite korzyści ze związku.

A czy warto trwać w takiej relacji? Na to pytanie nie dam jednoznacznej odpowiedzi, dlatego, że jestem zdania, iż można wszystko ze sobą powiązać i stworzyć wspólny wspaniały świat. Najważniejsze w tym wszystkim jest chęć zrozumienia drugiej osoby tak, jakby była inną jednostką, która uzupełnia mnie w tym, czego potrzebuję.

Jak uratować związek, gdy partner mówiąc, że kocha, nie chce być razem. Jak poradzić sobie z tym?

W ten sposób postawione pytanie sugeruje dwie rzeczy. Albo kobieta jest już zmęczona szarpaniem się z mężczyzną i chciałaby już odpocząć, albo z powodu tegoż zmęczenia chce ratować związek.

Pragnę podkreślić, że związek to jest chęć bycia razem przez obie osoby.

Od czego zacząć?

Najważniejsze jest zastanowienie się, po co ja tak naprawdę chcę ratować ten związek i w jakim celu chcę być z partnerem?

Myślę, że na to pytanie już jest odpowiedź w tym artykule, który traktuje o głodzie miłości względem drugiej osoby. Jeśli jednak nie znajdzie się odpowiedzi, to polecam artykuł o tym, dlaczego jesteśmy sami i nie możemy znaleźć drugiej osoby do związku?

Chciałbym jeszcze zapytać, czy przypadkiem wcześniejsze doświadczenia nie sprawiły, że pozostałaś kobietą zrnioną? Bo jeśli tak, to warto zastanowić się nad terapią. Cennik znajdziesz tutaj klikając w link.

Dlaczego terapia?

Kryzys w związku nie objawia się dlatego, że partner jest niedojrzały jako jedyny. Zawsze wina leży po obu stronach. Jakby tego było mało, to kobieta konsekwencje męskiej niesubordynacji nosi dłużej ciężej i wymaga wsparcia. Ona przez te sytuacje buduje w sobie mur obronny, który każe jej kontrolować życie wokół niej.

Niestety jest to najważniejszy element terapii kobiet, które do mnie przychodzą. Jak się później okazuje, po rozbicie tego muru obronnego, łatwiej dostrzec zagrożenia, jakie niesie ze sobą obiecujący gruszki na wierzbie mężczyzna, a co ważniejsze lepiej dostrzega drobne sprzeczności w jego zachowaniu tak bardzo rzutujące na przyszłość.

Również kryzys w związku zdaje się być mniejszym zagrożeniem w przyszłości, jeśli kobieta zdobędzie odpowiednią wiedzę na temat mężczyzn. Ona pozwala na dostosowanie się do naszej mentalności i jednocześnie zmniejsza napięcie związane z wymijaniem się w komunikacji wzajemnej.

Czy jest sens ratować taki związek?

Biorąc pod uwagę wcześniejsze akapity, śmiem stwierdzić, że owy mężczyzna nie tyle jest niedojrzały do bycia w związku, co kobieta zainteresowana również. Bycie na siłę z kimś nie wróży nic dobrego.

Tak nawiasem mówiąc, zawsze zalecam, aby to mężczyzna decydował czy jest gotowy na związek dlatego, żeby nie było później sytuacji, w której zostanie oskarżona kobieta o to, że on tego nie chciał. Jest też drugi powód tego zalecenia. Chodzi o to, by nauczyć mężczyznę podejmowania decyzji i jest to też pierwszy krok ku temu, by odpuszczać jeśli coś nie idzie tak, jak tego chcemy.

Po drugie, uczy się wtedy odpowiedzialności za kobietę i rodzinę. Chociaż ta nauka idzie w las. Nie bez powodu istnieją pewne kanony łączenia się dwojga ludzi w pary.

Ostatnią rzeczą, którą chcę poruszyć jest kwestia kontroli, która przewija się przez większość kobiet. Samo pytanie sugeruje, że kobieta chce zawalczyć o to co dla niej jest potrzebne, ale nie dopuszcza do siebie myśli o tym, że chłopak ma inne zdanie na budowanie takiego związku. W obecnym pytaniu dla niego lepiej jest żyć w luźnym związku.

Wartości, którym hołdujesz

Nie odchodź od wartości, któym hołdujesz tylko dlatego, że jakiś przeuroczy miś prosi o to. Wartości, które masz w sercu są najważniejsze i jako takim powinno się oddać cześć. One chronią przed przyszłościowymi dramatami.

Czy to normalne, że myślę o innym mężczyźnie, mając kochającego męża?

Myślę, że każdy z nas ma w sobie chęć podziwu ludzi. Dopóki nie ma przekraczanych granic, które są uważane za flirt, zdradę, emocjonalną zdradę, nie ma się czego bać.

Jeśli któreś z partnerów myśli o innej osobie, jest to naturalne. Warunek jest taki, że jest to jedynie jakiegoś rodzaju podziw i nie ciągnie mnie do tego, by angażować się w bliższe kontakty z innym mężczyzną. To samo się tyczy kobiet.

Kochający mąż

Jeśli jednak mając kochającego męża zastanawiam się nad innym mężczyzną, to dla mnie oznacza to, że w związku małżeńskim wkradła się rutyna.

Brak zmiany miejsca na urlopach, stagnacja w obowiązkach, brak spędzania ze sobą wspólnego czasu, albo tylko znikomy, czy też wymuszony kontakt. Warto usiąść do rozmowy z mężem i zaplanować nową jakość życia, spędzanie czasu i codziennie rozmowy zmieniając wystrój.

To tylko nieliczne elementy, ale gwarantuję, że jakość waszego życia ulegnie poprawie. W przeciwnym wypadku, zanim się obrócicie, nastąpi rychły kryzys w związku,

Dla przykładu polecam artykuł, jak pewna para zachowała chemię w małżeństwie przez wiele lat.

Jak dotrzeć do męża, trzeźwiejącego alkoholika, żeby chciał ze mną rozmawiać o swoich problemach i wspólnym życiu?

Może zapytam inaczej. Po co do niego docierać?

Jeśli mam zamiar go zmieniać na siłę, to się nie uda. Zastanawiam się też, kim jest trzeźwiejący alkoholik? Czy to jest osoba, która po napiciu się, dochodzi do siebie, czy raczej ktoś, kto już jest na terapii i próbuje odnowić swoje życie?

W drugim przypadku miałoby to sens. Ale znów powstaje pytanie, czy przypadkiem nie czuję się nieswojo, jeśli mężczyzna woli to zrobić po swojemu? Pytanie w ten sposób postawione sugeruje mi chęć kontroli mężczyzny po to, żeby zaspokoić swoją ciekawość.

Nie polecam.

Co więc mam zrobić?

Wróćmy do pierwszego pytania o różnice. Jak już wiesz, mężczyzna niechętnie się zwierza ze swoich problemów i jest to moim zdaniem naturalne. Aby jednak wzbudzić chęć u mężczyzny do dzielenia się, warto odpuścić mu, wybaczyć jego błędy oraz starać się być wsparciem w taki sposób, w jaki on tego potrzebuje. Nie w sposób jaki potrzebuje tego sama zainteresowana.

A co w sytuacji, gdzie mężczyzna nie chce się leczyć?

Z pewnością należy unikać usprawiedliwiania człowieka. Jeśli jest to konieczne, warto samej udać się na terapię, żeby nie popełniać błędu, albo mieć wsparcie, które jest potrzebne w walce z taką sytuacją.

Najlepszym rozwiązaniem byłoby wysłać delikwenta na terapię. Jeśli to nie pomaga, pomyśleć o separacji.

Czy dać szansę mężowi, który uderzył jeden, jedyny raz?

Zasada głosi, że gdy mężczyzna uderzył raz, zrobi to ponownie.

Z tego też względy zastanowiłbym się, jakie są tego konsekwencje na przyszłość. Podobnie jest ze zdradami. Gdy dochodzi do jednej, pojawi się następna z dużym prawdopodobieństwem.

Osobiście uważam, że nie może mieć miejsca żadne rękoczyny ani ze strony kobiety, ani ze strony mężczyzny. Chociaż kultura zezwala na pewien rodzaj policzka ze strony kobiety.

Skoro już wydarzyła się taka sytuacja, zachęcałbym do rozmów z partnerem o tym dlaczego tak się zachował. Jeśli jednak nie zna na to odpowiedzi, czyli nie jest świadomy przyczyn takiego zachowania, to warto go wysłać na terapię.

Ja będąc na miejscu kobiety, zostawiłbym człowieka bez żadnych "ale". Podkreślam jednak, jest to moje osobiste zdanie.

Jak zapanować nad złością, wybuchami agresji w związku itp?

Najrozsądniejszym rozwiązaniem byłoby wzięcie udziału w terapii indywidualnej. Wyżej opisałem sytuację zranionej kobiety, która ma pewne mechanizmy obronne. To otoczka, która każe kobiecie bronić swojego serca, żeby nie zostało ponownie zranione i jednocześnie przestaje ufać.

Powodów takiego stanu może być bardzo wiele, dlatego trzeba by się do nich dokopać przy pomocy specjalisty.

Czy mogę sama o to zadbać?

Oczywiście, jednak problem polega na tym, że w takiej sytuacji bardziej prawdopodobne będzie uczenie się behawioralne swoich zachowań. Wygląda to w ten sposób, że widząc co krzywdzi partnera, staram się to zmienić.

Niestety minusem tego sposobu jest brak zrozumienia głębokich przyczyn tych emocji. One wcale nie muszą wynikać z niedoskonałości partnera. Bardziej jestem skłonny upatrywać ich w przeżyciach z przeszłości, które stały się murem obronnym.

Zaznaczam jednak, że tego typu praca jest trudniejsza i bardziej czasochłonna. Jeśli u was już występuje kryzys w związku, a podejrzewam, że tak, to jednak warto rozważyć terapię.

O cenach usług można przeczytać w zakładce cennik.

Jeśli pomogłem Ci, zostaw komentarz na facebooku. (click)