Czy jesteś gotowy na związek?

Po ostatnim wpisie i rozmowie z bliską mi osobą uświadomiłem sobie, że brakuje w sieci wskazówek o tym, jak ocenić własną dojrzałość emocjonalną i gotowość do związku. Podejmę w tym artykule próbę podejścia do tematu, ale zdaję sobie sprawę, że tego typu krótki poradnik może nie spełnić oczekiwań czytelnika, a przede wszystkim moich. Wynika to z faktu, że czytając i jednocześnie będąc osobą niegotową na relację, mogę myśleć inaczej, niż jest faktycznie. Chodzi o to, że osobiście jest trudno ocenić swoją dojrzałość.

Zatem w tym artykule podejmę jedynie próbę nakreślenia tematu, ponieważ treści w sieci jest mało i w dodatku budzą we mnie sporo wątpliwości co do ich przydatności dla samego czytelnika. Chociażby artykuł od ohme.pl pisany na podstawie zagranicznych treści, już budzi we mnie wątpliwość co do spotkania się intencji autora z możliwościami interpretacyjnymi samego czytającego.

Umiejętność komunikacji

O tej umiejętności już pisałem w oddzielnym artykule. Zapewne już wiesz, że jest to umiejętność, która ma dwie strony medalu. Po pierwsze, umiejętność ta w szerokim znaczeniu jest objawem dojrzałości, ponieważ pozwala na stonowany i pełen szacunku dialog. Wynika to z faktu panowania nad swoimi emocjami, co z kolei jest kluczowe do dbania o miłość w związku. Po drugie jest to najważniejsza umiejętność pozwalająca na rozwój związku.

Zrozumienie siebie

Czy znasz motywację każdego swojego działania? Czy gdy decydujesz się powiedzieć komuś "kocham", to nie mówisz tego, bo czujesz pożądanie? Czy gdy idziesz kupić sobie buty albo drogiego smartfona, to jest to podyktowane poczuciem niespełnienia? Czy gdy chcesz mieć dzieci, jest to podyktowane uczuciem samotności, albo tym że Twój mężczyzna nie daje Ci wystarczająco dużo zaangażowania i uwagi? Na te i wiele innych pytań, nawet takich gdy udajesz się do piaskownicy, czy sklepu, warto znać odpowiedź, z jakiego powodu to robisz.

Rozwój osobisty

Zaprzestanie osobistego rozwoju jest niczym innym, jak umieraniem. Psychiczne umieranie nie spowoduje lepszego samopoczucia, ale jedynie stagnację i potrzebę stabilizacji życia. Jest to rodzaj złudnego poczucia szczęścia, bowiem człowiek czuje się wtedy bezpiecznie i nic mu "nie grozi". Nie każdy jest w stanie znieść taki rodzaj funkcjonowania swojego partnera, dlatego tym bardziej niebezpiecznie jest, jeśli się nie rozwijasz. Partner będzie wymagał w wielu sprawach porozumienia, a to już jest powodem do rozwoju.

Trzy etapy dojrzałości do relacji - gotowość do relacji

Etap Pierwszy - dojrzałość dziecięca - egocentryzm

Ten etap charakteryzuje się potrzebą zaufania otoczeniu, bliskim, partnerowi. Człowiek ufa innym osobom tak bardzo, że ciężko jest zrozumieć mu, dlaczego jest wyrządzana krzywda jego osobie. To potrzeba liczenia na innych, że ludzie i bliscy zrozumieją i będą chcieli szanować zainteresowanego. Osoba wyraża wówczas potrzebę, aby przeproszono ją, podziękowano, doceniono, naprawiono szkody. Etap ten mówi tak: kocham Cię, chcę Cię kochać i mam nadzieję, że mnie nie skrzywdzisz.

Słowo klucz: chcę Cię kochać, ma pewne znaczenie. Bowiem w tym etapie dorosła osoba czeka na okazywanie jej miłości. Łatwo odpowiedzieć sobie na pytanie: po czym poznasz, że Cię kocham? Jeśli zadając tej osobie to pytanie, będzie umiała odpowiedzieć i nie będzie to jedno zdanie, to człowiek idzie w dobrym kierunku.

Etap Drugi - dojrzałość osobista

Drugi etap dotyczy samodzielności w relacji. Ma on kilka charakterystycznych cech:

Etap Trzeci - dojrzałość do bycia w relacji - gotowość na związek

Etap ostatni powstaje dopiero po osiągnięciu dojrzałości w drugim etapie. Człowiek otwiera się na budowanie relacji z drugą osobą. W tym momencie szanuje decyzje drugiej strony, a oprócz tego, że potrafi żyć samotnie, potrafi bez oczekiwań dbać o drugą osobę. Nie wymusza, ale prowadzi dialog i w poszanowaniu decyzji partnera decyduje o sobie i o nim tak, aby obojgu dobrze się żyło. Jest gotowy odejść, jeśli partner nie osiągnął tego etapu. Angażuje się i dba o dobrą relację, negocjuje wspólne życie i wyraźnie komunikuje swoje potrzeby tak, żeby to co mówi, było spójne z tym co chce powiedzieć.

Konieczność bycia w relacji?

W artykule o 3 powodach, dla których jesteśmy sami wyjaśniłem dlaczego dzieje się tak, że nie jest się w związku. Warto do niego sięgnąć. Natomiast jeśli istnieje silna potrzeba wejść w relację, najprawdopodobniej będzie ciężko ją utrzymać. Nie bez powodu najlepsze małżeństwa to takie, w których partnerzy poznali się podczas przygody i taką przygodę nadal kontynuują. Chodzi o to, aby z powodu osobistych tęsknot nie doprowadzić do napiętej atmosfery między partnerami. Jeśli jednak samotność traktujesz jako etap przejściowy, czasem zatęsknisz, ale nie jest to determinant Twojego życia, to całkiem możliwe, że jest to jeden z czynników gotowości do wejścia w relację.

Gotowość do rozejścia

Jeżeli bardzo pragniesz być z kimś w związku, najprawdopodobniej będzie Ci trudno zrezygnować z relacji, w której pojawią Ci się "czerwone lampki". Bardzo ważnym elementem dojrzałości do związku jest gotowość do rozejścia się. Czy Twój stan psychiczny pozwala na to, żeby po zawiązaniu relacji odejść, gdy zauważysz rzeczy mające wpływ na relację?

W swojej pracy terapeutycznej zauważam mechanizm nie pozwalający na odejście, kiedy granice osoby są przekraczane w niewytłumaczalny sposób. Taka sytuacja jest nie tylko bardzo niebezpieczna dla relacji, jak też dla samej jednostki zaangażowanej.

Czy lęk nie blokuje mnie przed zerwaniem relacji?

Istotną kwestią jest zrozumienie tutaj słowa "relacja". Zdaję sobie sprawę z tego, że wpływ zachowania partnera na osobę jest znaczący, toteż należy zwrócić uwagę na relację. Ocena relacji z perspektywy swojej osoby może być trudna, dlatego też warto spotkać się z kimś mądrzejszym, żeby o tym mówić.

Pytania, które zadaliście mi w grupie facebookowej:

Czy "on" okaże się socjopatą/psychopatą?

Wątpliwości natury drugiej osoby, czy przypadkiem nie okaże się socjopatą, narcyzem, psychopatą, rozważam z perspektywy umiejętności stawiania granic. Co by się stało, gdyby ogrodzenie naszej działki było niekompletne? Nie tylko łatwiej złodziejowi wejść w nasz teren, ale także i pies, kot będą miały możliwość zostawić swoją kupę. Nie widzę większego sensu zastanawiania się, z kim człowiek ma do czynienia, ponieważ z reguły narcyzów i psychopatów bardzo trudno jest odróżnić na pierwszy rzut oka. Łatwiej ich przefiltrować poprzez konsekwentne stawianie granic. Oni samy odejdą. Trzeba sobie tylko zadać pytanie, czy jestem gotowy na to, aby odszedł?

Więcej w tym temacie opisywałem w artykule o tym, w jaki sposób nie dać się wykorzystywać przez partnera. Gorąco zachęcam do przeczytania tego artykułu. W niniejszym temacie skupiam się na osobistej dojrzałości i chciałbym przekazać podstawy.

Zwróć uwagę, że za tym pytaniem stoi lęk. W tej sytuacji będzie trudno podejść do budowania relacji w sposób zdrowy. Dlatego, że lęk ma zupełnie inne zadanie, niż pojawiający się w sytuacji, która dopiero ma nadejść. On podpowiada dosłownie to, co miało miejsce i teraz należałoby spojrzeć na to z perspektywy logiki i ewentualnego przygotowania się na potencjalnie trudną relację. Można by stwierdzić, że gdy doświadczasz lęku, to faktycznie jeszcze nie jesteś gotowy na zawarcie relacji, żeby z powodów emocjonalnych nie doprowadzić do spięć.

Czy jesteś podatny na wykorzystanie?

Zawsze, jeśli trudno jest postawić granice, ryzyko bycia wykorzystanym zwiększa się. Podobnie w stanach emocjonalnych depresyjnych, pretensjonalnych, poczucia krzywdy. Jeśli doświadczam tego typu nastrojów, podejrzliwości, depresyjności, lęku przed zranieniem, poczucia niesprawiedliwości, także ryzyko bycia wykorzystanym jest większe. A przy tym jakość związku maleje.

Boję się być zranioną, co dalej?

Tytuł dotyczy nie tylko kobiet, bo mężczyzn także. Wielu z mężczyzn nieświadomie ucieka przed bliskością, chociażby do spotkań z "kumplami", częste wyjścia na piwo, wyjazdy hobbystycznie itd. Warto przyglądać się temu co czuję i czy w moim przypadku taki lęk występuje. Jeśli go zauważysz, polecam porozmawiać z dobrym psychoterapeutą i zacząć nad nim pracę, jak również nad innymi kwestiami osobistego życia.

Czy potrafię się zaangażować?

Każdy na początku relacji jest zaangażowany. Pytanie, czy z upływem czasu zaangażowanie maleje? Tak, najczęściej maleje i jest to nieświadome. Zadać warto pytanie, czy jestem na tyle świadomy i zdeterminowany, żeby to moje zaangażowanie trwało i nie malało. Niemalże w każdym związku przychodzi ten moment konsternacji, kiedy partner zaszywa się w swoich schematach i zmienia swoje oblicze diametralnie.

Zaangażowanie kosztuje człowieka. A ponieważ zakochanie (hormony) sprawia, że człowiek działa tak, jakby zażył amfetaminę (działanie na pełnych obrotach niemal w każdej sferze życia), to trudno jest ocenić właściwy poziom zaangażowania z jakim przyjdzie mi żyć za parę miesięcy. Tutaj przychodzi z pomocą wyżej opisana komunikacja międzyludzka.

Gdzie jest granica podczas zaangażowania w związek?

Niedostateczne zaangażowanie, jak też zbyt silne (matkowanie, tatusiowanie) powoduje zaburzenie struktury relacyjnej w związku. Niemal natychmiast relacja staje się jednostronna i co gorsza, nieświadomie możemy uczyć swoich partnerów takiej postawy. Nie oszukujmy się, że obecne czasy i kolejne pokolenia będą miały coraz większe trudności w rozumieniu siebie i innych ludzi.

Przykładem niedostatecznego zaangażowania może być:

Przykładami zbytniego zaangażowania mogą być:

Co z moimi schematami rodzinnymi?

Temat jest dość szeroki i rozległy, pisałem o tym w czasopiśmie Charaktery. Rzeczywiście schematy, które nauczyliśmy się z rodziny pokolenia pozostają z nami. Warto przypomnieć sobie, jak funkcjonowaliśmy. Najlepiej jednak rozpocząć terapię jeśli nie mamy pewności co do prawidłowych schematów. I nie dlatego, że z nami jest coś nie tak, ale dla samego siebie, żeby poznać swoje motywy działania i dlaczego one powstały. Niestety schematy są najczęściej nieświadomie ugruntowane w naszych głowach i jeśli nie poprzyglądamy się sobie, to ich nie zauważymy. Takie przyglądanie się sobie najbezpieczniej zrobić z psychoterapeutą, który ma ugruntowany i dobry system wartości. Osobiście spotkałem się z terapeutą, który o ile był przesympatycznym człowiekiem, to poczułem, że życie duchowe nie jest tak bardzo istotne. Dobrze, gdyby terapeuta jednak nie ignorował tej sfery i również się zajął tą sprawą. Jeśli jesteś chrześcijaninem, to oprócz terapeuty warto poszukać kierownika duchowego.

Podsumowanie

Miej drogi czytelniku na uwadze, że jest to jedynie próba wskazania do tego, jak ocenić swoją dojrzałość. Być może w przyszłości popełnię bardziej szczegółowe podejście do tematu, ale czytając ten artykuł zwróć uwagę na poszczególne kwestie opisane pod każdym rozdziałem. Te wszystkie aspekty zazębiają się ze sobą, dlatego jeśli masz podejrzenie po przeczytaniu, że możesz mieć trudności w relacji, to rozważ psychoterapię, po prostu dla swojego rozwoju.

Czy wina zawsze leży po obu stronach? Rozpad małżeństwa.

W sieci od pewnego momentu zawrzało na słowa o tym, że winą za rozpad małżeństwa obarcza się obie strony. Rzeczywiście, wielu psychologów w pewnym momencie zaczęło o tym mówić głośno i przez jakiś czas. Nawet po dzień dzisiejszy panuje przekonanie o współwinie małżonków, partnerów. Po części warto przeczytać artykuł o konsekwencjach życia z osobą zaburzoną, a dzisiaj podejmę próbę opisania problematyki związanej z winą za rozpad związku.

Zapraszam.

Historie, które zapadły mi w pamięć.

Wyobraźmy sobie sytuację, w której związujesz się z mężczyzną a Twój związek kwitnie. Masz wrażenie, że cały świat kładzie Ci kwiaty pod Twoje stopy, bo przecież zakochanie ma swój urok. Po kilku miesiącach zachodzisz w ciążę i udajesz się do partnera oznajmić mu nowinę. Jesteś szczęśliwa, podekscytowana i wierzysz, że partner weźmie Ciebie w objęcia i ucałuje. Stajesz naprzeciw niego i opowiadasz mu, co się wydarzyło.

Partner stoi jak wryty. Zadaje Ci pytanie, czy to prawda? Gdy potwierdzasz, on Ci oznajmia, że jesteś dz*wką. Towarzyszy Ci szok, niedowierzanie, poczucie krzywdy. Nie wiesz co masz mu odpowiedzieć, więc milczysz.

Innym razem, pewien mężczyzna trwając w związku, stale słyszy krytykę. O ile na początku związku wszystko układało się dobrze, to po zawarciu małżeństwa i urodzeniu dziecka, nagle jakby w kobietę demon wstąpił. Mężczyzna z niedowierzaniem i pewnym poczucie straty stara się pomóc, ale z czasem jest tylko coraz gorzej. Gorzej do tego stopnia, że emocjonalnie nie radzi sobie już z krytyką, wypominaniem i zaczyna myśleć o zdradzie w związku. Wszystkiego też musiał się domyślać.

Na poczet kolejnej historii przywołajmy imię kobiety: Ania. Ania poznaje mężczyznę, z którym jej się świetnie układa. Jest romantyczny, raz na jakiś czas zabiera ją do hotelu, potem wraca do pracy, bo jak sam twierdzi, jeździ w delegacje. Ania się przyzwyczaja. Myśli, że jest to normalne. Po ślubie wychodzą na jaw kontakty seksualne mężczyzny z innymi kobietami. Ania jest w szoku, nie wie co ma zrobić. On jej zaprzecza i tworzy otoczkę niewinnego. Gdy Ania pokazuje mu twarde dowody, bądź zeznania innych kobiet, mężczyzna obracając kota ogonem twierdzi, że wymyśla i jest idiotką. A tak w ogóle, to nie powinna wierzyć jakimś tam ludziom. Tylko nie przyszło jej do głowy, że na wstępnym etapie związku, podczas gdy mężczyzna znikał w delegacje, nie było z nim kontaktu. Żadnego, kontaktu...

Pewna dziewczyna poznała mężczyznę, o którym wiedziała, że ma problem z alkoholem. Przez dziewięć lat, gdy umówili się, że nie będzie pił, poza imprezami wszystko było dobrze. Teraz jest alkoholikiem i kobieta pyta, co ma zrobić, ponieważ jak ją poniżał po wypiciu, tak teraz znacznie częściej to robi. Również dochodzi do rękoczynów.

Inna historia, która zapadła mi w pamięć, to historia kobiety jeszcze z początku mojej pracy terapeutycznej. Za namową swojego kolegi, kobieta zgłosiła się do mnie po wsparcie. Nie chciała brać rozwodu, ponieważ dopiero była po ślubie już kilka miesięcy. W dniu ślubu, jej luby zamiast pójść z nią dopełnić rytuału małżeńskiego, poszedł grać w gry komputerowe i kolokwialnie mówiąc, tak został.

Ostatnio coraz częściej zgłaszają się do mnie kobiety z zapytaniem o to, co mają robić, ponieważ mężczyźni nie mają ochoty na współżycie z nią. Niektórzy z ich partnerów zgadzają się na terapię. Jak się okazuje, w tej sferze najczęstszą przyczyną takiego stanu rzeczy, którą odkrywamy w moim gabinecie, jest uzależnienie od pornografii.

Rozkład win w relacji

Kłótnie w związku są częste. Są też nieodłącznym elementem narastającego napięcia emocjonalnego w relacji w każdym z partnerów. Nie oszukujmy się, jeśli jeden z partnerów jest spokojny, to drugi kłóci się jedynie sam ze sobą. A powyższych historii mogę mnożyć w nieskończoność. W samej grupie facebookowej, którą prowadzę, takich historii jest cała masa.

Podobnie w gabinecie podczas rozmów z klientami indywidualnie i parami małżeńskimi da się zauważyć nierówny rozkład winy. Chociażby świeże doświadczenia z parą małżeńską w ostatnim czasie przywołują mi na myśl, kiedy mężczyzna przechodził u mnie terapię z powodu fizycznej agresji wobec żony. Na uwagę zasługuje fakt, że podczas wielu terapii małżeńskich nie daje się rozłożyć uwagi po równo w czasie dla obu partnerów. Bardzo często jeden z partnerów dostaje więcej atencji.

Czy łatwo jest rozsądzić o winie?

Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze wartości indywidualne każdej z osób. Pomyślmy, jaką winę ponosi za rozpad małżeństwa mężczyzna zdradzający, a jaką winę ponosi mężczyzna zdradzający krytykującą kobietę? W świetle prawa można by powiedzieć, że jedynie mężczyzna. W świetle konfliktów oboje, ale czy aby na pewno tak jest?

System wartości jest dosyć trwałym i skutecznym systemem rozsądzania o winie. Mężczyzna zdradzający poniesie tego konsekwencje w świetle prawa czy innych zasad społecznych, a w tej samej sytuacji kobieta pozostanie niewinna. Z jednej strony zrozumiałe jest to, a zdrada jest czynem niewspółmiernie adekwatnym do atmosfery i zazwyczaj wynika z pewnej niedojrzałości. Podobnie jak ciągła krytyka kobiety wobec męża, również jest pewną formą niedojrzałej komunikacji.

Jak to niektórzy mówią:

Bądź mądry i pisz wiersze!

Co warto wiedzieć, gdy mówimy o rozłożeniu winy?

Psycholodzy zwracają szczególną uwagę na cyrkularność relacji, a nie na pozyskanie, czy wyłuszczenie winy z jednej ze strony. W terapiach małżeńskich unika się winnego z powodu ryzyka niepowodzenia terapii. Przyjęcie założenia, że wina leży po obu stronach, jest pewnym uproszczeniem i skrótem myślowym. Ma na celu doprowadzić do złagodzenia konfliktu, czyli nie doprowadzić do jego eskalacji.

Inaczej sprawa ma się, gdy mówimy o nierównowadze emocjonalnej w związku. Ta zazwyczaj występuje w większości małżeństwach, a ich rozwiązanie zależy już od dojrzałości komunikacyjnej i determinacji członków związku. Jednak gdy dochodzi do rozpadu małżeństwa, warto to głośno powiedzieć, że nie zawsze wina leży po obu stronach. Popatrzmy na klasyczny przykład takiej sprawy:

Narcyz i ofiara przemocy domowej

W powyższym tytułowym układzie śmiało można powiedzieć, że wina leży po stronie narcyza. Owinie sobie ofiarę wokół palca i dramaturgia życiowa ofiary jest gotowa. Niestety taki układ sił trwa bardzo często latami, a ofiara ma poczucie winy, że kiedyś zdecydowała się odejść od narcyza. Jednak, czy ktoś był w stanie zdiagnozować narcyza? Nawet w próbie terapii indywidualnej to się nie udaje z uwagi na specyfikę tego zaburzenia i często pozostają jedynie domysły.

Podobnie jest z psychopatą. Dlaczego przywołałem ofiarę przemocy domowej? Osoby po traumach z dzieciństwa mają większą szansę uwikłać się tak trudne relacje. Czy to będą osoby DDD, DDA, z depresjami, czy innymi przypadłościami, to zawsze ryzyko wejścia w trudną relację się większe.

Dojrzałość osobista

W tym artykule opowiadam skąd się bierze dojrzałość człowieka i jak jej szukać, a teraz powiem kilka słów, o co chodzi z tą dojrzałości i konfliktowością w rozkładzie winy. Myślę, że warto wspomnieć o kilku kluczowych korzyściach płynących z osobistej dojrzałości:

Są to rzeczy, które przychodzą mi do głowy na już, a po głębszym zastanowieniu, z pewnością znajdziemy tego znacznie więcej.

Dodam jeszcze, że przy dojrzałości osobistej dużo łatwiej zauważyć skalę winy za czyny w relacji. Osoby dojrzałe dosyć szybko połapują się w relacjach i wstępnej ich toksyczności.

Podsumowując

Układ sił praktycznie zawsze jest nierówny w relacji. Podobnie rozłożenie obowiązków jest nierówne i poczucie sprawiedliwości emocjonalnej ma zupełnie inny wymiar, niż sprawiedliwość według zasług, prawa, czy innego tworu filozofów.

Niektóre zachowania można odnieść do systemu wartości, a co za tym idzie, osoba taka powinna ponieść konsekwencje i nie jest ważna skala konfliktu między partnerami. Wymaga tego dojrzałość, aby patrzeć na relację, nie na zemstę.

Nowy związek po rozstaniu - kiedy i czy warto?

Doświadczenie straty partnera, być może bolesnego związku i licznych traum zapewne każe nam czekać, aż się w głowie i sercu poukłada, zanim wejdziemy w nową relację. W tym wpisie powiem, wam dlaczego to jest mit i o co chodzi w tym stwierdzeniu.

Zanim wejdziesz w nowy związek po rozstaniu

Nie znam osoby, ani psychologa, który twierdziłby inaczej do “nie wchodź w nowy związek po rozstaniu, zanim nie ułożysz sobie starej relacji”. Osobiście śmiem się z tym nie zgodzić i za chwilę dowiesz się, dlaczego tak ludzie mówią oraz co w mojej ocenie jest powodem takiego przekonania. 

Oczywiście, utrata partnera/partnerki wiąże się z przeżywaniem żałoby, pewnymi ranami, być może nabraniem nawyków po poprzednim związku. Jest to jeden z powodów twierdzenia, jakoby miało się nie wchodzić w nową relację po rozstaniu. Jednak w jaki sposób osoba, która nie jest świadoma tych zmian, miałaby sobie to poukładać? Czyżby każdy, kto traci związek powinien udać się do psychologa? To byłby absurd.

Z drugiej zaś strony znacie powiedzenie, że każdy z nas staje się wypadkową pięciu osób, z którymi najczęściej przebywa? Czy to oznacza, że ponieważ “nie mam własnego zdania”, powinienem konsultować każdą rzecz z psychologiem? - absurd.

A nawet gdyby tak miało być, to nie każdy z “nas” psychologów zna się tak dobrze na sprawach związkowych i psychice, jak to sama nazwa sugeruje. 

Psychologia jest podzielona na bardzo wiele obszarów i nie dalibyśmy rady (specjaliści w danej dziedzinie) obsłużyć każdego skutecznie.

Mam nadzieję, że tym akapitem rozbiłem Ci przekonanie, że za wszelką cenę musisz się ze starego związku “leczyć”. W mojej ocenie, wystarczy, że przejdziesz żałobę. Jeśli jednak ona nie jest silna, to nie widzę przeszkód. Basta.

Po czym poznać, że powinnam uważać?

Powiedziałbym, że problem leży gdzieś indziej, niż strata partnera. Zwróć uwagę, czy Twoje związki rozpadają się w podobny sposób? Jeśli co najmniej 2 związki z rzędu, no, w ostateczności już 3 związki się rozpadają, wtedy polecam się zastanowić, czy coś tu nie gra? Jaki jest powód ich rozpadów i czy znów wybieram podobnych ludzi do związku?

Tutaj jest klucz do rozwiązania problemu rozpadających się związków. Nie widzę przyczyny rozpadającej się nowej relacji w tym, że miesiąc temu mój związek się rozpadł. Powiem więcej - nawet gdy jeszcze moje uczucia lgną do starego partnera, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby spotykać się z nowym. W końcu gdzieś uczucia mogę ulokować?

W mojej ocenie nie jest problemem lokowanie uczuć, ale w tym kogo wybieram i dlaczego. Nad tym najlepiej jest się zastanawiać. Wynika to z tego, w jaki sposób podejmuję decyzje, a o tym pisałem tutaj.

Mit czekania na nowy związek

Chyba nie chcesz stracić szansy na budowanie związku, prawda?

Zatem nie czekaj,
Nie zwlekaj,
Nie lokuj uczuć bezmyślnie,
Złap dystans do siebie,
Naucz się swoich emocji,
Nasyć swój głód miłości.

Jednym słowem nie daj się zwariować poszukiwaniem nowej osoby. Potraktuj ten temat jak każdy inny. Jeśli chcesz wybrać buty, to zapewne sprawdzisz je pod kątem wygody, lekkości, praktyki i celu w jakim je kupujesz. 

Jeśli chcesz wybrać garnitur, zapewne sprawdzasz jak on na tobie wygląda, czy jest lekki, czy jest gnący się, do jakich celów ma służyć. Podobnie i tutaj, pomyśl, jakie cele chcesz osiągać w związku i czego od niego oczekujesz (szeroko ten temat omawiam na konsultacjach ucząc wielu kwestii), a następnie szukaj partnera. 

Zatem, nie ma to znaczenia, czy i kiedy straciłaś partnera, ale ma znaczenie, co z tym teraz zrobisz.

Recepta na rozpad związku

Pewien mężczyzna zobaczył swoją partnerkę na imprezie jej znajomych w pozycji, gdzie pochylając się nad nią pewien gość szeptał jej do ucha. Bohater podszedł, spojrzał w oczy intruzowi i natychmiast się zagotował ze złości. Na nic zdały się Jej tłumaczenia, że to tylko impreza, że to tylko znajomy, że ona go nadal kocha. Ważne było to, że poczuł się dotknięty. Zerwał z nią…

Do dzisiaj ich relacja jest w zawieszeniu, jakby w próżni, z której oboje nie potrafią się wydostać. On wybaczyć, ona odpuścić, on otworzyć przed nią, a ona przed nim. Z lęku nie potrafią się porozumieć. On bo boi się odrzucenia, ona bo boi się samotności.

Jeśli miałbym stworzyć receptę na rozpadający się związek, wyglądałaby ona tak:

  1. Szklanka niedogotowanej wody czasu (szybkie zamieszkanie ze sobą)
  2. Wlewamy stołową łyżkę octu przewrażliwienia
  3. Dodajemy do tego 50gram soli lęku
  4. Wsypujemy 20 dekagramów cukru zakochania
  5. Oraz mieszamy zawartość koniecznie dodając oleju oczekiwań

To wystarczy, aby z naszych ust i ciała zaczęły się wydobywać niekontrolowane odruchy. Sama receptura w rzeczywistym świecie  nie ma racji bytu. Wymieszanie podanych składników w kubku zapewne wzbudza mieszane uczucia, jeśli byśmy chcieli tego skosztować. Jednak w ten sposób wyobrażam sobie uczucia towarzyszące wielu parom.

A teraz spójrzmy na receptę na nieudany związek, którą opisuję powyżej i omówmy ją:

Znasz to powiedzenie, że „nie samą miłością człowiek żyje”?

Szklanka niedogotowanej wody czasu.

Przytoczona metafora może się wydawać dziwna, ale nie stanowi zdziwienia, jeśli wyobrazisz sobie taki obraz:

Jesteś świeżo upieczonym studentem medycyny. Dopiero co zdobyłeś wiedzę z zakresu chirurgii i obroniłeś się na studiach. Jesteś pełen szczęścia i zachwycony tym, że pierwszy etap jest za Tobą, aby stać się porządnym lekarzem. Pomijając całą specyfikę prawną i procedury dojścia do tytułu doktora (jakby to zwyczajnie nie istniało), postanawiasz zatrudnić się w szpitalu, bo stwierdzasz, że uczucie do tej dyscypliny wystarczy Tobie. Po kilku dniach trafiasz do stołu operacyjnego, by zrobić przeszczep serca.

Nie trudno sobie wyobrazić umiejętności takiego chirurga i emocje. Podobnie jest z zamieszkaniem razem na zbyt wczesnym etapie. Jeszcze nie „zagotowałeś” w sobie odpowiednich umiejętności do bycia z osobą zupełnie różną, a już chcesz stawiać dom. Fundamentów nie ma, ale jest uczucie.

W procesie terapeutycznym praktycznie zawsze dominuje lęk. Ma on bardzo różne postaci i co najważniejsze - działa z ukrycia. Lęk pojawia się zwykle tam, gdzie chodzi o pewien rodzaj egoizmu.

Czas nam potrzebny, żeby się bliżej poznać ma ogromne znaczenie. W procesie poznawania się na początku znajomości bazujemy na surowej wodzie pełnej cukru. Jest smaczna, ponieważ jest posłodzona uczuciem. Jednak wypicie jej może nam zaszkodzić w wielu przypadkach.

Klienci, którzy do mnie przychodzą na terapię to w większości osoby, które podjęły decyzję o wspólnym zamieszkaniu ze sobą już po kilku miesiącach znajomości. Nie mają „potwierdzenia” swoich umiejętności w postaci dogadywania się, bo „cukier” zagłusza nieprzyjemny smak wody – wody surowej i pełnej (być może) niechcianych mikroorganizmów.

Bardzo łatwo jest wtedy przyjąć postawę, że skoro smakuje, to mi nie zaszkodzi. Jest mi przyjemnie, dlatego nie muszę się niczym obecnie martwić. Problem pojawia się wtedy, kiedy cukier przestaje spełniać swoją funkcję. Organizm się przyzwyczaił, głowa się przyzwyczaja i zaczyna dostrzegać wady surowej wody, a co ważniejsze, ta woda zaczyna już doskwierać.

Znaleźliśmy się wówczas w kropce.

Surowa woda

Brak umiejętności komunikacji nazywam surową wodą. To szeroko zakrojone pojęcie ma bardzo wiele znaczeń i wymaga również uważności. Jeśli miałbym ocenić na podstawie surowej wody, czy ona nadaje się do spożycia, to najpierw sprawdziłbym jej źródło, a potem na wszelki wypadek zagotował. Zagotowałbym tak, jak to wygląda w czajniku, aż porządnie zaparuje.

Chodzi o to, by ta woda była gotowa do stworzenia zdrowego napoju miłości. Bez umiejętności komunikacji każda para przestaje ze sobą żyć. I nie ma tutaj znaczenia, czy zostają ze sobą jak współlokatorzy, czy rozstają się na zawsze. Tą umiejętność muszą posiadać obie strony.

Ocet przewrażliwienia

Myślę, że to dość odważny zabieg, ale już wyjaśniam o co chodzi. Ocet nie należy do przyjemnych zapachów. W pewnych recepturach może nadawać smaku, ale jeśli jest jego przesadnie dużo, to bywa nieprzyjemny.

Przewrażliwienie człowieka kojarzy mi się bardziej z przesadną wrażliwością na zranienie i reagowaniem obronnym. Wysoko wrażliwe osoby są bardziej skłonne rozmawiać o swoich uczuciach, a osoby przewrażliwione reagują przesadnie i czują się głęboko dotknięte nawet w sytuacjach nie do końca o jednoznacznych złych intencjach. Mówiąc prościej, osoby przewrażliwione reagują agresją, bo nie chcą czuć się ranione.

Takie przewrażliwienie skrywa głęboko lęk (często). I tutaj przechodzimy do soli lęku.

Sól lęku

Dlaczego sól lęku? Sól jest dosyć ciekawą przyprawą, ponieważ jest często używana. Człowiek również często doświadcza lęku. I teraz jeśli lęk bywa silny i my o nim nie wiemy, to nie trudno wyobrazić sobie jak by smakowała potrawa. Nagłe zjedzenie przesolonego posiłku skutkuje natychmiastową reakcją odrzuceniową tegoż pokarmu.

Jeśli doświadczę lęku i jest on nieświadomy, to każda osoba, która wywoła we mnie lęk, zostanie przeze mnie odrzucana na różny sposób. Niekiedy potrafimy przeklinać tą potrawę, niekiedy możemy obwiniać siebie za przesolenie, a czasami zwyczajnie wyrzucimy ją do kosza.

Cukier zakochania

Cukier jest określany jako biała śmierć, a to głównie z powodu tego, że nie tylko jest uzależniający, ale również powoduje fatalne skutki zdrowotne w nadmiarze. I teraz wyobraź sobie, że spożywając cukier, chcąc go coraz więcej i więcej, nie pracując jednocześnie nad swoim ciałem, stajemy się otyli.

A z otyłości już prosta droga do zaburzeń układu krążenia, cukrzycy, słabych kości, oraz innych współistniejących i rozwijających się przy tym chorób.

Wyobrażam sobie, że osłodzenie swojego życia miłością i ciągłym jej żądaniem wywołuje określony skutki. Stajemy się łasi i pragnący jej coraz więcej, jednocześnie uzależniając się od niej i co gorsza, dotychczasowa dawka cukru zakochania nam przestaje wystarczać. A skoro przestaje nam wystarczać, to zapominam o pracy nad sobą, a zaczynam wymagać coraz więcej od partnera.

Pojawiają się współuzależnienia, choroby złości, zazdrości, wymagań, oczekiwań, a nasz wzrok - jak to bywa w cukrzycy - zaczyna się psuć i potrzeby naszego partnera zostają przedkładane pod moje. Jednym słowem, stając się żądnym pięknej miłości i owego zakochania stwierdzam, że albo mój związek się rozpadł już, bo nic mi nie wychodzi z tą osobą, albo zaczynam coraz bardziej naciskać, na dostarczenie mi więcej cukru.

Jednym słowem – biała śmierć dla związku.

Olej oczekiwań

Ostatni składnik w postaci oleju oczekiwań jest dosyć prosty. Olej jest tłusty. Chcemy aby partner spełnił nasze oczekiwania, ponieważ czegoś mi brakuje. Jeśli dodamy powyższe składniki powstaje taki nieznośny stan emocjonalny, w którym oczekiwania są gwoździem do trumny. Potrawa staje się tak bardzo nienośna, że można nią jedynie zwymiotować.

I z taką pogardą związek rozpada się z hukiem.

Toksyczny związek

Toksyczny związek jest ostatnio coraz częściej spotykany. Pacjenci w tych związkach także różni się zdarzają. Czasami przychodzą do mnie ludzie, którzy nie radzą sobie z toksycznym partnerem, a czasami toksyczni partnerzy proszą o to, by pomóc im odzyskać kobietę/mężczyznę. W drugim przypadku występują często tematy zastępcze do prawdziwego problemu.

Nie będę Ci przedstawiał krok po kroku, jak na chemii, czy w medycynie, jakie są objawy, przyczyny, skutki wejścia w toksyczny związek. Pozwól, że zaproszę Cię do historii, która w pewien sposób daje się dopasować do wielu sytuacji. Na pewno znajdziesz coś dla siebie. Wczytaj się uważnie, bo nie wiem tego, ale może to Ty należysz do osób, które tworzą toksyczną relację, albo rzeczywiście masz do czynienia z toksycznym partnerem?

Toksyczny związek - bomba organiczna

Monika była radosną dziewczyną o urodzie wpisującej się w kanon istniejącej wówczas mody. Była pełna ambicji, chciała spełniać swoje marzenia. Na pierwszy rzut oka wrażliwa, uśmiechnięta, dając się poznać jako dusza towarzystwa. Nieprzeciętna uroda dawała jej się trochę we znaki, bowiem sporo adoratorów się wokół niej kręciło. A i dziewczyny lubiły z nią przebywać. Monika sprawiała, że inne kobiety czuły się solidarne z nią.

Tancerka mająca bardzo bogate życie, ambitna, szczera, uśmiechnięta i radosna. Lubiana przez wszystkich w około i pewna siebie kobieta. Jej marzeniem zawsze był taniec. Obecnie sprawia jej tyle radości, że wiele osób mogłoby jej pozazdrościć. Zdobywa nagrody w konkursach tanecznych, jest zapraszana na gale. Mówiąc prościej zawsze chciała być inspiracją dla mężczyzny.

Jej celem było założenie kochającej rodziny i spełnianie się jako tancerka. Chciała być szczęśliwa, jak każdy inny wydaje się człowiek wokół niej. Często przesiadywała na ławce w parku przypatrując się innym parom i zastanawiając się, jakby to było, gdyby czuła się kochana, gdyby miała kogoś przy boku. Z pewnością kwitła by jeszcze mocniej! Przynajmniej tak jej się wydawało.Jeśli pojawia się niekontrolowane pragnienie miłości, jest to znak, że trzeba się zastanowić nad tym. Czy masz odpowiednie poczucie własnej wartości?

Cofnijmy się jednak w czasie...

Toksyczny związek, przyczyny, sygnały

Monika dorastała w atmosferze nerwowości. Często spotykała się ze znajomymi tylko po to, by nie słuchać narzekającego ojca i toksycznej matki. Doskonale wiedziała, kim nie chciała się stać, dlatego wbrew naciskom rodziców starała się iść swoją drogą. Przez co mało czasu spędzała w domu. Szukała ciepła tam, gdzie mogła je dostać. Nie chciała przesiąknąć tą toksycznością swojej matki. Zawsze pragnęła, by  jej ojciec chciał być mężem i ojcem. Chciała aby ją przytulił, ale wiecznie gdzieś znikał. A jeśli był w domu, to tylko gapił się w telewizor. Tęskniła za czułą miłością swojego ojca i matki.

Z powodu wypadów córki z domu, matka jej ciągle powtarzała, jak bardzo jest niewdzięczna. Na ojca nie może liczyć, a z niej to już w ogóle nic nie wyrośnie. Każdego dnia Monika słyszała, jak matka twierdzi, że jej jedyna córka jest do niczego. Błędne koło kontroli córki. Matka kontrolując córkę sprawiała, że ona ucieka z domu. A ponieważ córki nie ma z matką, próbowała wywoływać w niej poczucie winy, jak się później okaże z powodzeniem...

Wsparcia w ojcu nie miała, ponieważ nie potrafił się przeciwstawić tyranii emocjonalnej swojej żony. Nie tylko dał się zawładnąć żonie, ale też był wobec niej posłuszny. Można powiedzieć, że stał się uległy jak tresowany pies. Myślał, że tak jest dobrze. Przecież on ją kochał. Robił wszystko, by matka jego córki była zadowolona. Niestety do czasu, kiedy ojciec zrozumiał, że jest nieszczęśliwy, nie wiedząc co ze sobą zrobić usiadł przed telewizorem, który stał się jego azylem. Bał się kobiety.

Toksyczne relacje

Matka coraz bardziej naciskała na niego. Chciała kontrolować życie swojej córki i ojca. Musiało być tak jak ona tego chce. Nie ważne było, czy miała rację czy nie. Chciała przelać swoją miłość na wszystkich, a raczej domagała się jej od najbliższych. Nie miała łatwego dzieciństwa. Gdzieś po drodze straciła kontakt ze sobą. Nauczyła się radzić ze swoimi emocjami w sposób kontrolujący córkę i ojca.

Zarówno ojciec jak i córka na swój sposób dostosowali się do sytuacji. Oboje w poczuciu winy inaczej reagowali. Ojciec z natury spolegliwy, usiadł i dla świętego spokoju dał sobą rządzić. Córka w nastoletnim wieku zaczęła się buntować. Znała metody działania matki, czuła, że jej nie wystarcza, dlatego postanowiła się odciąć z tego domu jak najszybciej, gdy skończy liceum...

Dlaczego wchodzisz w toksyczny związek?

Po skończeniu liceum Monika się wyprowadziła. Znalazła pracę w pobliskim mc Donaldzie a zamiast udać się na studia włożyła całe swoje serce w talenty taneczne. W końcu mogła sobie na to pozwolić, bowiem nie mieszka już z matką, która jej nie kontroluje pomijając kontakt telefoniczny. Na swoje mieszkanie wybrała stancję. Jest sama, więc nie musi angażować wszystkich środków finansowych w mieszkanie.

Za młodu w trakcie mieszkania z matką miała stale organizowany czas. Musiała uczęszczać na zajęcia dodatkowe z lekcji śpiewu, nauki języka, basenu, ale nie podobało się jej to. Czuła się zmuszana do tych czynności. Jednak była tak bardzo osaczona przez matkę i posiadała tak mocno zakorzenione poczucie winy, że nie potrafiła jej odmówić. Często płakała.

Zresztą, gdyby się sprzeciwiła, odpowiedź byłaby, wiecie jaka:

Definicja - toksyczny związek mógłbym określić w trzech słowach. Będąc w takim związku czujesz się osaczona, masz poczucie winy i tracisz swoje życie.

Toksyczny związek z kobietą.

Gdy Monika postanowiła pójść do szkoły tańca, był to jej sposób na odzyskanie siebie. Wreszcie poczuła wolność, w której nikt jej nie będzie przeszkadzał. Niestety, dało się wyczuć pretensje matki w sms'ach, telefonach, że ją zostawiła, że jej nie kocha, że jest niewdzięczna.

Monika jednak nie dawała za wygraną. Kontakt z matką zaczęła ograniczać. Nie chciała, by jej życie spełzło na narzekaniu, wbijaniu siebie w podłogę. Nie chciała, aby ktoś po za nią wpajał jej nieodpowiednie myślenie na swój temat. Wiedziała czym to grozi.

Wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. W międzyczasie zmieniła partnera do tańca, ponieważ tamten już nie dotrzymywał jej kroków. Monika szybciej się rozwijała tanecznie. Trener postanowił, że spróbuje z innym chłopakiem.

Ukryta prawda - źródło

Ku jej zaskoczeniu mężczyzna okazał się być strzałem w dziesiątkę. Tańczyło im się rewelacyjnie i już pierwsze konkursy przynosiły im sukcesy. Oprócz tańca, który zbliża fizycznie, elokwencja chłopaka głęboko osiadała w jej sercu. Dziewczyna coraz bardziej wsiąkała w jego osobowość. Czuła się po prostu bezpiecznie.

Rozumieli się bardzo dobrze. Zarówno on, jak też i ona pochodzili z domów, gdzie nie panowała najlepsza sytuacja. Ojca albo nie było, albo pił, albo nie potrafił sobie poradzić ze swoim życiem. W przypadku ojca chłopaka, było podobnie z drobną różnicą...

Jego ojciec często zdradzał matkę. Nie tylko pił, ale też zdradzał. Dla Zdzisława ta sytuacja była ciężka. Czuł obrzydzenie do swojego ojca i zarazem nienawiść do matki za to, co zrobiła jego ojcu. Była niesamowicie apodyktyczna. Taką kobietę Zdzisław pamięta jako swoją matkę.

Monika tonęła w jego objęciach. Nie trzeba było dużo czasu, aby chcieli być ze sobą. Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Oboje pragnęli miłości, oboje czuli się dobrze ze sobą i oboje siebie pragnęli.

Pierwszy błąd

Nie mogli się sobie oprzeć. Mijają trzy randki, a zakochani w sobie lądują w sypialni. Fakt, że pierwszy raz nie był rewelacyjny. To się nie liczyło, liczyło się to, że Monika w końcu poczuła to, czego pragnęła w swoim życiu. Poczuła, że wreszcie ktoś ją wypełnia.

Przyszedł kolejny dzień. Dzień w którym standardowo zaczynają się treningi. Między nimi aż kipi z miłości. To nawet dobrze, bo służy to zgraniu się w tańcu. Widać było w nich taniec pełen pasji.

W pewnym momencie Monika zaproponowała wspólne zamieszkanie. Oczywiście Zdzisław się zgodził, w końcu to jest dla niego najlepsza wiadomość. Zaraz ze sobą zamieszkali.

Koniec sielanki - toksyczne sygnały

Wspólne mieszkanie przysporzyło kilka wyzwań, na które jeszcze nie byli gotowi. Ktoś musiał prać, gotować, sprzątać. Trzeba było opłacać rachunki, klub taneczny. Czas trzeba było organizować tak, aby też oboje mogli go spędzić w samotności. W końcu cały czas byli ze sobą, a dla Zdzisława taka sytuacja stała się już trochę uciążliwa.

Wolał wyjść wieczorami z kolegami na piwo. Monika oczywiście zostawała sama. Zaczynała się już złościć, że jakim prawem on wychodzi, a ona zostaje sama z bałaganem w domu. Teraz zaczęła sobie przypominać, że kiedy była u niego w pokoju, to przecież on taki już był. Nie zauważyła tego.

Pomyślała, że już tak się wychował. Trudno, weźmie to na siebie. Rozumiała też jego potrzebę spotykania się z kolegami. Nawet to, że czasem wieczorem wracał podpity. Zdarzało się to coraz częściej. Tłumaczyła sobie to tym, że to normalne. A ponieważ wypił alkohol, to rozumiała, że hamulce mu puszczały i nie odnosił się do niej z szacunkiem.

Toksyczny związek i jego początki, a może to już dawno się zaczęło?

Przypominała sobie toksyczny związek swoich rodziców i jego. Myślała, że to tylko chwilowe, przecież się kochają. Z drugiej strony zaczynała się już denerwować, że zostaje z tym wszystkim osamotniona. A przecież tak bardzo była szczęśliwa. Tak bardzo go kochała.

Była przekonana, że to dobry człowiek i czuła, że może go zmienić na lepsze. Bardzo tego pragnęła. Nie zauważyła jednak, że on nigdy jej nie powiedział słów "kocham Cię"...

Cały czas żyła przekonaniem, że on ją jednak kocha. To dlaczego wychodzi tak często z kolegami? Dlaczego nie pomaga jej w domu? Co się stało temu człowiekowi? Takie i inne myśli kłębiły się w jej sercu. Nie wierzyła, że to się dzieje naprawdę.

Przyszły pierwsze wieczory lęku o ten związek. Zaczęła się zastanawiać co się takiego stało i kiedy. Przypomniała sobie, że Zdzisław zaraz po współżyciu, stał się trochę bardziej oschły podczas tańca. A ona byłą tak bardzo zapatrzona w niego, że nie widziała drobnych sygnałów i tego, w jaki sposób jego wzrok biegał. Patrzył na inne kobiety. Czyżby nie zauważyła zmian w jego nastawieniu? A może już wcześniej tak było?

Miarka się przebrała - toksyczny związek pełną gębą.

Monika już nie wytrzymała. To była niedziela o 3 nad ranem. Z soboty na niedzielę Zdzisław jak zwykle wyszedł do kolegów. Monika czekała na niego i patrzyła przez okno. Świat jej wirował, nie wiedziała co ze sobą zrobić. Wszystko poświęciła dla Zdzisława.

Poświęciła swoje życie koleżeńskie, przestała się spotykać z najbliższymi przyjaciółmi, którzy wciąż na nią czekają. Znając jej sytuację próbowali jej wyperswadować co się dzieje. Niestety Monika nie chciała im wierzyć. Nie ma do kogo udać się po poradę a do przyjaciół nie napisze, bo wstyd jej za to, że ich zostawiła.

Nie ma życia nawet dla siebie, bo przecież obowiązki domowe. One zaczęły ją przerastać już od czasu, gdy się wprowadzili do wspólnego mieszkania.

Jedyne co mogła robić, to na co pozwalał jej Zdzisław. Mogła umawiać się na spotkania tylko z nim i tylko wtedy, kiedy on chciał. Większości znajomych Zdzisława nie znała. On zresztą jej rodziną przestał się interesować od momentu, gdy zaczęli współżycie. W zasadzie, to interesował się od święta a po tym wydarzeniu wcale.

Dlaczego tak trudno zakończyć toksyczny związek...

Tej nocy w niedzielę o 3 nad ranem Monika zrozumiała, że nie miała swojego życia z nim. Zaczęła sobie przypominać, jak bardzo nią manipulował, kiedy oznajmiała mu, że chce wyjść. Nagle ocknęła się i zobaczyła, że tak naprawdę jest sama ze swoim poczuciem winy. Sama do tego stopnia, że teraz poza tym draniem nikogo nie ma. Tak czuła.

W związku z tą sytuacją poczuła przypływ tak ogromnej złości, żalu i rozpaczy, że postawiła wszystko na jedną kartę. Miała jeszcze nadzieję...

Niebezpieczeństwo - toksyczna bomba wybucha

Jak zwykle rozległ się stukot, furkot w drzwiach i Monice serce zamarło. Potrzebowała chwilę, żeby dojść do siebie. Przekręcanie kluczyka w drzwiach, który zdawał się nie trafiać do celu wyrwało dziewczynę z przemyśleń. Zerwała się na równe nogi i popędziła do ciemnego przedpokoju stając na jego drugim końcu tak, żeby widziała, jak on wchodzi.

Drzwi się otworzyły, światło się zapaliło a Zdzisław zataczając się wszedł do domu. Nawet na nią nie spojrzał. Monice krew wezbrała. Podbiegła do niego i uderzyła go w twarz. Chłopak się zatoczył. Po chwili doszedł do siebie i tak się zdenerwował, że ją uderzył nie patrząc. Straciła przytomność....

Ofiara losu - toksyczny człowiek

Następnego dnia rano Monika budzi się na podłodze a Zdzisław jeszcze śpi na łóżku. Mieszkanie wygląda jakby przeszła w nim trąba powietrzna. Boli ją strasznie głowa. Spojrzała w lustro i zobaczyła, że ma ranę na czole. Musiała się w coś uderzyć. Rozpłakała się.

Budzi się Zdzisław. Patrzy po mieszkaniu i zawołał do Moniki co się stało, że jest taki bałagan. Nic nie pamięta. Ponieważ Monika nic nie odpowiadała, zaczął jej szukać. Znalazł ją zapłakaną w łazience siedzącą pod muszlą klozetową. Przerażony pyta co się stało.

Monika: Nic nie pamiętasz?
Zdzisław: Nie... Kto Ci to zrobił?
Monika: Ty mi to zrobiłeś w nocy. Wróciłeś pijany z imprezy...
Zdzisław: Ja?
Monika: (milczy)

Zdzisław klęka przy niej i zaczyna przepraszać. Mówi, że nic nie pamięta, że to się zmieni, że on tak nie chce jej krzywdzić. Monika milcząc patrzy tylko w ścianę. Zdzisław cały czas przeprasza, błaga o wybaczenie. Wspomina swoją przeszłość i powołuje się na to, dlaczego taki jest. Wtem Monika wypaliła:

"Chodźmy na terapię"

Zdzisław obiecuje, że się poprawi, ale nie chce iść na terapię. Twierdzi, że nikt nie będzie grzebał w jego głowie. Monika zdecydowała się pójść sama. Jednak jak twierdzi, kocha tego człowieka. Chce odejść, ale boi się Zdzisława. Nie wie co ze sobą zrobić. On przecież jej grozi, że zrobi sobie krzywdę.

Myślała, że to już koniec...

Nowe życie

Pod nieobecność Zdzisława a za sprawą terapii, Monika postanowiła się wynieść. Zmieniła lokal, sprawy formalne załatwiła z właścicielem, który ją rozumiał. Z pomocą przyjaciół w kilka godzin przeniosła się do innego osiedla w inne mieszkanie. Poinformowała o tym tylko najbliższe i najbardziej zaufane osoby.

Przyjaciele się ucieszyli, że Monika do nich wraca. Łzy wzruszenia Moniki nie miały końca. Chciała im wynagrodzić ten cały czas, kiedy się z nimi nie spotykała.

Gdy Zdzisław wrócił z pracy, dom zastał pusty. A przynajmniej nie było w nim Moniki. Natychmiast zaczął wypisywać jej sms, że ją kocha, żeby wróciła, że to się nie powtórzy. Monika wiedziała, że to jest stały schemat. Dzięki terapii miała już siłę się od tego odciąć. Do czasu...

Zaczęły się groźby, że coś sobie zrobi. Czasami ją straszył, że ją znajdzie.

Terapia i jej efekty

Monika starała się wytrwać w tym. Poblokowała Zdzisława wszędzie gdzie się dało. Dzięki Bogu jej przyjaciele byli z nią. Nie zostawili jej w potrzebie. Zrozumiała też, że nie może mieć wpływu na drugiego człowieka. Zrozumiała też siebie...

Wie przecież, że jeśli odnajdzie siebie jako kobietę, że jeśli nie pozwoli sobie zniszczyć swoich granic. Będzie miała wpływ. Będzie miała wpływ na drugiego człowieka nie kontrolując i wierząc, że się zmieni. Nauczy się wpływu inspirując do dojrzałości i wierząc w mężczyznę.

Zdzisław jak się okazało doskonale dał sobie radę... Po roku zniszczył życie kolejnym dwóm kobietom...

Zostaw tutaj komentarz, jeśli artykuł do Ciebie przemówił 🙂

A poniżej lista artykułów podlinkowanych we wpisie Toksyczny Związek:

Artykuły uzupełniające

Jak utrzymać związek z mężczyzną

Jak utrzymać związek z mężczyzną... Pytanie wpisywane jest w google do tysiąca razy miesięcznie. Dostaję też wiele pytań w tej tematyce na sesjach terapeutycznych. Wiele osób mi mówi, że wiedza, o której mówię, powinna być przekazywana w szkołach.

A ja się zastanawiam nad tym, jak dbać o związek, kiedy nasi rodzice nie przekazują nam tej elementarnej wiedzy w rodzinie? Utrzymywanie związku wydaje się być bardzo proste w sytuacji zrozumienia płci przeciwnej i jej istotnych różnic w funkcjonowaniu. Dzisiaj podejmuję pierwszą, bardziej komplementarną próbę wyjaśnienia tej kwestii.

Jak utrzymać związek z mężczyzną?

Jest kilka prostych zasad, którymi warto się kierować, by związek utrzymać. Przyjrzyjmy się im po kolei.

Pamiętaj, że:

Mężczyzna nie jest kobietą

Zadając to pytanie, jak utrzymać związek z mężczyzną, jeśli będziemy o tym pamiętać, to unikniemy sytuacji, które prowadzą do niepotrzebnych kłótni. Zauważmy, że jeśli mężczyzna jest prostolinijny w myśleniu, to nie będzie mu w głowie siedziało to, czy kogoś ugodzą jego słowa mówiąc do kobiety: chodź na siłownię...

Kobieta zaś pytając swojego mężczyznę o to, dlaczego pozmywał naczynia, oczekuje odpowiedzi, że to dla niej. On zaś w swoim prostym myśleniu odpowie: bo mnie już denerwowały. Jakież rozczarowanie...

W filmach mamy takie sytuacje, że mężczyzna klęka na kolanach oznajmiając: To dla ciebie kochanie! To dla ciebie poświęciłem swoje ręce i umyłem naczynia!

Zaś standardowe podejście kobiety w takich sytuacjach: naprawdę? To super... Aj, jak to boli, kiedy ona nie docenia mężczyzny...

Traktuj go jak swojego bohatera

Dla kobiety zranionej bardzo ciężko przestawić się na styl życia zależny od mężczyzny. Broń boże nie sugeruję, aby kobieta była mu poddana we wszystkim. Tu nie o to chodzi. Podlinkowany artykuł wyjaśnia tą kwestię dogłębnie.

Natomiast teraz chciałbym skupić się na aspekcie różnicy między kobietą i mężczyzną i dlaczego proponuję postawienie swojego mężczyzny w sytuacji króla w twoim domu.

Pamiętam jak na sylwestra pojechałem z żoną do znajomego małżeństwa. Kiedy mąż tej kobiety zrobił to o co go prosiła, ta w naturalny sposób uwiesiła mu się na szyi dając mu pocałunek i mówiąc: mój ty bohaterze!

Nie wyobrażasz sobie jaką zazdrość poczułem widząc taką sytuację. Mój wzrok natychmiast powędrował na moją żonę sugerując jej, by robiła tak częściej.

Jesteśmy dumnymi mężczyznami i nie lubimy, gdy ktoś nas traktuje jak służącego. Wręcz uwielbiamy, jeśli jesteśmy dla kogoś specjalistami. John Gray zauważył, że mężczyzna prędzej weźmie pod uwagę zdanie obcego faceta, znającego się na rzeczy, lub starszego wiekiem z uwagi na doświadczenie i sposób funkcjonowania.

O ile przyjemniejszy świat się robi, kiedy dodajemy elementy romantyzmu. Okazuje się nawet, że to mężczyźni są bardziej romantyczni od kobiet.

Jak dbać o związek z mężczyzną - formułuj prośby

Nie ma problemu w formułowaniu próśb do swojego mężczyzny. Zależy jak to robisz. Jeśli go krytykujesz, wypominasz mu stare dzieje, to w naturalny sposób powodujesz, że twój mężczyzna dla świętego spokoju zacznie się zamykać w sobie. Oczywiście wymaga to dojrzałości, ale naprawdę warto mu odpuścić.

Pewna kobieta na terapii u mnie opowiadała mi sytuację, w której zaczęła jej się psuć suszarka do włosów. Pech chciał, że była poza domem i nie miała możliwości zakupu jej tam, gdzie się znajdowała. Zadzwoniła więc do męża z prośbą o zakup owej suszarki. Fakt był też taki, że wieczorem było zaplanowane spotkanie ze znajomymi, a żona nie miała suszarki sprawnej, bo stara ją rano "kopnęła".

Mąż nie chciał iść po nią, ponieważ do najbliższego sklepu było kilka kilometrów a auto było w użyciu, zaś drugie w serwisie. Na te słowa klientka oznajmiła mężowi: nie mam suszarki, a wieczorem jesteśmy umówieni ze znajomymi w gości. To zdecyduj sam, pójdę albo z tłustymi włosami, albo z umytymi. Zdecyduj, jak chcesz mnie widzieć.

Mąż poleciał po suszarkę.

Traktuj go jak specjalistę

Wiesz już, że aby twój mężczyzna robił czego potrzebujesz, należy formułować wobec niego proste komunikaty. Te prośby nie mogą w sobie zawierać krytyki, ale powinny być formułowane z należytym szacunkiem i tak, aby nie musiał się domyślać.

Jak utrzymać związek z mężczyzną - nie każ mu się domyślać

Dbanie o związek nie polega na tym, by ktoś mi się podporządkował. Domyślanie się jest jedną z tych rzeczy, która w naturalny sposób utrudnia komunikację. Chociaż jest możliwe się porozumieć, często zabiera nam więcej czasu niż tego byśmy chcieli. Niekiedy wyzwala frustrację w sercu partnera.

Traktowanie partnera jako specjalistę, polega na tym, że w naturalny sposób liczymy się z jego zdaniem. Niektóre kobiety często wchodząc w związek mają już wizję jego. Niestety ta wizja polega również na tym, że obejmuje także zachowanie partnera i jego styl życia. Mówiąc prościej, polega to na tym, że mężczyzna musi działać tak, jak ona tego chce. Na terapii niestety muszę ten obraz często burzyć, by zbudować coś nowego, piękniejszego.

Kiedy jeszcze studiowałem na UMCSie, miałem swoją ulubioną wykładowczynię z procesów poznawczych. Powiedziała do swoich studentek dosyć znamienne słowa, które zawsze odbijają mi się echem w głowie, jeśli mężczyzna nie potrafi domyśleć się, czego ona potrzebuje.

pamiętajcie: mówcie swoim mężczyznom wprost czego potrzebujecie. Zobaczycie, że będzie was nosił na rękach. Będzie was kochał jak nikt na świecie.

Zgadzam się w stu procentach.

Jak wykorzystać jego zdolności specjalistyczne?

Zawsze kobietom powtarzam, że mężczyzna jest specjalistą w swoim fachu. Kobieta zaś wie, jak wszystko powinno wyglądać. Oczywiście wiadomo, że kobiety radzą sobie bardzo dobrze w wielu dziedzinach i nie trzeba ich niańczyć. Natomiast w swojej dumie często każąc coś zrobić swojemu mężczyźnie, mówi mu, jak ma to zrobić.

Jeśli ogólno lub "wszystko-wiedząca" kobieta uda się do specjalisty i powie mu, żeby poszedł coś załatwić, to należy oszczędzić mu pełnej instrukcji obsługi tegoż zadania. Chyba, że on sam ją o to poprosi. Jeśli jednak on ma już wizję wykonania zadania, należy mu odpuścić i nie krytykować jeśli wróci z zakupami w dwóch siatach a nie w czterech.

Stawiając się we wspomnianej wyżej sytuacji oddania się swojemu mężczyźnie, sprawiamy, że nie tylko doceniamy jego wysiłek, jak też stawiamy go w roli bohatera i widzimy w nim potencjał specjalisty. To jest bardzo potrzebny zabieg dla naszego, jakże dumnego ego.

Dwa światy - jak utrzymać związek

Jak już wiesz, mężczyzna jest specjalistą. Został stworzony po to, by działać. To jest między innymi jedna z cech, która pozwala ocenić materiał na kandydata na męża. Generalnie rzecz biorąc, mówiąc prościej mężczyzna: zawsze wie, jak to zrobić

Kobieta zaś jest stworzeniem, które zawsze wie, jak to powinno wyglądać. Na sesjach bardzo często padają takie stwierdzenia z ust kobiet:

Tych stwierdzeń pada mnóstwo. Kobiety wtedy przychodzą do mnie z prośbą o "naprawienie mężczyzny". Jak się później okazuje, wyjaśnienie specyfiki myślenia męskiego i uświadomienie sposobu funkcjonowania kobiety rozwiązuje problem.

Jak utrzymać związek w tych dwóch światach?

Jeśli kobieta ma swoją wizję, jak powinien wyglądać jej związek a mężczyzna "zawsze wie, jak trzeba to zrobić", to sprawa wydaje się być banalnie prosta:

Kobieto: przekaż wizję swojego małżeństwa mężczyźnie oraz zaufaj mu w realizacji tego przedsięwzięcia. W żadnym wypadku nie dawaj mu dobrych rad!

Zadbaj o siebie a wszystko się ułoży

Ten podtytuł powinien znaleźć się zaraz po tym, gdzie piszę, że mężczyzna nie jest kobietą. Jednak ze względu na efekt świeżości, zostawiam go na sam koniec, żebyś o tym zawsze pamiętała.

Ze względu na twoje cechy kobiece powinnaś dbać o swój umysł i ciało. Najlepiej to zrozumiesz czytając artykuł poświęcony temu, za co kochamy kobiety.

Zamiast suszyć mu głowę...

Problem w relacjach do mężczyzn polega na tym, że kobiety bardzo lubią dawać złote rady. Mężczyźni zaś bardzo lubią sprawy rozwiązywać sami. Lubią zamknąć się w pomieszczeniu, by przemyśleć trudne sprawy i następnie "wyjść do ludzi" z nową siłą do działania.

Jeśli w tym czasie kiedy partner siedzi w swojej "duchowej jaskini", a ty w tym czasie zaczynasz mu suszyć głowę:

  1. Coś się stało?
  2. Zrób coś z tym.
  3. Długo będziesz tak siedział?
  4. O czym myślisz?

To powodujesz, że twój mężczyzna zaczyna się denerwować:

Nie dość, że próbuję coś wymyślić w tej sytuacji, to ona jeszcze się mnie czepia. Czy nie może mi dać wreszcie spokoju?!

Jeśli twój mężczyzna jest specjalistą, a ty wiesz jak coś ma wyglądać, to dlaczego wkraczasz w jego pole? Kiedy twój mężczyzna rozwiąże sytuację lub sprawę w swojej głowie, sam do Ciebie przyjdzie. Niestety w swojej niecierpliwości nie dając mu spokoju, zaburzasz pracę jego mózgu.

Jak utrzymać związek nie kontrolując - efekt?

Ta kobieta dała swojemu mężowi przestrzeń do życia. Przestała go kontrolować i jednocześnie zadbała o siebie. Zobacz co napisała w liście do John'a Grey'a, swojego terapeuty:

Przestałam nakłaniać go do rozmowy. Wtedy zaczął mnie pytać, jak spędziłam dzień. Przestałam pytać o jego sprawy. Po paru tygodniach sam zaczął mi o nich opowiadać. Przestałam sprzątać w kuchni, a kiedy powstał okropny bałagan, mąż sam zabrał się do sprzątania. Kiedy zostawiałam wszystkie jego rzeczy na podłodze, mąż sam zaczął je zbierać. Udało mi się, choć nie był to mój ideał.

[John Gray, 2012]

Moja pacjentka bardzo lubiła mieć kontrolę nad mężem. Kontrolowała ile czasu mąż spędza z dzieckiem poza domem. Wychodząc z domu oczekiwała, że kiedy wróci, on już będzie z malcem w domu. Zwykle miała ochotę zadzwonić do niego z pytaniem kiedy wróci?

Tym razem postanowiła dać sobie szansę wypocząć. Wracając do domu zdjęła buty i gdy zorientowała się, że malca i jej męża w domu nie ma, usiadła do czytania książki. To były najlepiej spędzone godziny w jej życiu.

Kiedy zaczęła dbać o siebie, jej mąż zaczął brać odpowiedzialność za to, co było zbyt duże dla niej samej. Zwyczajnie zaczął angażować się do pracy w domu. Robił to na swój sposób, ale "wrócił do żywych". Nie był to jej ideał, jednak zaczął o nią dbać.

Jak utrzymać związek z mężczyzną dbając o siebie

Przede wszystkim pamiętaj, że jesteście różni i będę to powtarzał do znudzenia. Do tego dodam, że nie ma dwóch idealnie pasujących do siebie połówek pomarańczy. Jako kobieta i mężczyzna idealnie do siebie pasujecie fizycznie. Niestety, nie pasujecie do siebie psychicznie w żaden sposób.

Dbając o siebie zostawiasz przestrzeń mężczyźnie do tego, by zajął się sprawami, które Ciebie przerastają. To się dzieje naturalnie. On widzi kiedy trzeba coś zrobić, ale zrobi to wtedy, kiedy w jego głowie uzna, że to już ten moment.

Zdarzało się, że się kłóciłem z żoną o to, kiedy mają być wyniesione śmieci. Żona chciała, abym je wynosił gdy jest wypełniony kosz na śmieci w 75%. Ja zaś wyrzucałem zawsze, kiedy był wypełniony w 99%. Nadal nie jestem w stanie zapamiętać, żeby wynosić śmieci z kosza wypełnionego w 75%.

Ona dała mi spokój, a ja i tak wynoszę te śmieci. Relacje się polepszyły, a ja już się nie denerwuję.

Jak utrzymać związek z mężczyzną? - bądź uśmiechnięta i radosna

Jest to element dbałości o siebie i swoje ciało. Jako kobieta zrzędliwa wysysasz energię z mężczyzny, który i tak ma dosyć walki o przetrwanie. Wracamy do domu nie po to, żeby słuchać kolejnej "zrzędliwości".

Zrzędliwość cechuje się głównie krytykanctwem, wypominaniem, ocenianiem. Zamiast naprawiać męża, zadbaj o siebie i swój dobrostan psychiczny. Jestem przekonany, że on również się tobie odwdzięczy.

Jeśli zastanawiając się, jak utrzymać związek zaczynasz kontrolować swojego mężczyznę, albo go naprawiać, tak naprawdę "strzelasz sobie w kolano". Zamiast zadbać o siebie, robisz kilka rzeczy jednocześnie. Mianowicie:

  1. Zaczynasz "naprawiać swojego mężczyznę" - w domyśle niańczysz go na własne życzenie, przez co tracisz czas, energię i dobre samopoczucie
  2. Tracisz zdrowie psychiczne zajmując się "niereformowalną" sprawą, bowiem mężczyzna nie jest kobietą
  3. Tracąc radość robisz się zrzędliwa i zaczynasz zakłócać spokój mężczyźnie, a jest to jedna z tych rzeczy, których twój facet nienawidzi

Czyż to nie jest piękne, kiedy dbając o siebie, on również o ciebie dba? Być inspiracją dla mężczyzny zawsze jest warto.

Tutaj możesz zostawić cenny dla mnie komentarz! (click)

Gra wstępna - o co chodzi?

Seks - to nieodłączna część trwałego i bliskiego związku, który pieczętuje relacje w małżeństwie. Nieodłącznym elementem satysfakcji seksualnej jest gra wstępna, której nie wolno pomijać pod żadnym pozorem. Jednak obserwacje moje pokazują, że spora część małżeństw, a w zasadzie mężczyźn, nic sobie z tego nie robi.

A szkoda...

Gra wstępna

Element współżycia partnerów w małżeństwie, który daje satysfakcję nie tylko kobiecie podczas stosunku. Również mężczyzna odniesie z tego ogromną korzyść. Niestety mężczyźni odczuwają to trochę słabiej. Natomiast każdy, kto chociaż trochę interesuje się tematem, zauważy, że gra wstępna daje więcej frajdy ze współżycia, niż to na pierwszy rzut oka może się wydawać.

Gra wstępna jest również kluczowym elementem poprawy jakości samego współżycia. Poprawia jakość relacji między partnerami i buduje więź intymną. Sądzę nawet, że jest to najważniejszy element budowania relacji intymnej między małżonkami. Pomijać grę wstępną to tak samo, jakby pominąć wszelkiego rodzaju przygotowania do egzaminów, prezentacji publicznych, biegów sportowych, lekkoatletyki, meczów piłkarskich i wiele więcej dyscyplin.

Gra wstępna jest też lekarstwem na współżycie, kiedy powstają niedopasowania. Jest też jednym z elementów pragnień kobiet.

Gra wstępna - czy warto?

Zadaję to pytanie retorycznie prawdę mówiąc. Dlatego nie będę wprost odpowiadał na to zagadnienie ale....

Przeczytaj artykuł o błędach w relacji między małżonkami. To z nich wynika brak ochoty na współżycie. W poniższym akapicie wyjaśnię, dlaczego gra wstępna moim zdaniem ma ogromny wpływ na relacje i co jest powodem braku ochoty na współżycie.

Trzeba też pamiętać, że gra wstępna jest inna dla każdego z partnerów. Nie od dzisiaj wiadomo, że jesteśmy od siebie różni i potrzebujemy innych bodźców.

Jak powinna wyglądać zdrowa relacja intymna?

Szczegółowo opisuję to zagadnienie w artykule związanym z rozmowami o seksie. Natomiast chcę przytoczyć samo centrum takiej relacji.

Generalnie współżycie i relacja z partnerem wzajemnie się uzupełniają. Ponieważ jak już wiemy, mężczyzna najczęściej i najchętniej oddaje się kobiecie podczas seksu, tak kobieta mężczyźnie w relacji w komunikacji. I tutaj zaczynają się schody.

Jeżeli mamy dojrzałego mężczyznę za partnera, to taki facet wie, że kobieta potrzebuje więcej bodźców, by chciała uprawiać seks. Mark Gungor w swojej książce "Traktuj go jak cenny skarb" zaznaczył, że kobiety często nie chcą seksu, zanim jego nie doznają. Wniosek z tego można wyciągnąć bardzo prosty - "gra wstępna".

Gra wstępna - a raczej jej brak

Jeśli jednak mamy dwa typy mężczyzn, o których można przeczytać w artykule 3 męskie typy, czyli pantoflarza, który boi się kobiety, oraz obłudnika, o którym również opisuję w temacie żony poddanej bardziej szczegółowo, o grze wstępnej możemy zapomnieć z dwóch powodów.

Damski bokser nie będzie dbał o kobietę. Woli zgwałcić.

Gwałt w zasadzie bywa na różne sposoby. Są jego lekkie wersje i ciężkie. O ciężkich nie muszę wspominać, bo każdy wie o co chodzi, ale sprawdźmy, na czym polega gwałt na żonie. W sumie nawet na partnerce.

Gwałt na żonie bywa różnie rozumiany, ale generalnie chodzi o manipulację kobietą w taki sposób, by czując się winną oddała swoje ciało mężczyźnie. Mężczyzna taki wcale nie będzie dbał o jej dobro. To raczej są rzadkie przypadki, kiedy zamienia seks we wzniosłą atmosferę i kobieta zmienia zdanie. To częściej dzieje się pod wpływem gry wstępnej, ale nie byle jakiej.

Takie sytuacje mają często miejsce w codziennym życiu i obowiązkach, które przeszkadzają w budowaniu zdrowej relacji. Gdzieś ta komunikacja z partnerem się zaciera i powstają kłótnie. Osobiście jednak wiem i mam znajomych we własnym gronie, gdzie chemię w związku można utrzymać wiele lat i to wówczas, gdy są dzieci!

Taki mąż lub partner będzie wypominał partnerce, że nie ma seksu. Będzie drążył temat i obwiniał kobietę, że ona na przykład tego nie chce sugerując jednocześnie, że jest z nią coś nie tak. Takie zachowanie można zdecydowanie nazwać gwałtem na psychice i de facto nie sprzyja poprawie relacji seksualnej, jak też codziennej. Z kolei pantoflarz, nie będzie potrafił ocenić sytuacji. Zabraknie mu odwagi i pomysłowości.

Pantoflarz z kolei nie będzie potrafił zaspokoić kobiety.

Bynajmniej nie wynika to z jego złej woli, ale braku umiejętności komunikacji z kobietami, oraz lękiem przed odrzuceniem. Zapewne znacie sytuacje mężczyzn ciągle pytających was o zdanie, kiedy mogli coś zrobić sami i szło by im to bardzo dobrze. To mnie też wkurza.

Jak powinna wyglądać gra wstępna?

Chociaż część mężczyzn a  ostatnimi czasy nawet kobiet zdaje się zapominać o tym, by o siebie dbać. Jest to nieodzowny element gry wstępnej. Bowiem jakim sposobem nie używając kosmetyków w odpowiedni sposób, możemy sprawić, że druga osoba zechce na nas spojrzeć łakomym kąskiem? Każdy powinien o siebie dbać, zarówno dżentelmen, jak też i dama.

Zmień myślenie

Wiemy przecież, że aby zaszła zmiana w naszym życiu powinniśmy zmienić sposób patrzenia na świat, na pewne sprawy i odważyć się żyć nowymi przekonaniami. W przypadku wielu mężczyzn, bo najczęściej to "nas" dotyczy, istnieje potrzeba zwrócenia uwagi na partnerkę. Chodzi mi bowiem o zrezygnowanie ze swojej przyjemności (de facto skutek jest odwrotny) na rzecz sprawiania przyjemności kobiecie.

Siłą rzeczy w takiej sytuacji przyjemność wraca do nas ze zdwojoną siłą, bowiem kobieta nam się odwdzięcza, nawet nieświadomie.

Znajdź odpowiedniego faceta

Znalezienie faceta na poziomie jest kluczowym elementem budowania odpowiedniej relacji. Nie chodzi o znalezienie byle kogo, kto zwróci na nas uwagę i będzie się domagał seksu, miłości i czegokolwiek. To musi być człowiek, który rzeczywiście interesuje się potrzebami bliskich sobie osób.

Tego też uczę podczas swoich konsultacji i widzę, że jednak kobiety stają się odważniejsze, inspirujace, pewniejsze siebie, bardziej atrakcyjne i piękne.

Teraz możemy przejść do tego, jak to powinno wyglądać

A mianowicie, gra wstępna nie polega jedynie na kilkuminutowej inspiracji kobiety. Nie polega na stwierdzeniu do swojej żony "kochanie, a może tak szybki numerek?" - oczywiście, że odpowie "nie"!

Jak to Mark Gungor oznajmia, kobiety często nie chcą seksu, zanim tego nie doznają!

I to jest kluczowe w całej grze wstępnej. Dlatego grę wstępną, powinno się budować już od samego rana, a najlepiej codziennie!

Wiem, zaraz usłyszę głosy, że to jest niewykonalne, bo obowiązki, bo praca, bo dzieci, bo rodzice, bo... Zawsze jest jakaś wymówka prawda? Nie chcę powiedzieć, że nie macie racji. Owszem - macie rację! Powiem więcej: taki styl życia z ukochaną osobą często kończy się.. na ślubie.

Ba, pójdę o krok dalej, taki stan życia z ukochaną osobą często pozostaje jedynie w sferach marzeń i filmach romantycznych.

Nie jest powiedziane, że się nie da

Wiesz, jak byłeś, lub byłaś młodsza, zapewne z wypiekami na twarzy siedziałeś na czacie na interii wchodząc do erotycznych pokojów. Czasami na czacie pojawiła się osoba, sugerująca kontakty seksualne, a nawet zwykła znajomość przeradzała się w zakochanie.

Co do młodszego pokolenia, jest ono teraz odważniejsze i te tematy bywają już odkryte, ale o grze wstępnej się zapomina. W zasadzie to nawet nie trzeba o niej pamiętać, bowiem flirt na czacie facebookowym, czy innych mediach społecznościowych lał się strumieniami.

Wbrew pozorom, obowiązki szkolne, nauka, obowiązki związane z dodatkowymi zajęciami nie przeszkadzały nam w tym, żeby wysłać fikuśną emotkę, lub też jakiś sprośny żart, albo kawałek wyobrażenia w postaci wiersza do dziewczyny. A co się stało z nami dorosłymi? Gdzieś ten zapał zniknął.

Przykłady?

A gdyby podczas sprzątania ubrać się trochę inaczej, bardziej wyzywająco dla swojego mężczyzny, już zaczyna to budzić pewien element gry wstępnej. Mężczyźni mogą pokusić się o odrobinę nonszalancji kupując butelkę wina i przynosząc kieliszki.

Rano będąc jeszcze w pracy, można pomyśleć o ciekawym smsie do żony, męża. Po powrocie z niej poudawać atrakcyjną i uwodzącą damę. Możliwości jest mnóstwo, ale tak jak wspomniałem, warto zmienić myślenie i nastawienie do życie na bardziej optymistyczne.

Podsumowując jednym zdaniem, gra wstępna powinna trwać w każdej sekundzie naszego życia!

Tak, wiem, że wymaga to niesamowitej pracy nad życiem swoim. Jednak zdecydowanie warto!

Zostaw komentarz, co o tym sądzisz, klikając w link 🙂

Rozmowy o seksie a otwarte serce

Rozmowy o seksie a otwarte serce - można to ze sobą połączyć. Często kobiety pytają, co zrobić, żeby jej mąż się otworzył przed nią. Chciałyby poznać jego problemy. Jest to zrozumiałe, ponieważ kobiety chcą poczuć się ważne w życiu mężczyzny o czym pisałam też w artykule jak zdobyć kobiece serce.

Rozmowy o seksie a otwarte serce

Artykuł będziemy rozważać na podstawie wiedzy Mark'a Gungor'a z jego wystąpień "Przez śmiech do lepszego małżeństwa". Amerykański pastor zwraca uwagę na to, kiedy mężczyźni się otwierają przed kobietami i kiedy kobiety otwierają się przed mężczyznami.

Jest to ważne z punktu widzenia porozumienia i jednoczenia się małżeństw. Kobiety często oczekują otwarcia się mężczyzny na nią, kiedy zwykle nie mają ochoty opowiadać o swoich problemach. Zaś mężczyźni niekoniecznie mają na to ochotę, ale jest na to sposób, o którym wspomina właśnie Mark. O otwarciu się mężczyzny na kobietę piszę w artykule o kryzysie w związku.

Rozmowy o seksie - dojrzałość do związku

Zwracam uwagę od razu, że aby komunikacja w związku była szczera i otwarta, musi być element dojrzałości. Nie może być mowy o błędach w komunikacji i w relacjach intymnych prowadzących do braku ochoty na współżycie.

Komunikacja w związku jest najważniejszym elementem dojrzałego związku. Nie może być miejsca na kwestia domagania się domyślania od partnera tego, co chcemy, potrzebujemy.

Wszelkie kryzysy męskości i kobiecości również nie powinny nas dotyczyć. Ja wiem, że to o czym piszę jest zbliżone do ideału, ale od tego jestem, by pokazywać drogę do takiego stanu.

Żona musi być osobą wspierającą dla męża, co wyjaśniam poniekąd w artykule "żona prezesa". Z kolei mężczyzna musi znać swoją rolę względem kobiety, żeby ona czuła się na swoim miejscu i również ją wspierać w obowiązkach domowych. W końcu dom, jest też wspólnie zamieszkującym miejscem.

Na etapie dojrzałego związku zachodzi pewna prawidłowość, o której wspomina Mark Gungor, że ludzie się na siebie wzajemnie otwierają i nie ma tragicznych konsekwencji opisanego poniżej układu małżeńskiego.

Kiedy kobieta, a kiedy mężczyzna otwierają swoje serca na drugą osobę w pełni?

Mark Gungor opisuje małżeński układ, w jakich sytuacjach małżeństwo żyje ze sobą zgodnie i jest pełne miłości. Nie chcę powiedzieć, że tylko w opisywany teraz sposób ludzie się na siebie otwierają, ale ten układ jest jak najbardziej w porządku. Uważam, ze w dojrzałych związkach tak to powinno funkcjonować.

Posłuchajcie:

Aby doszło do zbliżenia seksualnego kobiety z mężczyzną potrzeba znać pewne reguły życia i funkcjonowania obu płci. Znamy żarty związane z tym, że mężczyźni myślą tylko jednym, że kobiety potrzebują skóry, fury i komóry, prawda? Nic bardziej mylnego.

Po części jest to prawda i wynika z potrzeb człowieka w określonej płci.

Aby układ ten funkcjonował trzeba pamiętać, że faktycznie motorem napędowym mężczyzn do okazywania czułości kobiecie jest potrzeba seksualna. Zaś motorem napędowym okazywania czułości mężczyźnie przez kobietę jest potrzeba bycia ważną i doświadczania miłości, uczuć, opieki i zainteresowania.

Znacie pewne sytuacje, w których mąż pyta żonkę "kochanie, a może by tak dzisiaj numerek?". Tak się zastanawiam, co kobieta ma sobie pomyśleć wtedy, kiedy ani nie jest napalona, ani jej w głowie seks, bo przecież zajmuje się praniem, sprzątaniem, gotowaniem, pracą ogólnie pojętą?

Przyznam się szczerze, że sam popełniam te błędy hi hi.

Wracając, chodzi o to, że aby kobieta "chciała" trzeba budować napięcie już od rana. Najlepiej stale to napięcie utrzymywać. Mężczyźni lubią flirtować, ale z jakiegoś powodu z własną żoną przestają uskuteczniać takie praktyki. Kobiety przestają uwodzić i koło się zamyka.

Budowanie seksualnej atmosfery daleko przed planowaniem współżycia daje tak dużo, ze kobieta czując się kochana, chętnie się w tej materii otworzy na mężczyznę.

Zaś mężczyzna otwiera się najczęściej poprzez seks. Kiedy kobieta otwiera swoje serce poprzez miłość i oddaje mężczyźnie w "naturze", tak mężczyzna oddaje kobiecie swoje serce w "psychice". Psychika jest tym czymś, o co pragną zawalczyć kobiety, żeby poznać swojego mena. Zwracał na to uwagę Mark gungor.

W małżeństwie są ku temu idealne warunki. To tutaj możemy zacząć rozmowy o seksie i o tym co nam się podoba. To podczas tych rozmów możemy bliżej siebie poznawać i wdrażać nowe elementy wspólnego życia.

Co po za tym?

Znając ten układ, spieszę z wyjaśnieniem, dlaczego tak się dzieje.

Dostaję często pytania od kobiet, w jaki sposób otworzyć swojego męża, aby chciał zwierzać się ze swoich problemów, ale żeby nie trzeba go było zmuszać do tego. Naturalnym elementem małżeństwa jest współżycie seksualne i jesteśmy tak zbudowani, ukształtowani, że warto to wykorzystać.

Nie trzeba walczyć z naturą, tylko dlatego, że mamy błędne przekonania co do prawidłowości życia w małżeństwie, bo na przykład Świadkowie Jehowy czegoś zabraniają, albo ksiądz na ambonie nie wczytał się dokładnie w sferę miłości.

kontynuując rozmowy o seksie chciałbym zobrazować jak to w ogóle działa. Jeżeli mamy dojrzałe osobowości i pojawia się pewien niedosyt w tym, że nagle mężczyzna stał się bardziej zamknięty, to warto zastanowić się nad tym, aby zapewnić mu miłość w łóżku. Tak po prostu.

Zaś mężczyzna chcąc uzyskać od kobiety spełnienie swoich pragnień, powinien najpierw zadbać o jej potrzeby bycia kochaną, adorowaną i komplementowaną. Nie warto zapominać o flircie z tym związanym.

Rozumiemy?

Rozmowy o seksie - kiedy jeszcze się otwieramy na drugą osobę?

Mężczyźni potrzebują spokoju, ciepła i wrażliwości. Kobiety pragną stanowczości, zaradności i zainteresowania jej życiem. Czyż nie jest to wspaniały układ, który dopełnia nasze małżeństwa?

Myślę, że znajomość tych zasad i dbanie o nie, spowoduje wzrost jakości życia i współżycia małżeństw. Warunkiem jest dojrząłe podejście do drugiej osoby a jej potrzeby powinny być ponad potrzebami moimi. Oczywiście są pewne granica w miłości. Nie możemy pozwolić sobie na bycie ofiarą w małżeństwie.

Nie bez znaczenia jest też umiejętność dbania o kobietę w czasie współżycia. Kobieta bardzo to pamięta. Jest to też jeden z tych powodów, dla którego ona ma częściej ochotę. Jeśli seks wygląda tak, że on chce i to wszystko, nie ma szans na poprawienie relacji w tej materii. Mężczyzna sam sobie strzela w stopę.

PS: Bardzo mi pomożesz zostawiając na facebooku! (kliknij)

Kryzys w związku - pytania #1

Kryzys w związku bywa naprawdę uciążliwy. Jest jak kapiąca woda w nieskończoność w jedno i to samo miejsce na ciele, powodując niemiłosierny ból. Jeśli kryzys w związku nie zostanie rozpracowany, to tak jak kornik w drzewie, będzie drążył, wiercił, niszczył aż małżeństwo/związek się rozpadną.

Wiele osób zadaje mi pytania o kryzys w związku. minęło trochę czasu i tym razem postanawiam zebrać je w jedną całość i napisać artykuł zbiorczy.

Kryzys w związku - pytania i odpowiedzi psychologa

Kryzys w związku może dopaść każdą parę i każde małżeństwo. Ośmielę się stwierdzić, że nie ma na świecie pary, która by kryzysu nie przeżyła, a nawet jeśli, to można by je policzyć na palcach jednej ręki. W każdym razie, szukać takich par jest jak ze świecą.

Kolejną sprawą jest też to, że kryzys w związku nie ma jednoznacznie określonego czasu. Można by przytoczyć badania psychologiczne, przeprowadzić i wyciągnąć średnią z tych badań, ale to moim zdaniem nie ma najmniejszego sensu. Zatem rozpatrywając tą sprawę z perspektywy czasowej, mija się z celem, bo żeby zażegnać taki kryzys, potrzebne są umiejętności miękkie.

Czym są umiejętności miękkie?

Takie umiejętności to nic innego, jak zdolność do komunikowania się z innymi ludźmi w taki sposób, aby obie strony były w stanie się zrozumieć. Oczywiście nie kończy się na samej komunikacji werbalnej lub niewerbalnej, ponieważ w grę wchodzą jeszcze przekonania człowieka, doświadczenie, wiedza, otwartość na nowe rozwiązania, pokora. Kryzys w związku zależy od tych czynników, gdy ich nie ma.

Przede wszystkim pokora jest ważna w rozwijaniu swoich umiejętności miękkich. Zwracam na nią uwagę, bowiem można doświadczyć naprawdę ciekawych rozmów, ale są one niczym innym jak jedynie bezproduktywną dyskusją, jeśli nie ma skłonności do porozumienia. 

Pozostaje jeszcze kwestia wybaczania i odpuszczania drugiemu człowiekowi. Jak można zakończyć kryzys w związku jeśli żadna ze stron nie jest w stanie odpuścić drugiej?

Co jest podstawą do zrozumienia kryzysu

Ważną rzeczą, a właściwie podstawą do zrozumienia na czym polega kryzys w związku, jest zrozumienie tego, jak buduje się nowy świat, nowe relacje, nową świadomość, czy też kształtowanie nowej postawy względem czegoś. Chodzi bowiem o to, że aby coś zmienić, musi się coś wydarzyć.

Wydarzenia naszego życia najczęściej prowokują nas do refleksji nad swoim życiem i cudzym. Niestety, zauważam tendencję spadkową do refleksji ze względu na coraz to bardziej wygodne życie i ułatwianie go dzięki różnym przedmiotom. Zaczynamy działać jak zwierzęta (artykuł o myśleniu) bez używania myślenia. Reagujemy na drugiego człowieka emocjami, podczas gdy możemy pomyśleć, zanim coś się zrobi.

Istotne jest to, żeby nie zapominać o posiadanej przez nas takiej funkcji jak - rozsądek, którego nie posiadają zwierzęta

Dlaczego wydarzenia mają wpływ na nas?

W przypadku kryzysu zazwyczaj są to wydarzenia, z którymi człowiek sobie nie radzi i jednocześnie ściera się z postawą drugiej, drogiej sobie osoby. Jak już zaznaczyłem wcześniej, kryzys w związku pojawia się, kiedy zaczynają się zderzać dwa światy dwóch bliskich sobie osób.

Jak już wyżej wspomniałem, reagowanie emocjonalne na drugiego człowieka, często powoduje bezmyślne traktowanie i poniżanie drugiej strony. Im bardziej jedno z drugim walczy o swoje prawa i dobre samopoczucie, tym ostrzejszy jest konflikt.

Dopiero kiedy trafia nas tragedia życiowa, która dostarcza cierpienia, wybudza nas z letargu walki o swoje dobro. Wywołuje pewną refleksję i jeśli uda nam się znaleźć powód tragedii, to pozostaje to zmienić.

Jednak wolelibyśmy tego uniknąć. Żeby to zrobić, trzeba zawsze pamiętać o tym, że uczucia ma też druga osoba i ja mogę mieć kontrolę nad tym co mówię. Znam swojego partnera, dlatego wiem, co mogę a czego nie mówić lub krzyczeć.

Ważna rzecz

Te zderzenia dwóch różnych światów prowadzą do pewnego rodzaju wojny, która de facto kończy się pobojowiskiem psychicznym. Następuje wówczas moment zwątpienia i szukania rozwiązań. Czasami udajemy się po wsparcie do specjalisty psychologa, czasami przejmujemy postawę naszych rozwiedzionych rodziców, czasami przechodzimy do porządku dziennego i przyzwyczajamy się do życia takiego, jakie jest.

Po takim zderzeniu dwóch światów następuje zniszczenie świata obecnego, jaki posiadamy w swojej głowie, naszych przekonań, które dotychczas się sprawdzały a teraz już nie działają, naszych prób, które nagle stały się ością w gardle partnera. Następnie zaczynamy od nowa go budować i tutaj zaczyna się kolejna praca nad związkiem, który jak to nazywam, tworzy się nowy wspólny świat.

Dlaczego kryzys w związku w ogóle się pojawia i czy należy się go bać?

Takich kryzysów może być wiele. One są potrzebne, ponieważ jesteśmy istotami najczęściej działającymi schematycznie, co doprowadza do przeoczenia niuansów, które mogłyby nas uchronić od zawalenia się dotychczasowej relacji w związku z partnerem.

Dlatego nie bójmy się kryzysów, bo są one po to, żebyśmy mogli się rozwijać i wspólnie wzrastać w miłości. Oczywiście, najlepiej byłoby, gdyby tych kryzysów nie przechodzić, jednak takie rzeczy zdarzają się bardzo rzadko. To wymagałoby obustronnej dojrzałości, co w obecnych czasach jest rzadkością.

Przejdźmy wobec tego do pytań:

Kryzys w związku małżeńskim - czy da się przetrwać?

Kryzys w związku jest jak kapiąca woda na kamień. Im więcej jej skapie tym większą dziurę wyrzeźbi, Mówi się też, że cicha woda brzegi rwie.

Jeżeli pytanie dotyczy tego, że czas leczy rany i kryzys w związku przestanie istnieć, to jest to bardzo małe prawdopodobieństwo. Nie wyobrażam sobie takiej mocy, żeby sam czas leczył kryzys. Niestety, kryzys w związku ma to do siebie, że będzie niszczył dotąd, dopóki nie zmienimy biegu rzeki.

Jakie są sposoby zmiany biegu rzeczy i leczenia relacji partnerskich?

Jeśli chodzi o odpowiedź, czy da się go przetrwać, dosłownie się nie da. Trzeba zmieniać zachowania i sposób myślenia, aby to się udało.

Czy warto trwać w relacji, w której mężczyźnie jest ciężko otworzyć się na drugą osobę, zwłaszcza gdy jest się kompletnym przeciwieństwem?

Przede wszystkim trzeba zacząć od pewnej podstawowej rzeczy.

Czy jestem w związku formalnym, nieformalnym i jak mocno dla mnie ważne jest budowanie relacji z drugą osobą?

Niezależnie od tego w jakim jestem związku, pewnej rzeczy nie da się przeskoczyć. Mianowicie chodzi o sposób komunikacji mężczyzn do kobiet i w ogóle. Ja sam jako psycholog i mężczyzna, choć jestem bardzo otwarty na budowanie relacji z ludźmi, potrafię rozmawiać i jestem w stanie się wczuć w drugą osobę, to jednak względem swojej małżonki i bliskich mi osób niekoniecznie za każdym razem chcę się zwierzać z tego co mnie boli.

Z czego to wynika?

Jest to podstawowa różnica, którą obserwujemy w funkcjonowaniu płci. Kobiety są bardziej otwarte i łatwiej im wypowiadać słowa związane z emocjami i przeżywaniem różnych sytuacji, zaś mężczyźni robią to rzadziej, lub wcale.

Wychodząc z tej perspektywy zauważamy, że łatwiej się wprawdzie dogadać z mężczyzną, jeśli nie będziemy wymagać od niego otwarcia się na pewne sprawy was nurtujące (wskazówka dla kobiet). Ponieważ niewiasty potrafią czytać między wierszami, to warto zastanowić się jednak nad formą rozumienia płci przeciwnej.

Podobnie jest z mężczyznami, kiedy nie chcąc się otwierać, albo postanawiając, że w danej chwili nie warto zaprzątać sobie głowy problemami, można przyjąć za punkt odniesienia w relacji to, że lepiej jest nam wysłuchać naszą damę, niż kazać jej zapomnieć o czymś. Najgorsze co możemy zrobić, to dawać jej rady. Jest to ostatnia rzecz, którą kobieta by oczekiwała.

Mówiąc prościej zachęcam mężczyzn do wysłuchiwania kobiet i obserwowania ich, a kobiety do wypowiadania swoich niewypowiedzianych słów, jednocześnie nie wymagając tego samego od partnera. Zdarza się bowiem, że właśnie oczekiwanie tego samego od płci przeciwnej, powoduje większe problemy w relacjach, niż odpuszczenie sobie nacisku na zmianę partnera zachowania.

Gdy przyjdzie czas, mężczyzna sam się otworzy, ale tego wymaga cierpliwość i delikatność kobieca.

Co jest bardziej ciekawszego?

Zwróćcie uwagę, że gdy oboje młodych osób położy się pod rozgwieżdżonym niebem, to rozmowa nie wygląda tak, że zarówno jedno jak i drugie opowiada o swoich emocjach. Konwersacja przebiega zupełnie inaczej.

Przykładowo

Oboje pod rozgwieżdżonym niebem:

K: Jakie piękne te gwiazdy - wzdycha
M: Tak, masz rację - odpowiada chłopak
K: Nie masz czasem wrażenia, że taki stan moglibyśmy przeżywać codziennie? byłoby nam wspaniale, chodzilibyśmy na randki, oglądali niebo. A słuchaj, nawet moglibyśmy pojechać do kina pod niebem? Co Ty na to? To byłoby jak w bajce...
M: Tak, to byłby dobry pomysł.
K: Bo wiesz, kiedyś byłam na takim seansie i powiem szczerze, że to jest coś cudownego. Siedzimy sobie w aucie, mamy otwarte drzwi, a na ścianie wyświetlają romantyczny film. Chciałabym się wtedy przytulić, a nawet moglibyśmy się kochać.

Paradoksalnie tego rodzaju rozmowy są odwrócone płciowo zaraz po zawarciu małżeństwa. Chodzi o to, że to co by wypowiedziała kobieta w powyższym dialogu, powiedziałby mężczyzna po ślubie. Bardzo często dochodzi właśnie do takich sytuacji, ponieważ niewiasta zaczyna postrzegać mężczyznę zupełnie inaczej i jego pomysły stają się nic nie warte, woli pragmatyzm życiowy. Co ciekawe, dalsze koleje losu w związku sprawiają, że staje się on nudny.

Zwrócę jeszcze uwagę na drugą kwestię, która jest często problematyczna w takich sprawach:

Co w przypadku przeciwieństw w związku? Jak to się ma do pojęcia "kryzys w związku"?

Wyjdźmy od pierwotnej decyzji zawarcia małżeństwa z daną osobą. W tamtym czasie sugerujemy się bardziej uczuciami i tym, jak postrzegamy drugiego człowieka. Sprawia nam radość przebywanie z nim i dzięki temu moglibyśmy tak zawsze. Nasze różnice są znikome pod względem wykonywania różnych czynności i spędzania czasu. Wynika to z chęci przypodobania się partnerowi i wypadnięcia w jego oczach jak najlepiej.

Po dłuższy czasie wspólnego mieszkania, slubu, te różnice stają się coraz większe bo uczucia, którymi darzyliśmy partnera, przechodzą w przywiązanie i już nie są tak burzliwe, jak na początku związku. Emocje i hormony szczęścia powodowały, że łatwiej nam było się dopasować i więcej rzeczy wybaczyć, niż obecnie.

Paradoksalnie stwierdzenie "różnic nie do przeżycia" wypowiadają kobiety, których dotknął kryzys w związku. Tutaj powstaje pytanie, czy rzeczywiście zależy nam na partnerze, czy tak naprawdę na swoim dobrym samopoczuciu.

Kocham się w nim

Kojarzysz to powiedzenie? Słuchałem wykładu i sensu tych słów. Wbrew pozorom są one bardzo egoistyczne. Jednakże pułapką jest to, że na początku związku kochając się w kimś, oznacza przeżywanie ogromnej przyjemności z kontaktów z daną osobą. A ponieważ dobrze się z tym kimś czujemy, to nie trudno jest odpuścić i wybaczyć wielu rzeczy.

Różnice

Są one nieuniknione z kilku powodów.

można by naprawdę wiele wymieniać, ale chcę zobrazować, że możliwość poznania człowieka podobnego sobie w wielu kwestiach jest najczęściej granicząca z cudem.

Umiejętności komunikacji

Niezależnie od tego, jak bardzo się różnimy z partnerem, lekarstwem na zatarcie tych różnic są właśnie umiejętności miękkie. Wbrew temu co powiedzą prawnicy o niedopasowaniu się małżeństwa, rozprawiam się z tymi mitami w osobnych artykułach.

Nauka komunikowania swoich uczuć jest podstawą, oraz najważniejszym elementem pozwalającym zażegnać kryzys w związku.

Co jeszcze?

Pozostaje jeszcze kwestia dumy, uprzedzeń oraz odpuszczania.

To ostatnie jest bardzo, a nawet najważniejsze. Bowiem trąci brakiem zaufania, co z kolei zapętla się tym, że nie jesteśmy w stanie wspólnie dopasować się na nowo z partnerem.

Podsumowując

Nikt mnie nie przekona, że różnice są nie do pokonania. Jedynie zgodzę się na to, że w przypadku kultury obcej oraz wyznawanej wiary, jest to bardzo trudne, niejednokrotnie niemożliwe. Wszystko inne, nawet dopasowanie w łóżku, da się naprostować.

Podobnie jest z relacjami z zamkniętym mężczyzną. Nauka życia i relacji z mężczyznami, jest podstawą do zrozumienia prawidłowej relacji z nami mężczyznami. Wówczas będziecie mogli czerpać niesamowite korzyści ze związku.

A czy warto trwać w takiej relacji? Na to pytanie nie dam jednoznacznej odpowiedzi, dlatego, że jestem zdania, iż można wszystko ze sobą powiązać i stworzyć wspólny wspaniały świat. Najważniejsze w tym wszystkim jest chęć zrozumienia drugiej osoby tak, jakby była inną jednostką, która uzupełnia mnie w tym, czego potrzebuję.

Jak uratować związek, gdy partner mówiąc, że kocha, nie chce być razem. Jak poradzić sobie z tym?

W ten sposób postawione pytanie sugeruje dwie rzeczy. Albo kobieta jest już zmęczona szarpaniem się z mężczyzną i chciałaby już odpocząć, albo z powodu tegoż zmęczenia chce ratować związek.

Pragnę podkreślić, że związek to jest chęć bycia razem przez obie osoby.

Od czego zacząć?

Najważniejsze jest zastanowienie się, po co ja tak naprawdę chcę ratować ten związek i w jakim celu chcę być z partnerem?

Myślę, że na to pytanie już jest odpowiedź w tym artykule, który traktuje o głodzie miłości względem drugiej osoby. Jeśli jednak nie znajdzie się odpowiedzi, to polecam artykuł o tym, dlaczego jesteśmy sami i nie możemy znaleźć drugiej osoby do związku?

Chciałbym jeszcze zapytać, czy przypadkiem wcześniejsze doświadczenia nie sprawiły, że pozostałaś kobietą zrnioną? Bo jeśli tak, to warto zastanowić się nad terapią. Cennik znajdziesz tutaj klikając w link.

Dlaczego terapia?

Kryzys w związku nie objawia się dlatego, że partner jest niedojrzały jako jedyny. Zawsze wina leży po obu stronach. Jakby tego było mało, to kobieta konsekwencje męskiej niesubordynacji nosi dłużej ciężej i wymaga wsparcia. Ona przez te sytuacje buduje w sobie mur obronny, który każe jej kontrolować życie wokół niej.

Niestety jest to najważniejszy element terapii kobiet, które do mnie przychodzą. Jak się później okazuje, po rozbicie tego muru obronnego, łatwiej dostrzec zagrożenia, jakie niesie ze sobą obiecujący gruszki na wierzbie mężczyzna, a co ważniejsze lepiej dostrzega drobne sprzeczności w jego zachowaniu tak bardzo rzutujące na przyszłość.

Również kryzys w związku zdaje się być mniejszym zagrożeniem w przyszłości, jeśli kobieta zdobędzie odpowiednią wiedzę na temat mężczyzn. Ona pozwala na dostosowanie się do naszej mentalności i jednocześnie zmniejsza napięcie związane z wymijaniem się w komunikacji wzajemnej.

Czy jest sens ratować taki związek?

Biorąc pod uwagę wcześniejsze akapity, śmiem stwierdzić, że owy mężczyzna nie tyle jest niedojrzały do bycia w związku, co kobieta zainteresowana również. Bycie na siłę z kimś nie wróży nic dobrego.

Tak nawiasem mówiąc, zawsze zalecam, aby to mężczyzna decydował czy jest gotowy na związek dlatego, żeby nie było później sytuacji, w której zostanie oskarżona kobieta o to, że on tego nie chciał. Jest też drugi powód tego zalecenia. Chodzi o to, by nauczyć mężczyznę podejmowania decyzji i jest to też pierwszy krok ku temu, by odpuszczać jeśli coś nie idzie tak, jak tego chcemy.

Po drugie, uczy się wtedy odpowiedzialności za kobietę i rodzinę. Chociaż ta nauka idzie w las. Nie bez powodu istnieją pewne kanony łączenia się dwojga ludzi w pary.

Ostatnią rzeczą, którą chcę poruszyć jest kwestia kontroli, która przewija się przez większość kobiet. Samo pytanie sugeruje, że kobieta chce zawalczyć o to co dla niej jest potrzebne, ale nie dopuszcza do siebie myśli o tym, że chłopak ma inne zdanie na budowanie takiego związku. W obecnym pytaniu dla niego lepiej jest żyć w luźnym związku.

Wartości, którym hołdujesz

Nie odchodź od wartości, któym hołdujesz tylko dlatego, że jakiś przeuroczy miś prosi o to. Wartości, które masz w sercu są najważniejsze i jako takim powinno się oddać cześć. One chronią przed przyszłościowymi dramatami.

Czy to normalne, że myślę o innym mężczyźnie, mając kochającego męża?

Myślę, że każdy z nas ma w sobie chęć podziwu ludzi. Dopóki nie ma przekraczanych granic, które są uważane za flirt, zdradę, emocjonalną zdradę, nie ma się czego bać.

Jeśli któreś z partnerów myśli o innej osobie, jest to naturalne. Warunek jest taki, że jest to jedynie jakiegoś rodzaju podziw i nie ciągnie mnie do tego, by angażować się w bliższe kontakty z innym mężczyzną. To samo się tyczy kobiet.

Kochający mąż

Jeśli jednak mając kochającego męża zastanawiam się nad innym mężczyzną, to dla mnie oznacza to, że w związku małżeńskim wkradła się rutyna.

Brak zmiany miejsca na urlopach, stagnacja w obowiązkach, brak spędzania ze sobą wspólnego czasu, albo tylko znikomy, czy też wymuszony kontakt. Warto usiąść do rozmowy z mężem i zaplanować nową jakość życia, spędzanie czasu i codziennie rozmowy zmieniając wystrój.

To tylko nieliczne elementy, ale gwarantuję, że jakość waszego życia ulegnie poprawie. W przeciwnym wypadku, zanim się obrócicie, nastąpi rychły kryzys w związku,

Dla przykładu polecam artykuł, jak pewna para zachowała chemię w małżeństwie przez wiele lat.

Jak dotrzeć do męża, trzeźwiejącego alkoholika, żeby chciał ze mną rozmawiać o swoich problemach i wspólnym życiu?

Może zapytam inaczej. Po co do niego docierać?

Jeśli mam zamiar go zmieniać na siłę, to się nie uda. Zastanawiam się też, kim jest trzeźwiejący alkoholik? Czy to jest osoba, która po napiciu się, dochodzi do siebie, czy raczej ktoś, kto już jest na terapii i próbuje odnowić swoje życie?

W drugim przypadku miałoby to sens. Ale znów powstaje pytanie, czy przypadkiem nie czuję się nieswojo, jeśli mężczyzna woli to zrobić po swojemu? Pytanie w ten sposób postawione sugeruje mi chęć kontroli mężczyzny po to, żeby zaspokoić swoją ciekawość.

Nie polecam.

Co więc mam zrobić?

Wróćmy do pierwszego pytania o różnice. Jak już wiesz, mężczyzna niechętnie się zwierza ze swoich problemów i jest to moim zdaniem naturalne. Aby jednak wzbudzić chęć u mężczyzny do dzielenia się, warto odpuścić mu, wybaczyć jego błędy oraz starać się być wsparciem w taki sposób, w jaki on tego potrzebuje. Nie w sposób jaki potrzebuje tego sama zainteresowana.

A co w sytuacji, gdzie mężczyzna nie chce się leczyć?

Z pewnością należy unikać usprawiedliwiania człowieka. Jeśli jest to konieczne, warto samej udać się na terapię, żeby nie popełniać błędu, albo mieć wsparcie, które jest potrzebne w walce z taką sytuacją.

Najlepszym rozwiązaniem byłoby wysłać delikwenta na terapię. Jeśli to nie pomaga, pomyśleć o separacji.

Czy dać szansę mężowi, który uderzył jeden, jedyny raz?

Zasada głosi, że gdy mężczyzna uderzył raz, zrobi to ponownie.

Z tego też względy zastanowiłbym się, jakie są tego konsekwencje na przyszłość. Podobnie jest ze zdradami. Gdy dochodzi do jednej, pojawi się następna z dużym prawdopodobieństwem.

Osobiście uważam, że nie może mieć miejsca żadne rękoczyny ani ze strony kobiety, ani ze strony mężczyzny. Chociaż kultura zezwala na pewien rodzaj policzka ze strony kobiety.

Skoro już wydarzyła się taka sytuacja, zachęcałbym do rozmów z partnerem o tym dlaczego tak się zachował. Jeśli jednak nie zna na to odpowiedzi, czyli nie jest świadomy przyczyn takiego zachowania, to warto go wysłać na terapię.

Ja będąc na miejscu kobiety, zostawiłbym człowieka bez żadnych "ale". Podkreślam jednak, jest to moje osobiste zdanie.

Jak zapanować nad złością, wybuchami agresji w związku itp?

Najrozsądniejszym rozwiązaniem byłoby wzięcie udziału w terapii indywidualnej. Wyżej opisałem sytuację zranionej kobiety, która ma pewne mechanizmy obronne. To otoczka, która każe kobiecie bronić swojego serca, żeby nie zostało ponownie zranione i jednocześnie przestaje ufać.

Powodów takiego stanu może być bardzo wiele, dlatego trzeba by się do nich dokopać przy pomocy specjalisty.

Czy mogę sama o to zadbać?

Oczywiście, jednak problem polega na tym, że w takiej sytuacji bardziej prawdopodobne będzie uczenie się behawioralne swoich zachowań. Wygląda to w ten sposób, że widząc co krzywdzi partnera, staram się to zmienić.

Niestety minusem tego sposobu jest brak zrozumienia głębokich przyczyn tych emocji. One wcale nie muszą wynikać z niedoskonałości partnera. Bardziej jestem skłonny upatrywać ich w przeżyciach z przeszłości, które stały się murem obronnym.

Zaznaczam jednak, że tego typu praca jest trudniejsza i bardziej czasochłonna. Jeśli u was już występuje kryzys w związku, a podejrzewam, że tak, to jednak warto rozważyć terapię.

O cenach usług można przeczytać w zakładce cennik.

Jeśli pomogłem Ci, zostaw komentarz na facebooku. (click)

Brak ochoty na współżycie w związku małżeńskim

Brak ochoty na współżycie w związku małżeńskim ma bardzo wiele przyczyn i wcale nie musi wynikać z problemów chorobowych i psychicznych. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z popełnianych błędów na płaszczyźnie relacji, które de facto w małżeństwie przekładają się na brak ochoty na współżycie w związku.

Brak ochoty na współżycie w związku małżeńskim

Celowo piszę "w związku małżeńskim" dlatego, że różnica pomiędzy związkiem nieformalnym (nie zamieszkanie razem) a formalnym (wspólnym mieszkaniu) jest ogromna. Nawet podczas mieszkania razem w związku nieformalnym, miłość erotyczna bywa długo na wysokim poziomie.

Paradoksalnie sporo par dostrzega obniżenie potencjału seksualnego w małżeństwie zaraz po urodzeniu dziecka, lub po jakimś czasie wspólnego życia.

O ile jestem w stanie zrozumieć, że pojawienie się dziecka ma wpływ na częstotliwość uprawiania seksu, o tyle zastanawiające są skargi wielu mężczyzn na tą sferę.

Dlatego przygotujcie się teraz na dłuższy artykuł, bowiem będzie spora dawka wiedzy zarówno dla kobiet, jak też dla mężczyzn na temat tego skąd wynika brak ochoty na współżycie w związku małżeńskim..

Zacznijmy tym razem od błędów, które popełniają kobiety

Wymagania, wymagania, wymagania

Ciągła krytyka i wymagania od partnera (zobacz jak kobieta testuje mężczyznę) nie sprzyjają poprawie jakości w sferze seksualnej. Wiemy już, że mężczyźni są podatni na krytykę. W sferze seksualnej jest ona szczególnie dotkliwa.

Wyśmiewanie małego penisa.

Spotkałem się z sytuacją, kiedy kobieta na widok małego członka mówi: "a ti ti ti ti". Wyśmiewanie małego penisa powoduje wpędzenie w szereg kompleksów mężczyznę, a co za tym idzie, albo człowiek się zniechęca przy jednoczesnym rozdarciu pomiędzy potrzebą, a tym żeby nie dać się więcej wystawić na ryzyko krytyki podczas inicjacji zbliżenia.

Możliwe, że kobieta robi to z czułością, jak niektóre damy sugerują, ale niestety, nie jest to dobry pomysł. Także drogie panie; mówmy tak do swoich dzieci, a z mężem pogadajcie nad techniką, zamiast liczyć na przerost formy nad treścią.

Przedwczesny wytrysk i jego wypominanie

Jeśli u mężczyzny występuje przedwczesny wytrysk, co ostatnimi czasy się bardzo nasila, wypominanie tej przypadłości może jedynie pogorszyć sytuację. Nie dość, że facet się stresuje, bo ma z tym problem, to jeszcze dostaje od swojej kobiety sygnały, że jest "do niczego".

Takie wyolbrzymianie sprawy jest jedynie "gwoździem do trumny". Lepiej jest udać się wspólnie do specjalisty psychologa/seksuologa, który się na tym zna. Z pewnością pomoże.

Wprowadzanie nerwowej atmosfery w domu

Nerwowa atmosfera w domu nie sprzyja udanemu pożyciu. Mężczyźni są szczególnie wrażliwi na punkcie braku spokoju. Jeśli kobieta nie potrafi okiełznać swojego temperamentu emocjonalnego, ciężko jest utrzymać swojego faceta w dobrej kondycji psychicznej i jednocześnie seksualnej. Nic więc dziwnego, że brak ochoty na współżycie w związku małżeńskim staje się coraz bardziej dotkliwy.

Uśmierzanie potencjału romantycznego - krytykowanie

Bardzo łatwo jest zablokować chęci inicjacji męskiej do romantycznych chwil dla dwojga. Mówiąc prościej, nierzadko zdarza się, że mężczyzna już na początku małżeństwa próbuje stworzyć romantyczną atmosferę poprzez różne czynności. Działania te zostają przez ukochaną skrytykowane i na dodatek rzucane są epitety w kierunku lubego.

Podajmy kilka przykładów:

✍chłopak przynosi na imieniny naszyjnik w kształcie serca, prosty, bez dodatków, srebrny. Ma nadzieję, że ten próżny podarek ją ucieszy. We wspólnym pokoju robi lekkie przemeblowanie, żeby stworzyć romantyczny nastrój. Kupił nawet wino.

Gdy ukochana zauważa zmiany w pokoju, pierwsze co robi, to awanturę o przemeblowanie. Za chwilę okazuje się, że naszyjnik jest fajny, chociaż mógł być z grawerem i ze złota, zaś chłopak, nie ma już ochoty wyciągać wina i urządzać jej walentynek, nie mówiąc już o namiętnej nocy...

✍gdy dziewczyna dostaje kwiaty, nie raz i dwa zdarza się, że mężczyźnie wciskają już prawie, że chwasty. Co robi kobieta?

Jak mogłeś kupić takie badyle! Przecież to jutro "zdechnie", Ty w ogóle nie potrafisz nic zrobić porządnie...

Krytyka i wyrzuty

To tylko nieliczne przykłady zachowań, ale mam nadzieję, że wiecie o co chodzi. Po prostu starajcie się to przyjąć do serca, podziękować i uśmiechnąć się, nawet, jeśli te badyle mają jutro umrzeć.

Lepiej bowiem jest przyjąć, podziękować a za kilka dni opowiedzieć, czego byś chciała, albo co chciałabyś dostać. Chodzi bowiem o to, żeby nie tłamsić potencjału, jaki chłopak ma w sobie już w zarodku.

Ocenianie po współżyciu.

Gdy stosunek się nie udaje, to znaczy, że facet po prostu przechodzi do sedna i zapomina o kobiecie albo co ważniejsze, nikt go nie nauczył na czym polega ten akt. Warto mu powiedzieć jak się czujesz. Łatwo bowiem powiedzieć mu, że jest do niczego. Mężczyzna prawdopodobnie nie wie, czego kobieta potrzebuje. Jeśli układa się wam w komunikacji na co dzień, to warto nie rujnować jej w łóżku.

Warto też zwrócić mu uwagę i podać konkretną instrukcję czego potrzebujesz. Jeśli jednak sama nie wiesz, co też się często zdarza, to warto pomyśleć o wsparciu seksuologa, lub wykorzystać wolny czas na poznawanie swojego ciała nawzajem. Nie ma bowiem nic gorszego, jak krytyka mężczyzny w tych sprawach.

Sama sobie w stopę strzelasz wówczas.

Ukrywanie i duszenie w sobie niepowodzeń łóżkowych też prowadzi do braku ochoty  an współżycie w związku

Kolejnym nawykiem, jaki kobiety mają, to duszenie w sobie niepowodzeń w łóżku. To wychodzi po latach, kiedy będąc młodą, nie dając sobie szansy przez komunikację z partnerem i poznając nowego mężczyznę, zaczyna wylewać swoją frustrację na chłopaka.

Jesteśmy od siebie różni i jeśli nie będziemy ze sobą komunikować potrzeb, nie będziemy poznawać swoich różnic, nie będziemy myśleć w kategoriach, że druga osoba się nie domyśli, to czeka nas krach na drodze komunikacji i nie tylko w łóżku.

Nie przejmowanie inicjatywy

Nie przejmowanie inicjatywy i czekanie na niego też jest pewnym elementem frustracji męskiej. Czasami mężczyźni lubią, gdy kobieta przejmuje inicjatywę. Utarło się, że to mężczyźni przejmują inicjatywę, ale wbrew pozorom dużo uroku dodaje element kobiety, która sama zainicjuje kontakt i bynajmniej nie raz. Trudno więc dziwić się,  ze wystepuje z naszej strony brak ochoty na współżycie w związku, jeśli czujemy,  że jej na nas nie zależy.

Myślę, że gdyby kobiety zadbały o taki element, jest to swego rodzaju urozmaicenie i pokazanie mężczyźnie, że "wiem, czego potrzebujesz". Nie zapominajcie o tym.

Sądzę jeszcze, że to mogłoby być bardziej ciekawe, niż wychodzenie z inicjatywą wyłącznie męską. Sfera seksualna ostatnio nabiera rozpędu w wielu mediach społecznościowych i medialnych, jednak obserwuję tutaj tendencję biegnącą ku skrajności. Z jednej strony dobrze, że temat seksu przestaje być tabu, bowiem zaczyna się jednak zauważać wagę tych spraw.

Skupianie się wyłącznie na osiąganiu szczytowania

Kolejny i wręcz bardzo destrukcyjny błąd. Chęć osiągnięcia szczytowania czasami zakrawa o fanatyzm powodując przerzucenie odpowiedzialnośći i swojej frustracji na mężczyznę. Taki stan rzeczy zamyka mężczyznę w sobie, bowiem nie ma konstruktywnych rozmnów, tylko wypominanie, krytykowanie i poniżanie swojego chłopaka.

Dziecko najważniejszym członkiem w rodzinie. A gdzie mąż?

Dziecko nie może być przyczyną odłożenia sfery seksualnej na bok. Tendencję tą obserwuję głównie u kobiet. Jako argumentacja za rozrzedzeniem częstotliwości współżycia pojawia się to, że:

dziecko wymaga opieki - z jednej strony to zrozumiałe, że nowo narodzone dziecko absorbuje dużo siły, ale często sięgając głębiej, jest to po prostu wymówka, bo kobieta jest zmęczona, albo zwyczajnie nie ma na to ochoty.

✍odeszła ochota na seks - niestety będę w tej kwestii surowy. Kobiety z innego powodu się podniecają. Zamiast dać sobie szansę z partnerem i odrobinę czasu, oraz chęci, zdusza się już w zarodku propozycje intymnie spędzanego czasu z partnerem. Kobieta potrzebuje czasu, żeby miłość erotyczna weszła na wyższy poziom, jednak same dziewczyny oczekując rezultatów i nastawiając się na coś, co w zasadzie rzadko otrzymują, zniechęcają się zapominając o głębszej sferze partnerstwa (czyt. duchowej). Efektem są sytuacje, że na wstępie już boli głowa lub jest zmęczona.

Utarte schematy, przekonania jako przyczyna powodująca brak ochoty na współżycie w związku

Tutaj sporą rolę odegrał też Kościół Katolicki. Wiele spraw jest opacznie rozumianych i niektóre kobiety mają wrażenie, że urozmaicanie pożycia jest zabronione. Z kolei część z nich, mając już pewne doświadczenia, lub wiedzę od starszych nastawia się na jedną pozycję i nie daje to lepszej satysfakcji. Wiemy przecież, że ciągłe i te same momenty, sytuacje, miejsce, czynności stają się nudne i przestają z czasem cieszyć.

PS: Kościół Katolicki wcale nie zabrania urozmaicania pożycia seksualnego. Nawet zachęca do tego. Gadżety również są dozwolone, o ile nie godzą w godność człowieka.

Paniom już przystroiłem pióra, teraz kolej na panów:

Lenistwo, lenistwo, lenistwo umysłowe vs brak ochoty na współżycie w związku przez żonę

Wiecie, że kobietom seks nudzi się, jeśli jest ciągle ta sama pozycja, ten sam schemat, nie ma urozmaiceń, nie ma wprowadzania nowych rozwiązań do współżycia? To jest jeden z ważniejszych powodów, że kobiety wykazują właśnie brak ochoty na współżycie w związku. Lenistwo dotyczy również wspierania siebie nawzajem w obowiązkach domowych.

Jak temu zaradzić?

Pozwól, że przedstawię kilka przykładów, skąd możesz czerpać inspirację:

🛡film: 50 twarzy Greya III część jest dobrym przykładem, z którego można czerpać inspirację do działania. Szczególnie polecam 3 część, bo w drugiej połowie seansu wkracza Grey, jaki w zasadzie powinien być jako mężczyzna dbający o rodzinę.

On dba nie tylko o sferę seksualną, ale również bezpieczeństwo swojej kobiety, angażuje się w relacje z dziećmi, dba o pracę i dba o dom. Ma również na uwadze zawieranie znajomości i przyjaciół.

Ktoś mi zarzuci, że dobra, ok, Gray był bogaty, mógł sobie na wszystko pozwolić. W odpowiedzi oznajmiam, że niestety, to tylko tłumaczenie dlatego, że doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak wygląda życie, jak wyglądają finanse rodzinne i śmiało mogę powiedzieć, że gdyby ruszyć głową, znajdzie się sposób, chociażby taki, że rezygnuję z kolejnego technologicznego gadżetu na rzecz wybranki.

🛡książki o kamasutrze mogą dać Ci sporą wiedzę o tym, jak zachowuje się ciało kobiety. Nie żałuj wydania 60zł na to. Niestety nnie chodzi o same pozycje, bo to jest za mało, tu chodzi o to, żebyś dowiedział się, jak jej ciało funkcjonuje. Pozycje seksualne to nie kamasutra - jest błędnie mylona.

🛡rozmowy o tym co ona lubi lub nie. Tego chyba nie muszę tłumaczyć prawda? Pytanie, czy jesteś na tyle dociekliwy, żeby ją pytać.

🛡możesz porozmawiać z seksuologiem, jeśli nie wychodzą Ci pomysły. Zapewniam Cię, że to nie jest żadną ujmą na honorze.

🛡uruchom swoje myślenie i zacznij też szukać, czytać w internecie, selekcjonować wiedzę, która jest bezużyteczna a korzystać z profesjonalnej.

Zaniedbanie relacji z małżonką

Zaniedbanie relacji z małżonką jest głównym powodem niechęci jej do uprawiania seksu. Musisz pamięć, że aby kobieta chciała dbać o tą sferę, musisz stale dbać o jej poczucie przyjemności. Mam tu na myśli dosłownie flirty, które potrafiłeś uprawiać na czacie z nieznajomymi na badoo, na sympatii, na czacie wirtualnym itp.

Mam też na myśli podgrzewanie atmosfery od samego rana do wieczora. Kobiecie nie wystarczy się podniecić na samo słowo: kochanie dziś uprawiamy seks.... To brzmi jak dobry żart do programu "Śmiechu Warte".

Jeśli nie podgrzewasz wody do 100 stopni w czajniku, lub co najmniej 80, to niestety porządnie nie zaparzysz herbaty. Tak samo jest z kobietami, one również potrzebują czasu, to nie machiny do uprawiania seksu!

Romantyczna atmosfera, randki

Dbanie o romantyczną atmosferę podczas spotkania również ma swoje znaczenie. Znam przykład kobiety, która mieszkając na 30 piętrze, gdzie wokół nie ma żadnych budynków, bo ten jest najwyższy, ona chce zasłonić żaluje, bo ktoś będzie ją podglądał.

"Ależ kochanie! przecież nikogo nie ma w pobliżu!": Tak, ja to wiem, ale zasłoń te żaluzje. Co Ci szkodzi?

Nieumiejętność słuchania i podejmowania decyzji z obopólną korzyścią

Brak słuchania i podejmowania adekwatnych decyzji, przekłada się to na nie zapewnienie komfortu psychicznego i życia kobiecie, poprzez to, że nie słuchając jej nie zapewnia się podstawowych potrzeb.

Chociażby to, że gdy dziewczyna oznajmia, że jest zmęczona, a siedzi cały dzień przy dziecku, to często nam do głowy nie przychodzi, żeby tego malucha od niej zabrać na dwie lub trzy godziny.

Kobieta też musi odpoczywać. Jeśli jest zmęczona życiem i dbaniem o dzieci, kiedy mężczyzna załóżmy siedzi przed telewizorem, to ciężko wzbudzić w niej poczucie pożądania. Patrzy na takiego faceta i myśli sobie, że jest dzieckiem.

Ja rozumiem, że komunikacja między małżonkami jest bardzo ważna i taka kobieta powinno powiedzieć mu wprost, żeby zabrał od niej dziecko na spacer. Wtedy łatwiej by się oboje dogadali.

Co innego, gdyby on sam się zainteresował tym i takiego malucha zabrał ze sobą na te faktyczne 2h. Pozostawia po sobie taki efekt WOW, mam super faceta!

Gorzej sprawa wygląda, kiedy taki mąż zabiera dziecko i wraca po 20 minutach twierdząc, że mały już się znudził. To jest jedynie sygnał, że nie zaangażowałem się w relacje z nim, nie zadbałem o jego rozwój, nie pokazałem mu świata. Dziecko ma bardzo plastyczną uwagę i wystarczy zmiana drobnego elementu, żeby chciało dłużej się bawić.

🛡jako przykład podam kontakt ze swoją córką podczas wyjścia na spacer na dwie godziny. Bawiąc się z nią proponowałem różne rzeczy. Nie czułem się najlepiej, a córka wpadła na pomysł ścigania się na placu zabaw w imię "kto pierwszy ten lepszy"

Wymyśliłem, że nie będę biegał, bo źle się czuję, ale za to pokażę jej mierzenie czasu, podczas gdy ona startuje. Uruchomiłem wówczas stoper i na 3, 2, 1 start, mierzyłem czas jej biegu. Zabawa była przednia, ja odpocząłem a czasu minęło pół godziny w czasie jednej zabawy!

Prezenty a brak ochoty na współżycie w związku

Prezenty, to coś co kobiety wręcz uwielbiają. Ciuszki, biżuteria, błyskotki, sprawiają, że serce rośnie. Być może wyda się wam to próżne, ale zapewniam, że macie wtedy większe możliwości. Te prezenty świadczą o tym, że jesteście postrzegani nie jako faceci przy kasie, ale jako ci, którzy są zaradni i odpowiedzialni.

PS: wystarczy zadbać potem o dobrą atmosferę na koniec dnia i fajerwerki gotowe.

Zaniedbanie higieny osobistej a zwłaszcza intymnej

Zaniedbanie swojego ciała. Częsty powód wywołujący brak ochoty na współżycie w związku u kobiet. Przepocony mężczyzna po pracy nie należy do smacznych kąsków. Nie zmienianie bielizny odpowiednio często i noszenie jej przez tydzień powoduje infekcje intymne u kobiet i wcale się nie dziwię, że owa dama nie chce się kochać.

Pracujesz 10-14h dziennie?

Długi czas pracy, 10 - 14h pracy, gdy posiada się dzieci, nie sprzyja odpoczynku kobiety. Musisz wziąć to pod uwagę. W przeciwnym wypadku, w weekend zechcesz odpoczywać, kiedy twoja wybranka nadal zasuwa w kuchni, pierze, sprząta i ogarnia dzieci. Rozumiem, jeśli macie dom z ogrodem i pracujesz w ogrodzie. To tylko buduje poczucie bezpieczeństwa kobiety. Jeśli tak jest, to świetnie, ale co gdy macie mieszkanie?

Podsumowując brak ochoty na współżycie w związku

Warto dbać nie tylko o relacje w małżeństwie, związku, angażować się w kreatywnie spędzany czas, jak też udoskonalać do perfekcji kontakty seksualne. Nikt nie urodził się wszechwiedzący, nasi rodzice nam nie przekazali ważnych rzeczy, bo pewnie sami nie umieli. Dlatego my bądźmy bardziej towarci i to co już wiemy sprawdzajmy, a to co jest dobre zachowujmy.

Adam Filipczuk